Nowe artykuły:
Edukacja (cz i). Witajcie w szkole. Porzućcie wszelką nadzieję…

Edukacja (cz i). Witajcie w szkole. Porzućcie wszelką nadzieję…

Jaka jest współczesna szkoła? Jaka była za Twoich czasów?  Gdy zadaję to pytanie moim znajomym, budzi się w nich nieprzebrane bogactwo emocji.  Nikt nie pozostaje wobec niego obojętnym. Często z rozczuleniem wspominają niektórych swoich kolegów, jedną czy dwie “prawdziwe” nauczycielki, pierwszą szczeniacką miłość, jakieś tam wagary… Ale – po obiektywnej, szczerej analizie – nie znajdują zbyt wielu dobrych słów o samym systemie edukacji:  mówią o belfrach-treserach, o żałosnych metodach nauczania, o przedmiotowym podejściu do uczniów, o zabijaniu inwencji twórczej, o wkuwaniu i zapominaniu, o uczeniu się rzeczy, które nigdy w życiu nie mogłyby im się przydać.

N iestety – jeszcze gorsze słowa padają w odniesieniu do szkół ich własnych dzieci. Kiedy pytam same dzieci o zdanie – słyszę (poza kilkoma wyjątkami), że szkoła jest nudna. Kropka.

Antykompetencje

Podczas ostatniego Kongresu Obywatelskiego zapytano  jego uczestników, jakie są kluczowego kompetencje dla rozwoju Polski na XXI wiek.

Źródło:http://www.kongresobywatelski.pl/jakich-kluczowych-kompetencji-potrzebuja-polacy-w-xxi-wieku
Wskazywano na współpracę, samodzielność myślenia, podmiotowość, uczciwość, obywatelskość, dialog, umiejętność uczenia się, szacunek. Na liście pojawiły się też: rozwój talentów, myślenie całościowe, planowanie przyszłości, samodoskonalenie, empatia, zaufanie, przedsiębiorczość, konstruktywna krytyka, rozumienie przyrody, pojmowanie kultury, przywództwo i energia.

Najbardziej szokującym jest fakt, że dzisiejsza szkoła nie rozwija żadnej z tych kompetencji. Porzuciwszy swą misję wychowawczą – prawdopodobnie ze strachu przed oskarżeniami o sianie propagandy – koncentruje się głównie na wtłaczaniu w głowy uczniów faktów, wzorów, danych. Niestety poprzez to zaniechanie, chcąc nie chcąc, system edukacji wyposaża uczniów w kompetencje przeciwne pożądanym: sobkostwo (‘liczę się ja, moje oceny, moja średnia, mój wynik na teście, moja przeze mnie zrobiona praca domowa, moje jedynie słuszne zdanie, moje potrzeby, inni i ich racje mogą dla mnie nie istnieć’), brak umiejętności kooperacji (głęboko zakorzeniony strach przed tzw. ‚jeżdżącymi na gapę’, czyli leniuchami podpinającymi się pod pracę innych), podchodzenie do ludzi w sposób przedmiotowy (‘uczniowie to ujednolicona masa bez ambicji’); szkoła zachęca do oszukiwania np. ściągania; nie kształtuje postaw obywatelskich, a raczej –  konsumpcyjne (‘wolność równa jest wolności do posiadania’, ‘wolność nie nakłada na mnie żadnych obowiązków wobec wspólnego dobra’); promuje monolog w miejsce dialogu (nauczyciel jako wyrocznia stojąca na środku klasy); postawę typu ‚moje zdanie jest >najmojsze<‚; nie uczy wykorzystywania wiedzy w praktyce; łączenia faktów, szukania zależności; nie promuje postaw tolerancyjnych w stosunku do innych – biedniejszych, niepełnosprawnych, inaczej myślących, czujących i wyglądających; nie pokazuje, jak analizować i syntetyzować nadmiar informacji; nie uczy postaw odpowiedzialnych w stosunku do przyszłych pokoleń, do naszej planety, do zwierząt…

Gdyby zadać uczniom temat lekcji i poprosić o wyszukanie informacji w internecie, dzisiejsze pokolenie urodzone z komputerem u pępowiny, nie miałoby z tym żadnego problemu. Do głowy ciśnie się pytanie, jeśli nauczyciel może być zastąpiony maszyną (wyszukiwarką), czy nadal potrzebujemy takiego nauczyciela? Czy jeśli szkoła składa się wyłącznie z takich nauczycieli, czy naszym dzieciom potrzebna jest taka szkoła?

Polska szkoła z jednej strony nie uczy praktycznych umiejętności życiowych, np. jak napisać reklamację, jak rozumieć rachunek telefoniczny, jak przygotować posiłek, jak dbać o zdrowie, etc. Z drugiej strony – co jeszcze ważniejsze dla jakości społeczeństwa – nie podejmuje prób rozwijania umiejętności myślenia, wnioskowania, łączenia faktów, argumentowania, radości samodzielnego rozwoju, zaangażowania… Jeśli ten pierwszy fakt jest smutną konstatacją, to ten drugi – jest przerażający, bowiem bez tych umiejętności społeczeństwo jest, niczym łódeczka na oceanie, narażone na wpływy sprytnych populistów, nastawione na bierny odbiór rzeczywistości, podporządkowane instytucjom wprawnym w marketingu.

Szkoły jak Fabryki                        

Obowiązek szkolny na ziemiach polskich wprowadzono w XIX wieku, w erze industrializacji i ogromnych ruchów wojennych. Zdaje się, że w wielu aspektach dzisiejsza szkoła zatrzymała się w rozwoju 150 lat temu, kiedy nie wiedziano nic o procesie uczenia. Sposób nauczania jest iście archaiczny, gdy przypatrzymy się uważniej, zdaje się, że z jednej strony system szkolnictwa jest stworzony, by przygotowywać przyszłych pracowników do pracy w przemyśle, ale też jego struktura przejęła pewne elementy pracy w fabryce. Dzwonki na przerwę, ścisły podział przedmiotów bez ujęcia holistycznego; podążanie za podstawą programową (niby za planami produkcyjnymi), a nie za potrzebami uczniów; podział uczniów według wieku, a nie wg ich zainteresowań, poziomu rozwoju czy tempa nauki, zajęcia w trybie zmianowym czy wreszcie – moje ulubione ‘karty pracy’ (już sama ich nazwa zniechęca do kreatywności, a przed oczami pojawiają sceny otępiającej pracy biurowej rodem z filmu ‘Brazil’).[i]

John Taylor Gatto[ii]amerykański krytyk obowiązku szkolnego, twierdzi, że system szkolnictwa w USA (ale też i w Polsce) jest kopią systemu pruskiego. I mimo zapewnień o szczytnej misji – wprowadzania uczniów w rolę dobrych ludzi, obywateli i rozwijania ich talentów – ma na celu: równać w dół. System szkolnictwa, wg Gatto, jest maszynerią do tworzenia przeciętnych, podobnych do siebie, posłusznych dorosłych, którymi łatwo zarządzać, którzy nie zadają zbyt wielu pytań i zadowalają się ogólnikowymi odpowiedziami. W czasach, kiedy król Prus wydał nakaz, by wszystkie dzieci zaczęły uczęszczać do szkół, instytucje te miały produkować karnych, zdyscyplinowanych żołnierzy. Obecnie podobnie – szkoły “produkują” nieszkodliwy elektorat, łatwą w obsłudze siłę roboczą (wierzącą, że efektywność jest cechą nadrzędną) i bezrefleksyjną masę konsumentów.

Wspomnę tylko o dwóch (z sześciu) funkcji dzisiejszej szkoły wymienionych przez Gatto:

  1. Funkcja dostosowawcza i adaptacyjna: Szkoła ma wyćwiczyć i utrwalić nawyki odpowiedniej reakcji na władzę – posłuszeństwo, wykonywanie poleceń bez dyskusji. Szkoła ma wyłączać całkowicie krytyczne myślenie. Interesujące rzeczy nie mogą być nauczane w szkołach, bo prawdziwy test na posłuszeństwo może być zdany tylko wówczas, kiedy dzieci potrafią wyuczyć się  naprawdę nudnych i bezsensownych rzeczy.
  2. Funkcja konformistyczna: Szkoła ma upodobnić dzieci do siebie w stopniu możliwie największym. Konformiści są przewidywalni, można nimi łatwo manipulować i zarządzać.

Uczniowie

Dzieci w większości idą do szkoły z ogromną radością, gotowe na poznawanie świata, pełne ciekawości, buzujące kreatywnymi rozwiązaniami, naturalnie zmotywowane. Od urodzenia uczyły się poprzez ruch i zadawanie pytań. W szkole  – jak to ujmuje Marzena Żylińska[iii] – zostają “ukrzesłowione” i uciszone, mają słuchać i się nie ruszać, wyłączyć aktywną ciekawość i nastawić się na pasywny odbiór. To blokuje proces uczenia się. A dodatkowo jeszcze – tym, które śmią nie wytrzymywać ukrzesłowienia, nadaje się łatkę ADHD i faszeruje lekami, które stępiają zmysły – receptory poznawania świata. Przypomina to nastawienie do porodu – to nie rodzącej ma być wygodnie, ale lekarzowi. Szkoła podobnie: nie ma za zadanie – wspomagać młodego człowieka w rozwijaniu jego potencjału, ale dostarczać najmniej kłopotliwych warunków do pracy – nauczycielowi.

Ogromna kreatywność dzieci przedszkolnych (98% przedszkolaków osiąga w testach poziom oznaczony jako ‘genialny’) zostaje przez szkołę zniszczona. W miarę upływu lat spędzonych w szkole, poziom kreatywności dramatycznie spada.

Lata rozwiązywania zadań i testów z jedynym możliwym poprawnym wynikiem, robią swoje. Motywowanie poprzez egzaminy i oceny, jest motywowaniem zewnętrznym, najsłabszym z możliwych. Działa wręcz kontrproduktywnie – dzieci uczą się na pamięć, bez zrozumienia lub uczą się jednego właściwego podejścia do problemu. Szkoła nie wykorzystuje najsilniejszej motywacji – wewnętrznej – nie odwołuje się do naturalnej ciekawości dziecka, nie podsyca jej. Nawet najbardziej fascynujące zjawiska na świecie szkoła potrafi przedstawić w sposób niezwykle nudny. Czy jakiekolwiek dziecko może nauczyć się języka obcego przepisując jedno słówko 50 razy? Czy widział to kto, by lekcję o drzewach przeprowadzać bez dotykania ich, bez wąchania, bez oglądania liści pod słońce? Dlaczego nikt w szkole nie spyta dzieci, dlaczego pingwinom nie marzną stopy albo dlaczego, kiedy ziewamy, otwieramy buzię i wciągamy powietrze… Powtórzę raz jeszcze – lata w szkole, która systemowo niszczy kreatywność i ciekawość, robią swoje. Najlepszym żartem jest oczekiwanie od dorosłego społeczeństwa, by dla dobra rozwoju kraju – stało się na nowo kreatywne. Nic z tego. Za późno.

Dzieci urodzone i wychowane w erze internetu, komórek, gier komputerowych, mp3-jek, aparatów cyfrowych, filmów na żądanie – są stymulowane (czasami może w nadmiarze) przez ogrom różnorakich bodźców. Oczywiście, dopóki nie dotrą do szkoły. Tam czeka ich głównie – nuda. Monotonny głos nauczyciela, przerywany od czasu do czasu krzykiem: ‘cisza’. Głos to wszystko. Nie ma dotyku, wzroku, węchu, ruchu, nie ma muzyki, filmu, gier, eksperymentów, podejmowania ryzyka, zabawy, twórczego szaleństwa, dyskusji… Za dużo danych wprowadzanych jednym kanałem blokuje go. Mózg się wyłącza. Dekoncentracja. Utrata wątku. Nuda. Jeśli ktoś nadal twierdzi, że to dzisiejsze dzieci są złe, że nic ich nie interesuje, niech się czym prędzej wybierze do wycieczkę do Centrum Nauki Kopernik…

Nauczyciele

Nauczyciele też nie mają łatwego życia. Podstawa programowa, ukazująca szczegółowo, czego uczeń ma się nauczyć, jak go za to wynagradzać, a jak karać, sprowadza rolę nauczyciela – do roli tresera. Przerażająca perspektywa dla ambitnej, kreatywnej jednostki. I jeszcze ta masa znudzonych, ziewających twarzy. Trudno, żeby było inaczej, kiedy sam nauczyciel nie wie, jak w życiu można by zastosować wiedzę o mitycznym już wypławku.

Liczba ambitnych nauczycieli, z powołania, jest niestety niewielka. Działa tu negatywna selekcja. Dominują ludzie, którym się w życiu nie udało, którzy nigdy nie powinni zostać nauczycielami, a tym bardziej dyrektorami szkół. Przeciętniaki pełne goryczy, bez charyzmy i praktycznej wiedzy o psychologii rozwoju dziecka. Tępiące każde objawy indywidualizmu, inności zarówno wśród uczniów, jak i – wśród swoich ponadprzeciętnych kolegów. Osoby nie do zwolnienia, chronione kartą nauczyciela, zatruwające życie ciągle to nowym pokoleniom uczniów.

Nie chcę być źle zrozumiana, oczywiście, osobiście też poznałam osoby uczące z pasją np. wiedzy o filmie, języków obcych; nauczycielkę oceniającą dyslektyka przede wszystkim za wypowiedzi ustne – pasjonatów, innowatorów, podchodzących do uczniów podmiotowo, do każdego w inny sposób. Ale cóż – to były prawdziwe wyjątki, perełki.

Rodzice

Tymczsem rodziców można podzielić na trzy grupy. Po pierwsze – rodzice zagubieni i zatroskani, chcący dla swoich dzieci jak najlepiej, a nie wiedzący, jak im pomóc. Nie umiejący wspólnie zawalczyć o zmiany w szkole. Rozbijający się o kończące wszelkie dyskusje zdanie: “Nie ma pieniędzy”. Obserwujący z niepokojem cierpienia swego znudzonego dziecka. Dziecka, która jeszcze tak niedawno było ciekawe wszystkiego, a które stopniowo ogarnia fala tumiwisizmu. Dziecka – z małą wadą – którą szkoła powiększa do niebotycznych rozmiarów, stale mu o niej przypomina, na jej podstawie buduje mu wewnętrzne niskie mniemanie o sobie. Siadaj źle! Dziecka – pełnego kreatywnej pasji, wybijającego się ponad przeciętność – niszczonego na każdym kroku przez uwielbiający średniość, przeciętniactwo system. Co robią tacy rodzice ? Często po kilku próbach walki kapitulują. Przenoszą dziecko do innej szkoły, może społecznej. Czasem – gotowi na dalszą walkę z Państwem– postanawiają uczyć je w domu.

Po drugie – rodzice roszczeniowi. Często z finansowym sukcesem u boku. Oni wymagają. Wymagają, by szkoła zrobiła za nich całą robotę, łącznie z rodzicielską. Jak to ujęła Joanna Podgórska[iv]– nie akceptują oni rozwiązań jakościowych, np. opisowego systemu ocen. Chcą mieć wymierny wynik – INPUT w postaci zainwestowanych pieniędzy i czasu, musi dawać konkretny OUTPUT w postaci liczbowych ocen i wyników na egzaminach.

Po trzecie – rodzice, którym wszystko jedno, byle dziecko przechodziło z klasy do klasy. Na pytanie ‘jak było w szkole’, zadawala ich odpowiedź ‘w porządku’. Tych niestety, jest znacząca większość.

Bez domagania się przez rodziców prawdziwej edukacji dla ich dzieci, niewiele może się zmienić. Ale przecież i większość z nich została odpowiednio ukształtowana przez ten sam system.

Przestrzeń

Jak już wspomniałam – przestrzeń szkoły, jej design nie są przystosowane dla uczniów, ale głównie dla wygody nauczycieli. Ba, nawet nie dla nauczycieli – szkoły po prostu nie są projektowane dla ludzi. Rodzice z ruchu “Ratuj maluchy” mają rację co do nieprzystosowania szkół dla sześciolatków, ale szkoły nie są przyjazne ani dla siedmiolatków, ani dla ośmiolatków, szkoły nie są miejscem – dla żadnych dzieci. Budynki szkolne przypominają ponure urzędy. Linoleum na podłodze, lastryko na ścianach. Wyblakłe kolory. Długie jednorodne korytarze – czasami przyozdobione wymęczoną gazetką ścienną. Brak wygodnych miejsc do siedzenia. Może jakaś twarda ławka na korytarzu – zawsze zajęta. Sale lekcyjne przepełnione. Niewygodne ławki (za niskie), niewygodne krzesła niszczące kręgosłup. Na oknie obskubana paprotka. Sala gimnastyczna za mała na potrzeby szkoły. Sport na korytarzu – każdego może zniechęcić do aktywnego ruchu. Łazienki – strach się bać – zimne jak prosektoria. Służące za skryto dla lubiących sobie popalić. Bez papieru, bez ręczników, bez mydła. Umywalki na wysokości nosa lub kolan. Chciałoby się zapytać: czy nikt z architektów, projektantów, dyrektorów szkół nie słyszał o psychologii środowiskowej? O tym, jak ogromny wpływ ma środowisko, w którym się przebywa na samopoczucie człowieka, jego zachowanie, zdolność przyswajania wiedzy, skłonność do agresji? Jakby ktoś umyślnie projektował te miejsca – by przebywanie w nich wyzwalało w młodych ludziach wszystko to, co najgorsze, a blokowało – pozytywy.

Krytykujemy jakość polityki, brak społeczeństwa obywatelskiego, problem z kapitałem społecznym , ale u źródła ich wszystkich, leży największa nasza bolączka – polska szkoła. Gdy nie zmienimy tego paradygmatu, żadne inne zmiany w Polsce nie mogą się udać. Przećwiczone przez szkolne lata schematy myślenia, dają zgniłe owoce w dorosłym życiu. Podsumowując, to przede wszystkim polska szkoła wymaga głębokiej reformy. Począwszy od zmiany mentalności, sposobu myślenia – decydentów, nauczycieli i rodziców – o tym, czemu ma służyć edukacja i, w konsekwencji, jaka powinna być szkoła. Poprzez – zmianę kierunku sposobu nauczania oraz tego, czego nauczamy. Skończywszy – na przeprojektowaniu miejsca nauki, tak by dzieci czuły się  w nim dobrze, bezpiecznie, i miały szansę na całościowy nieskrępowany rozwój.

Inspiracje:

[i] Ken Robinson:  http://sirkenrobinson.com/skr/

[ii] John Taylor Gatto: http://www.johntaylorgatto.com/

[iii] Marzena Żylińska: http://www.edunews.pl/badania-i-debaty/podkasty/1717-dlaczego-szkola-uczniom-szkodzi

[iv] Joanna Podgórska http://www.polityka.pl/kraj/opinie/287942%2C1%2Cgrzechy-szkolne.read

 


Comments

comments

About The Author

http://progg.eu/wp-content/uploads/ap_avatars/da48d50ba473504c5ef63204481a87be.jpg

Joanna Gołębiewska - proggtywistka społeczna głęboko zainteresowana sprawami zrównoważonego rozwoju, demokratycznej edukacji oraz harmonijnego, ekologicznego życia rozwijającego ludzki potencjał. Redaktorka magazynu "Progg Mag" oraz portalu progg.eu. Ukończyła studia na warszawskiej Szkole Głównej Handlowej, część swojej edukacji odbywając również w Bratysławie i Bergen, obecnie mieszka, pracuje i działa we Wrocławiu. W wolnym czasie poświęca się nauce języków, książkom, podróżom szczególnie w góry, czasem nawet na rowerze. Napisz do mnie

Related posts

4 Comments

  1. http://progg.eu/wp-content/uploads/ap_avatars/a87ff679a2f3e71d9181a67b7542122c.jpg
    Joanna Golebiewska

    Witam Panie Tomaszu!
    Dziękuję za miłe słowa. Przejrzałam informacje zawarte w linkach o Pana liceum. Dają dużo nadziei i buzują pozytywną energią.
    Na pewno będę w kontakcie 🙂 Joanna Gołębiewska

    Reply
  2. agnieszka

    To co tu przeczytałąm w duszy gra mi od lat. Stale wyje we mnie pytanie dlaczego nie zmieniamy edukacji, by usprawnić państwo, polepszyć byt, wzmocnić siebie??? Pytam siebie , jako jednostka, jako matka, jako nauczycielka jak mogę wpływać na rzeczywistość, która wydaje mi sie błednym kołem.
    Uważam, ze w szkole jest miejsce na uczenie o sobie, komunikacji ze sobą, autoregulacji chociaż poprzez uczenie sposobu komunikacji przy okazji uczenia jezyka ojczystego.To mogłoby sprawić, że człowiek czułby sie w kontakcie ze sobą a prze to z innymi, umiałby tworzyć wiez, wspólnoty, wspóldziałać i żyć w zgodzie z naturą a nie eksploatując ja do granic.
    Moim zdaniem szkoła powinna uczyć profilaktyki zdrowia fizycznego i emocjonalnego. Nie tworzyć setki rankingów, dokumentacji, które doprowadza do wyczerpania i ucznia i nauczyciela i nie służy niczemu dobremu…
    Ten artykuł porusza to z czym od dawna mentalnie wciaż sie zmagam.

    Reply

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *