Nowe artykuły:
Dosyć sportu komercyjnego! Pora na sport dla ludzi!

Dosyć sportu komercyjnego! Pora na sport dla ludzi!

Wielkie wydarzenia sportowe atakują nas ze wszystkich stron nieomal każdego dnia. Przy okazji takich wydarzeń jak Euro’2012, Olimpiada Londyn’ 2012, czy innych wielkich widowisk sportowych – pora, moim zdaniem, aby zapytać: jaki jest sens sportu wyczynowego; czy służy on zdrowiu ludzi, czy raczej komercyjnym celom potężnych organizacji, które nim sterują? Po zbadaniu najpowszechniejszych iluzji związanych ze sportem, wzywam do radykalnej zmiany w pojmowaniu sportu. Proponuję NOWE ROZUMIENIE SPORTU: od komercyjnych widowisk do prozdrowotnej aktywności dla ludzi. 

M am wrażenie, że kwestia istoty sportu, jest jednym z tabu naszych czasów. Zachwycamy się różnymi imprezami, z wielu sportowców zrobiliśmy na poły – mitycznych herosów, na poły – celebrytów, którzy stają się nieomal wzorcem ludzi, do których odnosi się wszelkie nasze działania. Podziwiamy także obiekty sportowe, a niektóre sporty, jak właśnie piłka nożna zyskały w wielu kręgach status faktycznej masowej religii. Krążymy wokół wielu aspektów współczesnego sportu – niezmiernie rzadko natomiast pytamy – Czy sport wyczynowy naprawdę dobrze nam służy? Jakie mamy z niego korzyści?

 1.   Krótka historia pojmowania sportu.

Ale o czym właściwie mówimy? Czym jest właściwie „sport”? Ludzie od prawieków zajmowali się ćwiczeniem ciała dla podniesienia sprawności fizycznej i nabywania użytecznych umiejętności: najpierw związanych ze zdobywaniem pożywienia (polowania), a potem – prowadzenia wojen. Jest jeszcze kontekst starogrecki – tutaj chodziło o rywalizację sprawnościową na bazie ścisłych reguł, która: z jednej strony, była wyrazem doskonałości zawodników (koncepcja kalokagathos), a z drugiej – była wyrazem postawy religijnej, bowiem zawody olimpijskie były pierwotnie organizowane ku czci bogów olimpijskich, szczególnie Zeusa. Potem często olimpiady były rodzajem współzawodnictwa między miastami-państwami greckimi, czyli pełniły rolę zastępników wojen. Wydaje się, że tak jest również dzisiaj.

W naszych czasach sport definiujemy jako formę aktywności fizycznej (pomijam tzw. sporty umysłowe) uprawianą według umownych reguł, indywidualnie lub zbiorowo. Celem powinno być doskonalenie potencjału psychofizycznego uczestników, a także dostarczanie rozrywki.

Jako taki sport jest produktem 19. wieku (chociaż wiele elementów składających się na szeroki ruch sportowy przygotowano już w wiekach poprzednich), wtedy bowiem zaczęły powstawać w pełni zorganizowane formy jego uprawiania. Z jednej strony pojawiły się idee dotyczące kultury fizycznej, czyli reguły postępowania mające na celu ochronę zdrowia (co wiązało się z szybką industrializacją i niszczącym zdrowie wykorzystaniem środowiska naturalnego). Powstała też infrastruktura sportowa, w postaci: boisk, torów wyścigowych, sal sportowych itp. Powstawały także kluby i związki sportowe oraz krajowe i międzynarodowe zrzeszenia sportowe.

Wydaje się, że rozwój sportu w 19. wieku związany jest z dwoma zasadniczymi cechami epoki (są one ważne do dzisiaj):

1. Określenie warunków życia szerokich mas ludzkich wokół zasad, które wyznaczył industrializm, tj. pracy w uciążliwych, monotonnych warunkach, w których organizm ludzki szczególnie szybko tracił siły i zdrowie – potrzebna więc była aktywność odzyskiwania sił i wypoczynku – dla dalszej pracy.

2. A z drugiej strony – nastąpiły głębokie przemiany społeczne i kulturowe, w szczególności oparcie życia ludzkiego na konkurencji, która pojawiła się nie tylko w sferze ekonomicznej, ale praktycznie we wszystkich wymiarach nowoczesnego życia.

Z jednej strony zatem sport był remedium na coraz bardziej niezdrowe warunki życia, ale z drugiej – kultywował je, wdrażając ludzi do struktury społeczno-ekonomicznej, która oparta była (i jest) na wszechobecnej konkurencyjności.

Trzeba jednak pamiętać, że w pierwszej fazie jego rozwoju istniał też nurt kultywowania aktywności fizycznej, który ignorował konkurencyjność i jednostronną aktywność wokół ściśle określonych dyscyplin sportowych, a skupiał się na integralnym rozwoju psychofizycznym człowieka, mam na myśli – powstającą od początku 19. wieku -tzw. gimnastykę, tworzącą różne systemy gimnastyczne. Nie miejsce tu na omawianie jej historii w różnych jej odmianach, podkreślić jednak warto, że mamy w banku pomysłów ludzkości także nurt kultury fizycznej, który rozumiał aktywność fizyczną jako coś znacznie głębszego tylko niż ćwiczenie mięśni; który oparty był na holistycznym pojmowaniu człowieka jako jedności psycho-fizycznej – i w tej perspektywie – rozumiał wysiłek fizyczny jako osobistą drogę do samodoskonalenia, a nawet – przekraczania własnych cielesnych i tożsamościowych (zamknięta osobowość) ram. Niestety kierunek ten praktycznie zanikł wraz z przekształceniem gimnastyki w 20. wieku w różne formy gimnastyki sportowej, leczniczej i innych, które pełnią po prostu funkcje przygotowania do uprawiania innych dyscyplin lub same są dyscypliną sportową (gimnastyka akrobatyczna, artystyczna itp.).

Możemy powiedzieć, że od 19. wieku mamy co najmniej 3 koncepcje sportu:

  • Sport arystokratyczny – najwcześniejsza forma aktywności ruchowej (pochodząca jeszcze z wieków 17. i 18., np. jazda konna, polo, golf, tenis, biegi) uprawiana przez bogatych amatorów w celach zabawowych, towarzyskich, czyli całkowicie nieutylitarnych. Ta forma sportu przekształciła się w gry ruchowe, czyli aktywność na świeżym powietrzu nieuprawianą dla rekordu, ale dla czystej zabawy i przyjemności, jaką daje fizyczna praca, będąca wypoczynkiem dla umysłu.
  • Sport higieniczny (nie mylić z higieną osobistą), czyli aktywność ruchowa motywowana zdrowiem (higiena – gr. hygeinos: leczniczy – bada wpływ środowiska na zdrowie fizyczne i psychiczne człowieka), przekształcona potem w gimnastykę, jako różną od sportu dziedzinę kultury fizycznej. Chodziło o świadome dążenie do rozwoju całego ciała, zgodnie z hasłem: mens sana in corpore sano (w zdrowym ciele zdrowy duch). Z tym wiąże się pojęcie kultury fizycznej – postępowanie wg zasad, które mają na celu prawidłowy rozwój psychofizyczny.
  • Sport wyczynowy – aktywność fizyczna, która ma jednostronny charakter – związany z daną dyscypliną i nastawiona na wyczyn, porównywanie krańcowych wysiłków zawodników i bicie rekordów, z czym wiąże się ostre współzawodnictwo. A wszystko motywowane jest: dla zawodników – sukcesami finansowymi, natomiast dla publiczności – pierwotnie zakładami finansowymi, a potem rywalizacją między klubami, miastami, państwami (czyli jak w starożytnej Grecji – sport wyczynowy stał się zastępnikiem wojny). Takie rozumienie sportu wiąże się z pojęciem wychowanie fizyczne, które polega na wykształceniu w człowieku pewnych cech osobowości i grup mięśniowych w ich całokształcie fizjologicznym, by zawodnik mógł osiągnąć odpowiednio wysokie wyniki sportowe w programowej dyscyplinie sportowej.

W naszych czasach wszystkie te dziedziny aktywności ruchowej przekształciły się zasadniczo, w dwa wielkie światy: profesjonalny sport wyczynowy orazrekreację fizyczną, czyli amatorski sport rekreacyjny[1]. Zanim zbadamy relacje między nimi, spróbujmy przyjrzeć się bliżej każdemu z nich.

 2. Iluzje dotyczące sportu wyczynowego.

Sport wyczynowy pełni w naszych czasach jedną z najważniejszych ról w życiu społecznym. Stoją za nim niezwykle potężne siły, które budują jego obraz i interpretacje, aby uzyskiwać z niego korzyści dla siebie. Niestety, nie są to interpretacje neutralne, tworzą one raczej cały kompleks iluzji, które otoczyły tę sferę ludzkiego życia. Zanim zbadamy istotę sportu wyczynowego, spróbujmy przyjrzeć się kilku najważniejszym iluzjom, jakie powszechnie się z nim wiążą.

Iluzja nr 1. Sport wyczynowy służy zdrowiu.

Najpowszechniejszym, mającym największe konsekwencje nieporozumieniem, jakie wiąże się ze sportem wyczynowym jest utożsamianie go ze zdrowiem. To, że zestawienie to jest gigantycznym nadużyciem staje się jasne, gdy skojarzymy proste fakty i krytycznie przyjrzymy się jego funkcjonowaniu.

Codzienna obserwacja wystarczy, aby zdać sobie sprawę, iż poziom osiąganych wyników sportowych tak znacznie przekracza możliwości „zwykłych” ludzi: mężczyzn i kobiet, że jasne się staje, że nie sposób ich osiągnąć bez całego zestawu twardych warunków, które trzeba spełnić, aby móc w ogóle funkcjonować w sporcie profesjonalnym (wyczynowym). Praktycznie całe życie sportowca musi być podporządkowane uprawianiu sportu: począwszy od planu treningowego ściśle dopasowanego do typu organizmu sportowca, poprzez sposób odżywiania, na sposobie spędzania czasu wolnego, czasie snu – kończąc. Stąd każdy profesjonalny sportowiec otoczony jest sztabem składającym się z lekarzy, psychologów, fizjologów, dietetyków i wielu trenerów. Bywa jednak, że i to nie wystarcza. Jest tajemnicą poliszynela, że nie można faktycznie uprawiać wyczynowo wielu dyscyplin m.in.: kolarstwa, triatlonu (dodatkowo w odmianie: iron man), pięcioboju nowoczesnego, sportów walki czy podnoszenia ciężarów bez zażywania bardziej lub mniej niedozwolonych substancji dopingujących. Np. kolarze masowo stosują EPO[2], aby ich mięśnie w ogóle były w stanie wytrzymać ogromny wysiłek nierzadko na dystansie powyżej 200 km.

Doping to stały element współczesnego sportu wyczynowego. Ma on kilka podstawowych odmian: farmakologiczny – najczęstszy, polegający na stosowaniu wysoce szkodliwych związków chemicznych; fizjologiczny – polegający na wymianie płynów ustrojowych, np. krwi, przeszczepach mięśni, ścięgien i innych interwencjach w organizm zawodnika; pojawiający się ostatnio, doping genetyczny – polegający na modyfikacji kodu genetycznego zawodnika, np. poprzez stosowanie różnych wirusów. Większość z tych typów dopingu jest niewykrywalna, a biorąc pod uwagę coraz większą konkurencję i coraz bardziej wyśrubowane rekordy – z pewnością masowo stosowana. Jak wiadomo, nie są to substancje neutralne dla zdrowia, przeciwnie – istnieje długa lista zawodników, którzy zapłacili życiem za ich stosowanie. W Polsce najbardziej znany przykład to mistrz świata w kolarstwie Joachim Halupczok[3]. Ale świat mówi w ostatnim czasie, o śmierciach wśród piłkarzy. 1. Samuel Okwaraji zmarł w 1989r. z powodu niewydolności serca, miał powiększone serce i nadciśnienie tętnicze. 2. David Longhurst zmarł w 1990r. Sekcja zwłok wykazała, że był chory na rzadką chorobę serca. 3. Marc-Vivien Fo niespodziewanie zasłabł w czerwcu 2003r. Autopsja wykazała, że piłkarz zmarł na atak serca, prawdopodobnie na niewykrytą wadę serca. 4. Miklós Fehr umarł w 2004r. z powodu arytmii serca, wywołanej przez kardiomiopatię przerostową. 5. Antonio Puerta zmarł w sierpniu 2007r. Na boisku dostał ataku serca i upadł na murawę. Według prasowych doniesień u zawodnika pięciokrotnie ustawała akcja serca. Zmarł w szpitalu trzy dni po wydarzeniach na boisku. 6. Phil O’Donnell zmarł w szpitalu w grudniu 2007r., po tym, jak stracił przytomność w meczu ligowym. Prawdopodobną przyczyną śmierci był atak serca.

Także ci, którzy nie umierają od dopingu muszą zapłacić swoją cenę. Konsekwencją  stosowania dopingu są bowiem problemy z płodnością, choroby np. nowotwory i miażdżyce. Często skutkiem jest depresja czy uzależnienie. Bywa, że ceną jest utrata medali i zaszczytów, tak było z Benem Johnsonem, mistrzem olimpijskim z Seulu, z 1988 roku. W trzy dni po otrzymaniu olimpijskiego złota, został wygnany z olimpijskiej wioski, tracąc medal. Mistrz był napędzany stanozololem (popularnie zwany winstrolem).

Kolejny stały element, rzekomo „zdrowego” sportu wyczynowego to kontuzje. Zna je praktycznie każdy sportowiec. Właściwie życie sportowców dzieli się na okresy względnej sprawności, czas kontuzji, operacje, potem – długie rehabilitacje. I znowu trzeba odzyskiwać formę, wspinać się mozolnie na dawny poziom sportowy. Czasem jednak kontuzja może uniemożliwić dalszą rywalizację.  A bywa, że prowadzi do śmierci. W czasie ostatnich zimowych igrzysk olimpijskich wszystkich zaszokował wypadek saneczkarza Gruzina Nodara Kumaritaszwilego, który przy prędkości 140 km/h wypadł z sanek i uderzył w barierę. Ten zaledwie 21-letni sportowiec nie przeżył tego wypadku. Inny znany przykład (związany poniekąd z obecnymi mistrzostwami Euro), to Petr Cech, bramkarz reprezentacji Czech (bierze udział w Euro). W październiku 2006r. został uderzony kolanem w głowę. Przeszedł poważną operację. Groziło mu zakończenie kariery, a nawet śmierć. Udało mu się powrócić do składu po czterech miesiącach. Od tego czasu musi jednak nosić na głowie kask, który chroni go przed odnowieniem urazu. W marcu 2008r. znów doznał kontuzji twarzy, tym razem korkami. Założono mu 50 szwów! To jest stały scenariusz wielu sportowych karier.

Sport wyczynowy poddany presji komercji, nadmiernej rywalizacji, oczekiwań sponsorów, trenerów i dziesiątek ludzi, którzy żyją z wysiłku sportowców – jest dzisiaj jedną z najbardziej zagrażających zdrowiu ludzkich aktywności. Mało że nie przyczynia się do prawdziwego zdrowia zawodników to grozi im albo poważnymi kontuzjami albo kalectwem, czasem nawet – utratą życia.

Iluzja nr 2. Sport to ciekawe widowisko, to także „dobra rozrywka”.

Przyjrzymy się wnikliwie określeniu: „sport to rozrywka”. Owszem, możemy zamknąć oczy na istotę rzeczy i dać się zwieść iluzjom, które dla nas przygotowano – wtedy, owszem, może to być po prostu rozrywka. Tutaj muszę zrobić dygresję – istnieje jakieś dziwne prawo, iż najgorszy wpływ w naszym świecie wywierają zjawiska, które wyglądają lub co do których daliśmy się przekonać, że wyglądają – na coś zapełnienie innego, niż są w rzeczywistości. Tak może być np. z religią, ale jest tak też – ze sportem wyczynowym. Jest on szczególnie niebezpieczny, ponieważ gdy powierzchownie naprawdę wygląda jak niewinna rozrywka, mająca nawet pozytywne konsekwencje dla zdrowia. Ale właśnie dlatego pozwala przemycać do naszej podświadomości treści, które w normalnych warunkach odrzucalibyśmy.

Sport wyczynowy wiąże się z głębokimi, pierwotnymi (gadzi mózg) emocjami. To „widać i czuć” wszędzie. Bazuje on bowiem na umiejętnościach pierwotnych – zdobywaniu pożywienia i walce. Dzisiaj jest ich zsublimowanym zastępnikiem. Emocje potęguje gigantyczna promocja wielkich widowisk sportowych, budowanie wizerunku zawodników i inne zabiegi marketingowe. A emocje te wywoływane są przez firmy i – powiązane z nimi – federacje sportowe. Chodzi o to, aby przekuwać uczucia, wrażenia kibiców w potężne źródło realnego zysku. Oto bowiem emocje, które płyną z dopingowania „własnych” sportowców są tak potężnym, pierwotnym (podświadomym), a zarazem pozytywnym dla większości ludzi doznaniem, że gdy zwiąże się z nim daną markę (produkt, firmę) – potężnie zyska ona na autentyczności; a ta – w czasach powszechnych manipulacji i mediatyzacji wszystkiego – jest jedną z najcenniejszych walut na rynku pozyskiwania klienta (czyli marketingu). Było zatem tylko kwestią czasu zanim rozdmuchany do niesamowitych rozmiarów marketing wchłonie sport wyczynowy, przekształcając go w dziedzinę show-biznesu, która dostarcza markom „aury”, aby stały się czymś ważnym, pożądanym dla ludzi… Istnieje nawet specjalna dyscyplina marketingowa, która polega na wymianie świadczeń między sportowcami/ klubami, a markami/firmami, nazywa się – sponsoringiem. Wbrew częstym wyobrażeniom, nie jest ona sferą mecenatu, ale potężną dziedziną biznesu, który polega na wymianie emocji (którymi przesyca się całe widowisko sportowe; narracji związanych z zawodnikami i ich rywalizacją) – na pieniądze. Sport przekształca nudne firmy -które nie mają niczego do zaoferowania poza zwykłymi produktami w – przesycone wyreżyserowanymi pragnieniami kibiców – lovemarks, czyli produkty, które otacza tak silna magia, aura pożądania, że ich pierwotna utylitarna funkcja staje się praktycznie nieważna.  Lovemarks nie użytkuje się ze względu na ich funkcje; użytkuje się je ze względu na autoidentyfikację (czyli wyobrażenia o pożądanym stylu życia) ich posiadacza. A sport? Jego bohaterowie oraz ich historie – są jednym z najważniejszych kanałów ich tworzenia. Innymi słowy,

 świat sportu wyczynowego jest totalnym widowiskiem, które służy do wytwarzania wyreżyserowanych wzorców życiowych (memy, gotowe wzorce zachowania, figury myśli), za pomocą których można sprzedawać niezliczone towary.

Widzimy zatem, że sport nie jest neutralnym, miłym widowiskiem. W naszych czasach stał się jednym z najpotężniejszych narzędzi przekształcania pierwotnych impulsów, identyfikacji klanowych, emocji oraz uczuć, jakie rodzą się, gdy „nasi” walczą z „obcymi”, a także zwykłej reakcji podziwiania „nadludzi”, którzy są zwycięzcami tej twardej rywalizacji – w gotowe historie, opowieści, obrazy. Za ich pomocą buduje się „aurę” zwykłych przedmiotów, które włącza się do tych gotowych wzorców, wyobrażeń, marzeń. Wszystko to, koniec końców, staje się superatrakcyjnym towarem, przed którego zakupem ludzie nie umieją się oprzeć. Świat wyczynowego sportu, totalne widowisko, rozpisana na setki wątków, bohaterów, doznań – to naprawdę genialny wynalazek w odwiecznej sztuce wciskania ludziom tego, czego w gruncie rzeczy w ogóle nie potrzebują.

Iluzja nr 3. Sport wyczynowy ma pozytywny, wychowawczy wpływ.

Jakie scenariusze relacji międzyludzkich reżyseruje dla nas dzisiejszy sport? Przed chwilą słyszałem, jak polski piłkarz mówił: „dzisiaj mam szacunek do naszych rywali, ale jak pojutrze wyjdziemy na boisko – musimy ich po prostu zniszczyć”. Myślę, że wypowiedź ta reprezentuje nieomal wszystkie relacje między zawodnikami w całym sporcie wyczynowym. Jak już mówiłem przy okazji omawiania początków sportu – powstał on jako swoista apoteoza relacji międzyludzkich opartych na twardej rywalizacji. Dzisiaj, przy nadmiarze informacji, nadmiarze zawodników, klubów – liczy się praktycznie wyłącznie zwycięstwo w zawodach. Aby je osiągnąć trzeba się pozbyć wszelkich skrupułów wobec rywali i nastawić się na ich „niszczenie”. Wszak jedynie zwyciężając dostaje się najlepsze kontrakty reklamowe, najciekawsze wywiady w czołowych mediach i inne fantastyczne role w giga-spektaklu, jaki tworzy sport.

Jest jasne zatem, że – mimo okazjonalnie widzianych innych postaw – sport opiera się na dwóch zasadniczych: bezwzględnej rywalizacji (ja albo on / oni) oraz pazerności na zwycięstwa, na rekordy, na podziw i popularność; a w końcu – na pieniądze.

Czy to naprawdę powinny być postawy, na których powinno się opierać nasze życie? Czy te postawy i związane z nimi wartości powinniśmy przekazywać młodzieży?

 3. Sens dzisiejszego sportu wyczynowego.

Przemysł reklamowy zdaje się jednak przesuwać centrum mitologii sportu w kierunku jego aspektu zdrowotnego. Mówi się nam, że owszem sport polega często na brutalnej rywalizacji, a nawet brudnej grze pozorów, ale – summa summarum – i tak propaguje on postawy prozdrowotne. Mimo faktu, że łatwo wyjawić związane z tym przekazem iluzje (co udowodniłem w poprzednim paragrafie), to ten aspekt zdaje się dzisiaj pełnić centralną rolę. Przy bliższym wejrzeniu, widzimy jednak, że nie chodzi już o faktyczne („autentyczne”) zachęcenie zwykłych ludzi do aktywnego zajmowania się aktywnością fizyczną. Chodzi o to, aby jeśli to robią , robili to tylko po to, aby móc wciskać im całe mnóstwo rzekomo niezbędnych dla „właściwego” uprawiania sportu produktów. Innymi słowy, aby kupowali odpowiednie stroje sportowe, odżywki, właściwą żywność, kosmetyki, sprzęt sportowy i dziesiątki innych komercyjnych gadżetów, które powiązano (za pośrednictwem „gwiazd” sportu) z jego uprawianiem. „Zdrowie” jest tu wabikiem, umysłowym napędem. Trzeba do niego dążyć, ale wyłącznie poprzez komercyjnie zdefiniowane kanały. Dlatego nie można już dzisiaj praktycznie iść na szlak w zwykłych butach – to muszą być buty trackingowe; nie można biegać w zwykłym t-shirtcie – to musi być koszulka z mikrofibry, szybko odprowadzającej pot, jako element całego systemu ubiorów (gdy jest zimniej, z koszulką ściśle konweniuje windstopper określonego typu). To samo dotyczy właściwych odżywek – dla właściwego typu treningu, dyscypliny i wieku. Podobnie jest w dziedzinie sprzętu sportowego, odpowiednich klubów sportowych, gimnastycznych, fitness, siłowni, basenów itp, itd. (szczegóły znowu można tu mnożyć). W strefie poza tymi wszystkimi zdefiniowanymi przez przemysł sportowy produktami (aktywatorami prozdrowotności) – nie można (wg. tej nowej mitologii) właściwie osiągnąć zdrowia[4].

 Trzeba jeszcze raz podkreślić, że sama aktywność fizyczna (tak zawodników, jak i naśladujących ich amatorów) nie ma w sporcie wyczynowym autonomicznego sensu (o głębokim sensie zdrowotnym nawet nie wspominając). Sama ta aktywność – biegi, skoki, rzuty, odbicia piłki, lotki, krążka – nie służy rozwojowi organizmów wykonujących te czynności zawodników, ale służy wytwarzaniu giga-widowisk sportowych, które z kolei wytwarzają wzorce konsumpcji (w tym: sportu) dla milionów widzów (i tysięcy sportowców-amatorów). Dlatego nie liczy się zdrowie jako takie, ale spektakularność widowiska: rekordy, agresywna rywalizacja, nawet – tragedia (wypadki, „cudowne” zbiegi okoliczności) w zgodzie z logiką ludowego spektaklu. Aktorzy tych widowisk, czyli zawodnicy jako tacy – ich zdrowie, ich podmiotowość – nie mają większego znaczenia! Liczą się oni tylko jako „nosiciele” ról, które muszą odegrać na globalnej scenie, w „świecie sportu”. W tym kontekście ich samych reżyseruje się jako określone marki (które „sprzedają” potem inne marki). Innymi słowy: oni sami są pewnym towarem, który, gdy nie spełnia swojej roli (tzn. nie wpływa właściwie na spektakularność reżyserowanego widowiska sportowego), sprzedaje się, transferuje, itp.

Jeszcze jednym wymiarem współczesnego sportu komercyjnego (którego dotknę tylko akcydentalnie, aby nie przedłużać artykułu) jest aspekt organizacyjny sportu wyczynowego. Widzieliśmy podczas organizowanych u nas mistrzostw niespotykane dotąd rozpasanie i arogancję UEFA[5] – organizatora mistrzostw w piłce (to oni byli organizatorem – a nie nasz kraj!). W nawiązaniu do powyższych rozważań. Jest jasne, że skoro UEFA było właścicielem tak fantastycznych dóbr we współczesnym świecie mega-brandingu, jak 1. mechanizm wyróżniania marek i nadawania im „aury” autentyczności oraz 2. praw do widowiska, które ten „teatr” może udostępnić miliardom widzów – to ma władzę przekraczającą nie tylko tę, którą mają miasta-organizatorzy, ale nawet – całego państwa (boleśnie się o tym przekonaliśmy!). Korporacje, które chcą kupować (w postaci różnego typu praw) te dobra  – są także znacznie potężniejsze niż państwa (a tym bardziej państwa tak słabe i mające tak marną klasę polityczną jak Polska). Cóż dziwnego zatem, że UEFA traktowało nas właściwie tylko jak statystę, jak fizyczne miejsce, które samo nie ma żadnej treści, o autonomii decyzyjnej nie wspominając. Dostaliśmy niezwykle dokładne wytyczne[6] dotyczące najdrobniejszych szczegółów organizacji „sceny”, na której spece z UEFA zorganizowali za nasze pieniądze całe widowisko. I na tym nasza rola się kończyła[7].

Wszystko to razem pokazuje do jakiej patologii doszło także w organizacji sportu wyczynowego. Federacje sportowe w najważniejszych dyscyplinach w żadnym razie nie są po prostu zapleczami techniczno-organizacyjnego dla funkcjonowania tych dyscyplin, one są faktycznymi właścicielami zarówno tych dyscyplin, jak też najważniejszych widowisk, które je określają. A wszystko to za pośrednictwem praw, którymi władają te organizacje. Dzięki sprzedaży tych praw mogą być kreatorami zbiorowych opowieści (narracji), emocji, które łączą z markami (za grube miliardy euro) i wtłaczać je ludziom do rozemocjonowanych głów. Potem także sprzedają prawa markom, aby te dyktowały ludziom wzorce uprawiania sportu, naśladowania wykreowanych herosów sportowych, z czym wiąże się sprzedaż ich towarów (sprzęt sportowy, odżywki, kosmetyki itp.).

4.   Sport wyczynowy a sport rekreacyjny

Skoro sport wyczynowy niesie tyle zagrożeń, rodzi się pytanie – jaka jest wobec niego alternatywa?

Jak już powyżej wspomniałem, oprócz wielkiego świata sportu wyczynowego, mamy – w jego cieniu – także inną koncepcję sportu: sport rekreacyjny. On także stanowi rozbudowany świat, istnieje wiele jego nurtów i kategorii. I chociaż ma on także swoje iluzje i patologie[8], to na jego gruncie da się sformułować pozytywną wizję aktywności ruchowej.

Sport rekreacyjny (używam tu także określenia: rekreacja, rek) musimy pojmować jako formę aktywnej rekreacji, aktywność ruchową, podejmowaną dla pozbycia się czynników niekorzystnych dla organizmu: napięcia, stresu, psychicznego zmęczenia, czyli zapobieganie chorobom cywilizacyjnym (cukrzyca, choroba wieńcowa, nadciśnienie itp.) i pozyskanie czynników korzystnych – sprawności fizycznej, kondycji, siły mięśni stabilizującej stawy, dobrej wagi ciała, sprawności narządów ruchu i innych. Co ważne – jest on podejmowany w zakresie możliwości organizmu w danej grupie wiekowej i płci. Powinien być także powiązany z czynnikami psychicznymi – radosną zabawą, przyjemnością płynącą z obcowania z pięknym, naturalnym terenem, wśród przyrody. Ważne może być także, aby kultywować przy okazji jego uprawiania związki z innymi ludźmi, np. rodziną, przyjaciółmi, innymi uczestnikami rekreacji.

W jego najgłębszym pojmowaniu – sport rekreacyjny powinien być pojmowany i uprawiany jako dziedzina psycho-fizycznego samodoskonalenia, wyzwalania maksimum naszego potencjału – poprzez ruch i przezwyciężanie własnych ograniczeń – jednak w pełnej zgodności z fizycznymi wymogami całego naszego ciała, wszystkich jego organów.

Zachodzi pytanie: dlaczego w Polsce państwo i samorządy maksymalnie wspierają sport wyczynowy, a nieomal ignorują sport rekreacyjny?

  1. Władze w Polsce wydają ogromne sumy na obiekty sportowe, służące profesjonalnym  sportowcom i wyczynowemu uprawianiu sportu. Jest wiele takich przykładów, w bardzo wielu miejscowościach powstały różnej jakości stadiony, hale sportowe, boiska lekkoatletyczne, itp. Najbardziej spektakularnym przykładem są jednak wybudowane ostatnio za setki milionów złotych stadiony piłkarskie. Te same władze znacznie rzadziej budują baseny sportowe, boiska służące amatorom czy ścieżki zdrowia w parkach (obecnie w nowoczesnym wydaniu są to tzw. outdoor fitness, czyli „sale gimnastyczne” na wolnym powietrzu).
  2. Władze wypłacają tzw. „emerytury olimpijskie” medalistom olimpijskim, także wielu mistrzów świata i Europy dostaje okazjonalne nagrody od Ministerstwa Sportu. Kilku najwybitniejszych sportowców-olimpijczyków dostaje także specjalne pieniądze na ich indywidualne przygotowania olimpijskie, wraz z ich zespołami i trenerami. Dotyczy to np. Justyny Kowalczyk. W ten sposób wysyłany jest komunikat do społeczeństwa, jakie osiągnięcia są wysoko oceniane i kto jest godny społecznych zaszczytów.
  3. Powszechnie dofinansowuje się organizacje i kluby sportowe z pieniędzy publicznych lub lokalnych. Np. miasto Wrocław jest współwłaścicielem klubu piłkarskiego Śląsk Wrocław, na który z kasy miasta wydaje co roku kilkadziesiąt milionów złotych. Dla niego to, w dużej mierze, wybudowano stadion piłkarski (ten, który będzie służył na Euro 2012), o czym jawnie świadczy napis „Śląsk Wrocław” ułożony z krzesełek na stadionie oraz plany rozgrywek klubu w lidze. Do niedawna były jeszcze plany budowy (razem z inwestorem prywatnym, panem Solorzem)  wielkiej galerii handlowej, z której zysk miał iść na finansowanie klubu.
  4. Zajęcia z WF-u w szkołach nie są prowadzone pod kątem budowania nawyków dbania o własne zdrowie, tworzenia prawdziwej kultury fizycznej. Cały program jest ułożony jako wstęp do ewentualnego uprawiania sportu wyczynowego. Tzn. w niewielkim stopniu prowadzi się zajęcia ogólnorozwojowe, usprawniające cały organizm (brak przy tym jakiegokolwiek wytłumaczenia uczniom koncepcji kompleksowo pojmowanego zdrowia, własnego rozwoju fizycznego i jego sensu w życiu). Zamiast tego ćwiczy się poszczególne dyscypliny profesjonalne: piłkę nożną, siatkówkę, koszykówkę – z wyraźnym naciskiem na to, żeby rekrutować przyszłych sportowców. Szczególnie mocno temu celowi służą tzw. szkoły mistrzostwa sportowego, w których uczniowie uczą się i uprawiają sport amatorski, tzn. przygotowanie do sportu wyczynowego. Podobny cel mają wybudowane w wielu miejscach tzw. „orliki”, które w zdecydowanej większości wypadków mają tylko funkcje małego stadionu piłkarskiego, ew. do koszykówki. Nie prowadzi się na nich zajęć ogólnorozwojowych. Nikt nie słyszał natomiast ani o szkołach, ani o „orlikach” (czy innych obiektach) kładących nacisk na dogłębną rekreację, samorozwój psycho-fizyczny.
  5. Dopuszcza się w naszym kraju swobodne szerzenie propagandy na rzecz sportu wyczynowego. Czy to poprzez wszechobecne komercyjne reklamy, publikacje prasowe, programy telewizyjne i radiowe. Ze wszystkich mediów płynie do nas przekaz o wspaniałości sportu wyczynowego; przekaz budujący iluzje, o których pisałem powyżej. Podczas gdy jest to działalność, która w praktyce niesie odwrotne skutki, niż powszechnie głosi. A czy ktoś widział np. programy w telewizji przez dłuższy czas propagujące mądry sport rekreacyjny i postawy prozdrowotne – nadawany w najlepszej porze oglądalności, z oprawą, jaka mają np. wielkie imprezy sportowe?

Dalsze przykłady wywyższania sportu wyczynowego i umniejszania rekreacji można mnożyć. Jako naprawdę spektakularny podam jeszcze przykład, który znam bezpośrednio, dotyczy bowiem mojego miasta – Wrocławia. Jak wiadomo, było to jedno z miast-organizatorów EURO. Wybudowano więc u nas wielki stadion piłkarski. Już pobieżne przyjrzenie się mu pokazuje, iż jest to wielka, betonowa warownia sportu wyczynowego; prawdziwa świątynia komercji. Dlaczego?

1. Sama bryła budowli ma archaiczną konstrukcję zamkniętą. Na stadion można wejść wyłącznie w kilku szczelnie chronionych miejscach, za okazaniem drogich biletów.

2. Stadion wybudowano wyłącznie pod kątem uprawiania piłki nożnej, nie  pomyślano o innych dyscyplinach sportu, np. lekkoatletyce.

3. Nie przewidziano żadnej możliwości uprawiania sportu rekreacyjnego nie tylko w jego wnętrzu, ale także wokół niego. Nie ma przy stadionie nawet najmniejszych urządzeń rekreacyjnych, jak np. tras dla rolkarzy czy dla nordic walking’u, właściwie brak nawet ‚płynnych’ ścieżek rowerowych (chociaż są w innych częściach miasta). I to w sytuacji, w której we Wrocławiu nie ma szans dostać się na basen, z dużymi trudnościami i za wielkie pieniądze można dostać się na siłownię czy do klubu fitness. Brak zaś praktycznie urządzeń dla rekreacji dla dorosłych w parkach, na skwerach itp.

4. Stadion jest szczelnie chroniony przez wyspecjalizowane firmy ochroniarskie, a w czasie zawodów – przez policję. Nie można zatem nawet przyjść i pooglądać stadionu w czasie, gdy nie jest użytkowany (była taka możliwość przez krótki czas po otwarciu).

A trzeba pamiętać, że wszak to w ogromnej części wrocławianie sfinansowali jego budowę! Jest to nawet z nazwy: „stadion miejski”. W najmniejszym natomiast stopniu nie służy wrocławianom i ich potrzebom odpoczynku i ochrony zdrowia.  Pomyślmy, ile wspaniałych urządzeń rekreacyjnych można by wybudować w całym mieście, gdyby nie wydatki na tę betonową warownię! Wrocław (i każde inne miasto-organizator Euro) mogłoby się stać wzorcowym miastem masowego sportu; miastem radości, zdrowia, odpoczynku. Przypominam, że mamy we Wrocławiu dwa inne duże stadiony piłkarskie, w tym jeden tzw. „olimpijski”, który po modernizacji mogły świetnie obsłużyć trzy mecze, jakie miały miejsce we Wrocławiu w ramach Euro 2012.

 5.   Rewolucja w pojmowaniu sportu!

POTRZEBUJEMY REWOLUCJI W PODEJŚCIU DO SPORTU!

  1. Trzeba na początek, odwrócić wagę sportu i rekreacji. Najważniejszy dla władz wszystkich szczebli w prowadzonej polityce i promocji powinien być masowy sport rekreacyjny. Sport wyczynowy zaś powinien być pozostawiony prywatnym firmom i prywatnym związkom sportowym oraz klubom. Państwo nie powinno (poza nielicznymi przypadkami, np. wybitnymi sportowcami występującymi na olimpiadzie, spełniającymi de facto funkcje promocji kraju) wspierać sportu wyczynowego (zakaz ich finansowania z budżetów społecznych).
  2. W tym kontekście, Ministerstwo Sportu powinno 90% czasu i wysiłku poświęcić na budowanie warunków dla jak najpowszechniejszego uprawiania rekreacji. W procesie tym powinien także uczestniczyć NFZ. Chodzi o tworzenie projektów finansowania budowy obiektów rekreacyjnych dla społeczności lokalnych, a także o inteligentne promowanie postaw prozdrowotnych w społeczeństwie. Jeszcze raz: Ministerstwo Sportu ma być Ministerstwem Masowego Sportu Rekreacyjnego, a tylko w niewielkim zakresie powinno zajmować się sportem wyczynowym.
  3. Trzeba zadbać, aby przystosować i udostępnić wszystkie obiekty sportowe wykorzystywane obecnie wyłącznie do celów sportu profesjonalnego – dla społeczności mieszkańców, zajmującej się rekreacją. Jedną z podstawowych cech przestrzeni publicznej w 21. wieku powinno być nasycenie jej urządzeniami służącymi aktywności ruchowej – tej doraźnej, jak też bardziej zaawansowanej.
  4. Powinno się dążyć do zakazania szczególnie kłamliwych reklam dotyczących sportu wyczynowego. Mam na myśli reklamy, które mogą jawnie przyczyniać się do pogorszenia zdrowia dużej części populacji, np. sugerujące, że ekstremalne dyscypliny sportu wyczynowego (np. kolarstwo, podnoszenie ciężarów itp.) są zdrowe.
  5. Musi także nastąpić rewolucja w myśleniu obywateli o obiektach sportowych – nie możemy tolerować milcząco sytuacji, w której państwo wydaje miliardy złotych na obiekty sportowe, które nie przyczyniają się do poprawy zdrowia i odtwarzania sił witalnych u tych, którzy je finansują. Budowa obiektów za państwowe / samorządowe pieniądze, które służą tylko klubom sportowym i profesjonalnym zawodnikom – powinna być prawnie zakazana.
  6. Należy przyjąć w sferze publicznej nieomal aksjomat, mówiący o tym, że społeczeństwo jako całość promuje ZDROWY STYL ŻYCIA wszędzie, w każdej sytuacji. Ogranicza zaś wpływ wszystkiego, co jest zdrowiu przeciwne.
  7. Nigdy więcej imprez typu Euro 2012 – aroganckich widowisk, które propagują złe wartości i postawy (zabójcza rywalizacja, agresja, walka dla zysku, a wszystko w oprawie prymitywnych zachowań kibiców); które utrwalają społeczny pasywizm w podejściu do aktywności ruchowej, niezdrowe zwyczaje żywieniowe (fast foody, alkohol); zorganizowanych za wydrenowane pieniądze publiczne; z których wszelki zysk zostaje przejęty przez potężne organizacje krajowe (PZPN) i międzynarodowe (UEFA).

Musimy być naprawdę aktywni w domaganiu się radykalnych zmian w myśleniu o aktywności ruchowej i – ogólnie – zdrowym stylu życia. W czasach szalejących chorób cywilizacyjnych, fatalnych warunków pracy, niszczenia zdrowia przez wszechobecne zanieczyszczenie środowiska, zatrutą żywność, stres – rekreacja musi się stać stałym elementem nowego stylu życia; stylu opartego na głębokiej równowadze między pracą a wypoczynkiem, między ciałem a duchem.

Bez tego czeka nas kryzys ludzkości na niespotykaną dotąd skalę!

Przypomina mi się, na koniec, powiedzenie Churchilla; w wieku 90 lat spytano go, co jest źródłem jego dobrej kondycji.
– Sport – odpowiedział. – Nigdy go nie uprawiałem…

[1] O sens sportu rekreacyjnego zapytam w kolejnym artykule z tego cyklu.

[2] Erytropoetyna, jest to substancja, która podnosi utlenowanie krwi, przez co mięśnie są zdolne do zwiększonego wysiłku.

[4] W kolejnym artykule omówię temat – co to właściwie jest zdrowie w perspektywie sportu rekreacyjnego.

[5] Nie opisuję szczegółów – jest ich pełno w prasie i na portalach. Mi chodzi o głębsze mechanizmy.

[6] Dzisiaj się dowiedziałem, że nawet rodzaj koszy na śmieci na wrocławskim dworcu kolejowym określiła UEFA…

[7] Najdobitniejszym przykładem absurdu całej tej sytuacji jest fakt, że drużyna polska musi przed meczami kupować czas na treningi na naszych stadionach od UEFA.

[8] Omówię je w kolejnych artykułach cyklu.

Comments

comments

About The Author

Innowator. Ukończył studia na Wydziale Filozoficznym KUL; stypendysta u prof. Leszka Kołakowskiego na University of Oxford. Ukończył także studia podyplomowe: Zarządzanie Finansami i Inwestycje Finansowe na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu oraz Public Relations w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu. Zajmuje się filozofią miasta, architektury (w ramach think-tanku BioCity Project) oraz trendami rozwojowymi w kulturze i cywilizacji, prowadzącymi do zmiany panujących paradygmatów. Także właściciel innowacyjnej agencji konsultingu terytorialnego: Metamorphosis Innova City. W jej ramach zaprojektował i wdrożył kilkanaście innowacyjnych marek i strategii terytorialnych dla wielu polskich miast, w oparciu o zasady zrównoważonego rozwoju i deliberacji społecznej. Współzarządzający Fundacją Nowej Kultury. Redaktor portalu progg.eu Napisz do mnie

Related posts

4 Comments

  1. Marek Kowalewski (Facebook)

    Wpis z grupy na FB:
    Marek Kowalewski Jedno drugiemu nie wadzi, komercyjny sport moze zarabiac na inne obiekty sportowe, sportowcy chca zarabiać dużą kase wiec ich nalezy spytac czy chcą zrezygnowac ze swoich źródeł utrzymania.

  2. Alexander Sikora

    Alexander Sikora
    Dziwi mnie Marku, że z takim spokojem mówisz o komercyjnym aspekcie sportu i od woli zawodników uzależniasz jego funkcjonowanie. A mi się zdaje, że o tym, czy sport ma być przede wszystkim prozdrowotną praktyką dla wszystkich ludzi, czy show-biznesem, który służy promocji marek – powinno decydować społeczeństwo. A juz na pewno społeczeństwo to nie powinno finansować tego komercyjnego sportu kosztem zaniedbywania własnych potrzeb. A sytuacja jest skrajnie ABSURDALNA – sadzimy się na stadiony za miliardy, na których UEFA zarabia miliardy euro, a my sami popadamy w patologie i choroby, i zostaniemy z długami.. Ja o tym nie mogę spokojnie myśleć..

  3. Marek Kowalewski (Facebook)

    FB – Marek Kowalewski
    To czy popadniemy w długi zależy od nas, Stadion Narodowy może zarabiac na siebie, sa imprezy koncerty, to nie tylko stadion ale i obiekt wielofunkcyjny z salami konferencyjnymi na 1700 osób, to można też wykorzystać. Sport może uprawiac każdy, ale ktos musi te obiekty zbudowac i sfinansować, aspektu komercyjnego nie obejdziesz, czasy gdy gdy grało sie w piłke na podwórku, już mineły.

  4. Alexander Sikora

    Alexander Sikora
    Marku, zupełnie się nie rozumiemy! 🙂
    Dlaczego państwo / społeczeństwo ma w pierwszym rzędzie finansować gigantyczne stadiony, które nie służą ludziom, tylko organizacjom typu UEFA oraz prywatnym klubom piłkarskim? A dlaczego zamiast tego nie powinno budować supernowoczesnych obiektów, które będą służyć całemu społeczeństwu, tzn. prawdziwej poprawie stanu naszego zdrowia. Na wszystko nas nie stać, więc musimy wybierać – albo UEFA ma zarobić 1,3 mld Euro (sprawdziłem, tyle zarobi na „polsko-ukraińskim” Euro, a potem kluby piłkarskie – albo poprawa zdrowia CAŁEGO SPOŁECZEŃSTWA NA LATA?
    Pamiętajmy! To, że godzimy się na manipulacje władzy (propaganda prokomercyjna), jak i na samą komercję – to nasz problem. Wcale nie musimy żyć w społeczeństwie, w którym WSZĘDZIE KRÓLUJE KOMERCJA – możemy ją odrzucić! To zależy od nas!

Comments are closed.