Nowe artykuły:
Gra I-rekwizyty zamiast sedna

Gra I-rekwizyty zamiast sedna

Rozpoczynamy w Progg magazynie nowy cykl: „Gry i zabawy w Polsce”. W jego ramach będziemy w nieco swobodnym stylu opisywali przejawy typowej mentalności w naszym kraju, czyli często przejawy naszego narodowego regresywizmu, który ogranicza nasz prawdziwy rozwój. Wszystko to opisujemy przy inspiracji metodologią analizy transakcyjnej i głównego terminu: gra społeczna. Pierwszy artykuł dotyczy naszej ulubionej gry w rekwizyty. Zapraszamy do wspólnej zabawy – pod artykułem proszę wpisywać własne przykłady omówionej w artykule gry. 

W nowym cyklu proggowym „Gry i zabawy w Polsce” będziemy analizowali ciekawe postawy i przejawy typowej mentalności w naszym kraju, czyli często przejawy naszego narodowego regresywizmu, który ogranicza nasz prawdziwy rozwój. Rzecz jasna, sam nasz cykl jest pewną „zabawą”, bo ‘polska postawa’ czy ‘mentalność’ jest w gruncie rzeczy kwestią przybliżoną, umowną. Z pewnością nie dotyczy wszystkich Polaków, nie dotyczy też wyłącznie Polaków. Samo określenie „gra” zaczerpnęliśmy z analizy transakcyjnej Erica Berne\’a. Oznacza ona pewien stały wzorzec zachowania i odczuwania, tworzący pewną transakcję społeczną. 

N a początek cyklu weźmy na tapetę arcypolski przypadek: grę, którą nazywam ‚rekwizyty zamiast sedna‚. Naturalnie, jest nieprzeliczona ilość wersji w jej rozgrywaniu. Ja wybrałem trzy subwersje. Jak ona przebiega? Oto widzimy mistrza olimpijskiego, który wraca z medalem do domu, a żyje w małym miasteczku: zebrali się lokalni notable: z urzędów, z kościoła, z klubu sportowego; wszyscy mistrza witają wrzawą, wszędzie flagi narodowe, chleb i sól, przemówienia, potem uroczysty bal. W przemówieniach obiecano nieograniczone niemal wsparcie, przekształcenie nory, w której mistrz ćwiczył w prawdziwą salę treningową; obiecano górę pieniędzy dla klubu oraz mieszkanie dla mistrza. Ten czekał miesiąc i… nie dość, że niczego nie dano, to jeszcze cofnięto dotychczasowe małe wsparcie dla klubu. Mistrz trochę rozżalony mediom się wyżala, ale tak naprawdę każdy wie, że najważniejsze jest świętowanie: flagi, wstęgi, werble, szarfy, ordery i przemówienia z obietnicami… Nawet dziecko rozumie, że obietnic nie można brać poważnie, bo to tylko element święta, taka gra społeczna…

2. Najdoskonalej gra ta rozgrywana jest w polskim kościele katolickim. Ilość wykorzystywanych rekwizytów jest tutaj bez wątpienia największa. Już sama jej oprawa ma najczęściej imponująca formę: ogromne, wręcz gigantyczne kościoły,  jak np. w Licheniu czy kolegiata w Poznaniu i Częstochowie. Jednak w tysiącach polskich miast i wiosek także oprawa gry imponuje. Widzimy te wszystkie katedry, bazyliki, kolegiaty, budynki stare i nowe. Zawsze są to największe budynki w okolicy; a do tego jak pięknie zbudowane i zdobione (np. jeden z największych kościołów na świecie w Licheniu!): na zewnątrz – te kolumny, pilastry, złote kopuły, architrawy itp. A wewnątrz jeszcze lepiej: wszędzie złote rzeźby i świeczniki, marmurowe ściany i posadzki, a do tego freski, złote ramy ze świętymi, tablice pamiątkowe wielkich świętych i lokalnych bohaterów i setki innych dekoracji. Bywa, że grę rozgrywa się poza budynkiem kościoła. Wtedy też jest naprawdę pięknie: te tłumy ludzi tworzące długie pochody, z obrazami niesionymi pod baldachimem, w złotych ramach, w otoczeniu bogato dzierganych proporców, flag z budującymi napisami; często z nagłośnieniem,  przez które ksiądz intonuje wzniosłe pieśni religijne i patriotyczne; często też widzimy kwiaty pod stopami, dzieci z koszyczkami, flagi w oknach – naprawdę takiego zestawu różnych rekwizytów nie znajdziecie nigdzie indziej! Cóż za feeria barw, kształtów, zapachów – uczta dla (prowincjonalnych) zmysłów.

3. Gra ma swoje odmiany domowe. Np. najbardziej piękna jej odmiana ma nazwę „wigilia”. Przy suto zastawionym stole, na którym dominują staropolskie potrawy (których przygotowanie przyprawiło kobiety o wyczerpanie fizyczne i roztrój nerwowy), po ujrzeniu pierwszej gwiazdy na niebie (jakież to urocze!), siadają biesiadnicy. Panuje półmrok, palą się świece, w telewizji nadają głębokie filmy (np. „Kevin sam w domu”). Wszyscy radośnie rozmawiają o naprawdę ważnych sprawach: jaki kto kupił samochód w ostatnim roku lub toster, który model pralki jest naprawdę dobry i po ile akurat jest metr mieszkania w okolicy. A także: kto, z kim i dlaczego? (owo starogreckie odwieczne pytanie: „dia ti”?) Często rodzina jechała setki kilometrów, aby tak „prawdziwie po polsku” porozmawiać. Leje się wódka (bo wszak „rybka lubi pływać”) i wszyscy delektują się co najmniej dwunastoma daniami. Tak czas schodzi do północy, o której to w TV z namaszczeniem ogląda się mszę i słucha kolęd. Zaiste wspaniała gra, z mnóstwem wspaniałych sytuacji i rekwizytów!

4. Jak zapewne zorientowałeś się już, Czytelniku, istotą gry jest wykorzystanie wszelkich możliwych rekwizytów w ramach określanych sytuacji społecznych. Jednak nie takie zwykłe ich wykorzystywanie – chodzi o takie ich użycie, aby było to tak spektakularne, żeby nie trzeba się było już zajmować sednem czy istotą rzeczy związaną z daną sytuacją, obyczajem, forma działania, przekonaniem itp. Innymi słowy chodzi o jak najbardziej ceremonialne prezentowanie rekwizytów związanych z daną sytuacją; o wzbudzanie wzniosłych emocji przy ich użyciu; o szermowanie nimi, o szafowanie, o… Świat dzięki tej grze staje się dla jej uczestnika nabierać głębi nowego sensu: samo ceremonialne używanie rekwizytów, tych wszystkich przysłowiowych: chorągwi, piór i wstążek, w określonym cyklicznym czasie, w określony, zawsze podobny sposób – sprawia, że czujemy, iż rzeczy i sprawy, które rewizyty reprezentują nabierają głębokiego sensu, że tworzą nasze nowe „drugie dno”; naszą prawdziwą, swojską tożsamość.

5. Jeżeli gra jest dobrze rozegrana rekwizyty tak mocno na nas oddziałują, że zastępują wszelką inną treść. Kogo w tym kontekście będzie obchodzić, że samo ich intensywne używanie nie może w gruncie rzeczy zastąpić głębszego sensu; że tożsamość, którą budujemy w oparciu o nie jest zawieszona na pozorach, iluzjach. Przykładowo, czy ważne będzie, że naszych mistrzów sportu mamy mało, a jak już dochodzą do swoich sukcesów, to na pewno nie dzięki kacykom, którzy się potem grzeją w ich blasku. Więcej! Kogo – w tym kontekście – obchodzi, że nie ma u nas żadnego stałego, poukładanego systemu społecznego, sieci wzajemnego wspierania się, dzięki któremu istniałyby jasne i konkretnie działające zasady wspierania każdego Polaka w zależności i na miarę sytuacji, w której się znajduje. Że np. bardzo zdolny sportowiec ma wsparcie, o które nie musi żebrać, ani którego nie obiecuje mu się wiecznie (lub które czasem tylko, dzięki sile przebicia, uda mu się wyrwać). Kogo będzie obchodzić, że owe przebogate celebry kościelne nie służą w istocie czczeniu Boga, bo on wszak nie potrzebuje kilkudziesięciometrowych rzeźb, gigantycznych kościołów, złotych kopuł, marmurów, rzeźb itp. A raczej – skupienia wewnętrznego, prawdziwej miłości w sercu, która przekłada się na codzienne widzenie jego cząstki w innych (bliźnich). To wszystko szczęśliwie możne nam zniknąć z oczu! Nie musimy się tym kłopotać.

6. Nie trzeba chyba dodawać, że istnieje, ogromna ilość nie omówionych tu wersji tej gry. Widzimy ją wszędzie: tak w życiu prywatnym, jak i zawodowym; w działaniach rządu, samorządów i wszelakich organizacji. Powinniśmy naprawdę zorganizować w końcu mistrzostwa świata w wykorzystaniu rekwizytów.. Ogłaszam zabawę: pod artykułem proszę o wpisywanie własnych wersji tej gry. Jak będzie ich więcej, zbierzemy je i opublikujemy osobno.

7. Generalnie, grę w rekwizyty wygrywa ten, kto tak skutecznie je wykorzysta i tak skutecznie skonstruuje z nich przekonywujące przedstawienie, że powstanie iluzja, iż samo operowanie rekwizytami w dobrze znanym kontekście tworzy prawdziwy sens, a nie, iż wynika on z głębokich, merytorycznych uwarunkowań między ludźmi, rzeczami i sprawami. Innymi słowy, wygrywamy grę, gdy mimo tego, że wcześniej sypaliśmy kłody pod nogi sportowego mistrza, teraz – gdy przywitamy go po królewsku: z flagami, orderami, przemówieniami z obietnicami – poczujemy, iż my sami mamy naprawdę udział w jego zwycięstwie. Ba! poniekąd sami jesteśmy zwycięzcami. Albo gdy zaniedbując na co dzień uczciwe życie czy wgłębianie się w sens wiary – poświęcimy ostatnią złotówkę na złote ramy, ornaty i gigantyczne rzeźby dla „naszego boga” poczujemy, że naprawdę go czcimy. Jesteśmy także zwycięzcami wtedy, gdy na co dzień, zaniedbując głębokie relacje rodzinne i życie zgodnie z nakazami wiary, po kolejnej kolacji wigilijnej, w której poczuliśmy zapach sianka, choinki, smak żurku i barszczu z uszkami; gdy obdarujemy się prezentami (często zakupionymi na kredyt), poczujemy, że to takie „nasze”, „swojskie”, że: „na tym polega kultywowanie związków rodzinnych”, „tak właśnie Polak powinien świętować”, „tego Bóg od nas oczekuje”, chociaż naprawdę oczekuje tego od nas tylko handel, bo te tzw. święta zapewniają mu więcej, niż 50% rocznych obrotów.

8. Gra zatem wyjawia ciekawy rys naszego charakteru. Mało u nas liczy się „treść”, zaś „forma” zdaje się wszystkim. Wolimy zajmować się tak dobrze nam znanymi chorągwiami, husarskimi piórami, obrazeczkami, wstążeczkami, orderami, kotylionami itp. itd., bowiem zajmowanie się prawdziwą istotą rzeczy, tym, czego te rekwizyty są tylko mało ważnym symbolem, wymagałoby m.in. prawdziwej wiedzy, głębi odczuwania boskości, krytycznego myślenia, a to wszak wymagałoby ciągłego rozwoju, innowacyjności, zmiany. Nie, to nie dla nas.. 🙂

Comments

comments

About The Author

Innowator. Ukończył studia na Wydziale Filozoficznym KUL; stypendysta u prof. Leszka Kołakowskiego na University of Oxford. Ukończył także studia podyplomowe: Zarządzanie Finansami i Inwestycje Finansowe na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu oraz Public Relations w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu. Zajmuje się filozofią miasta, architektury (w ramach think-tanku BioCity Project) oraz trendami rozwojowymi w kulturze i cywilizacji, prowadzącymi do zmiany panujących paradygmatów. Także właściciel innowacyjnej agencji konsultingu terytorialnego: Metamorphosis Innova City. W jej ramach zaprojektował i wdrożył kilkanaście innowacyjnych marek i strategii terytorialnych dla wielu polskich miast, w oparciu o zasady zrównoważonego rozwoju i deliberacji społecznej. Współzarządzający Fundacją Nowej Kultury. Redaktor portalu progg.eu Napisz do mnie

Related posts

1 Comment

  1. Marek Wlkp

    Najbardziej urzeka mnie obrzędowość masonerii, tym bardziej, że określają siebie jako nurt oświeceniowy. Oświecenie zawsze kojarzyło mi się z progresywizmem, jednak jeśli chodzi o rytuały, to nie dokonali w nich zmian od wielu lat.

    W artykule mowa jednak o bardziej przyziemnych zwyczajach, więc wspomnę może o rozpoczęciu i zakończeniu roku szkolnego.
    Wyobraźmy sobie parę, która posiada dwoje dzieci: chłopca i dwa lata młodszą dziewczynkę. Rodzice są zmuszeni co dwa lata kupować chłopcu nowy garnitur, bo z poprzedniego wyrasta. Zakłada go tylko dwa razy w roku: na początku roku szkolnego oraz podczas rozdawania świadectw. Dziewczynce nie wypada chodzić w garniturze, także nie założy stroju brata i sama musi mieć oddzielny komplet. Dla przeciętnego gospodarstwa domowego jest to spory wydatek. Moim zdaniem szkoły nie powinny oczekiwać od uczniów „odstawiania się” przynajmniej na poziomie szkół podstawowych i gimnazjalnych.

    Reply

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *