Nowe artykuły:
O sile stereotypu: wigilia

O sile stereotypu: wigilia

Refleksja o naszym stereotypowym myśleniu i postępowaniu w kontekście świat wigilii.

S iedzę po odbyciu rytuału wigilii i zastanawiam się: kiedy będziemy w stanie odrzucić ten pusty już w naszych czasach rytuał; kiedy ludzie dojrzeją, aby z kontaktu z Bogiem uczynić na powrót ważne wydarzenie i kiedy zrozumieją, że nie wystarczy po prostu siła prostego przyzwyczajenia (mem, wdruk, kod, figura życia)?

Chrześcijańska tradycja (mimo, że oparta na niejasnych przekazach, przeinaczeniach i jawnych wyborach podyktowanych potrzebami politycznymi) przez wieki była żywym przekazem dla sporej części ludzi. Mówiła, że biedni i pogardzani mają szansę – w przyszłym życiu – odzyskać swoją godność i zyskać sprawiedliwość. A ponieważ owych biednych i pogardzanych zawsze było znacznie więcej, niż bogatych i szlachetnych – religia ta i jej tradycje były ważną otuchą w życiu wielu pokoleń ludzi. Stopniowo, stała się ona zresztą sprawą państwową, wymuszaną przez owych bogatych, którzy w międzyczasie doszli do wniosku, że – odpowiednio zinterpretowana i dostosowana do potrzeb władzy – tradycja ta to wspaniałe narzędzie panowania nad biedotą. Można to zrozumieć w kontekście sytuacji społeczno-ekonomiczno-politycznej dawnych wieków. (Nie będę jednak rozwijać tego wątku, nie on budzi moje zdumienie).

Zdumiewa mnie jak wielka jest siła stereotypu! I zarazem: jak słabi są ludzie w walce o swoją autentyczność, i suwerenność. Żyjemy w czasach permanentnych zmian: informacji, władz, trendów, upodobań itp. wydaje się także, że mamy nieosiągalna dla uprzednich pokoleń wolność czynienia z naszym życiem tego, co chcemy; że nie musimy schlebiać ideom i tradycjom, które są już nieadekwatne do stylu i problemów naszego życia.

A jednak ludzie na masową skalę, podczas większości świąt pochodzenia religijnego – stają się dziećmi i odprawiają rytuały, których ich nauczono. I robią to prawie całkowicie bezrefleksyjnie, bez najmniejszej chęci autentycznego, pogłębionego kontaktu z sacrum.

Bo jakaż to tradycja? Ot, wigilia. Ileż tych wystawnych kolacji ma na celu uczczenie narodzin Zbawiciela świata (jakby zresztą w ogóle kolacja mogła to czynić..)? Czyż ich treścią nie stało się głównie: materialistyczny zgoła kult jedzenia, picia, śpiewu, kontaktów rodzinnych (coś jak nasza banalna wersja dawnego kultu Dionizosa..). Czy święto to daje nam jakieś naprawdę głębokie, egzystencjalne doznanie obcowania z ważną sfera życia; ocierania się o przekraczające nas siły i porządki rzeczywistości; czy, jako takie, daje nam jakąś otuchę, namiastkę rozwiązywania ważnych problemów (bodaj nadzieję na sprawiedliwość w zaświatach)? Pomyślcie – jedzenie pierogów i barszczu i śpiewy o narodzinach przywódcy religijnego sprzed ponad dwóch tysięcy lat z bliskiego wschodu (pomijam, że jak udowadnia współczesna biblistyka, archeologia i studia religioznawcze są one w większości nieprawdziwe) – mają nas ubogacać? Czy tylko na tak marne, pod względem duchowym i pod względem głębi egzystencjalnej, świętowanie nas stać? Czy to zdziecinnienie, nie jest też obrazem skarlenia naszego życia duchowego?

Tak. Jest to już tylko całkowicie pusty, jałowy rytuał – odprawiany pod „przymusem” potęgi instytucji kościelnych, nacisków społecznych (rodzinnych) i bezmyślnie rozumianej tradycji. Być może pewien sens ma obcowanie z rodziną podczas kolacji – co w czasach niepewności daje pewną otuchę. Ale czy to wystarcza? Czy możemy się godzić, aby na tak kruchych podstawach stała cała nasza duchowość, nasze podejście do świętowania, czyli czasu świętego?

Cóż za paradoks, że zmieniając mody i trendy nieomal co sezon – trzymamy się tradycji, zwyczajów, wzorów – które już nijak nie mają się do naszego świata, do naszych problemów, naszej wrażliwości! Jak to możliwe, że nie pojawiają się nowe formy świąt bliskie naszemu życiu; odpowiadające na nasze potrzeby i problemy?

26.12.2009

Comments

comments

About The Author

Innowator.

Ukończył studia na Wydziale Filozoficznym KUL; stypendysta u prof. Leszka Kołakowskiego na University of Oxford. Ukończył także studia podyplomowe: Zarządzanie Finansami i Inwestycje Finansowe na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu oraz Public Relations w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu.
Zajmuje się filozofią miasta, architektury (w ramach think-tanku BioCity Project) oraz trendami rozwojowymi w kulturze i cywilizacji, prowadzącymi do zmiany panujących paradygmatów.
Także właściciel innowacyjnej agencji konsultingu terytorialnego: Metamorphosis Innova City. W jej ramach zaprojektował i wdrożył kilkanaście innowacyjnych marek i strategii terytorialnych dla wielu polskich miast, w oparciu o zasady zrównoważonego rozwoju i deliberacji społecznej. Współzarządzający Fundacją Nowej Kultury.

Redaktor portalu progg.eu

Napisz do mnie

Related posts

8 Comments

  1. Lidia

    Między innymi dlatego nienawidzę świąt. Psychicznej presji „świętowania”, „wyjątkowej atmosfery”, „magii”. To nie zrównoważy bezsensownych, gorączkowych przygotowań: sprzątania, gotowania, pieczenia, tłumów po sklepach, korków i przepychanek samochodów na ulicach dużych miast. Oczywiście, część z tego można już obejść: wziąć kogoś do wysprzątania, w internecie zamówić całe zakupy włącznie z prezentami. Można w ogóle udać, że nic się nie dzieje: wyjechać gdzieś, zaszyć się w domu i nie odbierać telefonów i maili, wcześniej jednak zaopatrzywszy się w niezbędną do przeżycia ilość jedzenia; na 2 dni nie trzeba wiele. Ale pozostaje dalej obowiązek: składania i przyjmowania z uśmiechem życzeń oraz wypytywania się (i odpowiedzi) „jak święta?” Choć z drugiej strony, może to jeden z tych nielicznych dni, kiedy robi się coś, czego by się nigdy w ciągu roku nie zrobiło ani razu???

    Reply
  2. Alexander Sikora

    Uwagi przy okazji Wigilii 2011
    A więc zgadzam, że 1. potrzebujemy pewnej magii świątecznej, 2. potrzebujemy spotkania bezinteresownego z bliskimi, 3. potrzebujemy świateczności jako takiej. To jest ważne i dobre. Ale nie zgadzam się, aby te 3 sprawy realizować w – bardziej lub mniej – tradycjonalny (=narodowokatolicki) sposób. Boleję nad tym, że nie wynaleźliśmy wciąż nowych form świateczności. Ale mam świadomość, że jest też tak dlatego, że wciąż próbujemy racjonalizować obecną tradycję.. Póki całkowicie nie wyzwolimy się z wpływu owej tradycji; nie powiemy sobie: to dlaczego wykonujemy te rytuały potrzebuje innej formy, innych rytuałów (bo wszak obecnie to jest tak, że na święta przebieramy się, jak wszyscy wierzący, w sutannę i koloratkę, ale upieramy się, że to nie jest strój księdza, to tylko taka niegroźna maskarada 🙂 ). Póki jako pewne nowe pokolenie, nowy typ ludzi w Polsce – ludzi samodzielnie myślących i stanowiących w pełni sami o sobie (czego przez setki lat historii w PL nie było) nie wykreujemy alternatywnej świąteczności, póty sami będziemy tkwili w nieautentyczności, i będziemy wspierali to, z czym walczymy.

    Reply
  3. Alexander Sikora

    Tak sobie myślę, a może wprost powinniśmy głosić, że nie obchodzimy żadnego „Bożego Narodzenia”, tylko że sa to święta RODZINNEJ (LUDZKIEJ) BLISKOŚCI.. Że polegają np. na rozmowach o fundamentach ludzkiego losu, sensu życia, przy dobrym jedzeniu (wyjątkowym dla nas, a nie dla naszych przodków, stąd chłopska kuchnia wigilijna odpada). Że polegają tez na wspólnych zabawach, na wszelkich formach bliskich relacji, zamiast siedzenia tylko przy stole i gadania o niczym.. Nie wiem.. Tak jak poprzednie pokolenie wymyślały swoją tradycję, my dzisiaj nie powinniśmy wykonywać rutynowych działań, bo, rzekomo „taka tradycja”, tylko także wnosić coś twórczego do naszego życia.

    Reply
  4. Alexander Sikora

    Podsumowując: powinniśmy włożyć więcej wysiłku, aby wypracować nowe, inne niż (post)katolickie wzorce obchodzenia świąt. Że powinna być – w pełni obecna w praktyce społecznej – kultura (nazwijmy ją) humanistyczna. I każdy powinien móc swobodnie wybrać co i jak obchodzi. Mówiłem także, że – moim zdaniem – obowiązujące wzorce obchodzenia świąt są już zbyt bardzo zrutynizowane, mało kreatywne, a już zupełnie wyprane z odniesień duchowych. I moim zdaniem pora na ich (łagodną) zmianę, bo ów czynnik „towarzysko-rodzinny” wziął w nich górę nad sensem świętowania. A czymś innym są związki rodzinne (co jest b.ważne), ale czymś innym świętowanie jakiegoś odniesienia do sacrum w sensie kosmicznym.

    Reply
  5. Alexander Sikora

    Wigilia 2012

    I znowu te same myśli: owszem, miłe jest spotkanie z rodziną przy wystawnej kolacji, ale czy to może być prawdziwym sensem ŚWIĘTOWANIA? To jest miły rytuał, ale nie może zapełnić potrzeby prawdziwie głębokiego kontaktu z czymś co nas przekracza; z sobą samym, schowanym dla siebie codziennego. Pomyślmy jak wielkim przeżyciem były np. u Greków bachanalia, czy – jeszcze bardziej – misteria eleuzyjskie. Podobną głębię „boskiego szału” widzimy u współczesnych wyznawców Sziwy, Kybele, u derwiszów, wyznawców voodoo itp. A u nas – pusty rytuał, który już nawet teoretycznie nie dotyka SACRUM – świata, który nas przekracza. Jak długo będziemy godzili się na nazywanie „świętowaniem” czegoś, co powinno mieć miejsce co weekend (miła kolacja z rodziną i przyjaciółmi), przy całkowitej nieobecności prawdziwie głębokiego kontaktu z Bogiem, z nieskończonym kosmosem, wszechświatem – czymś, czego jestesmy częścią, i czego nie jestesmy w stanie rozumowo pojąć..

    Reply
  6. Alexander Sikora

    25.12.2012

    Jak wiadomo Polacy uwielbiają hipokryzję we wszelkich odmianach. Święta są tu koronnym przykładem. Prawie nikt nie ma pojęcia o symbolice świąt chrześcijańskich (dzisiaj słyszałem prof. Mikołejko i sam się zszokowałem w wielu punktach), i nie przykłada do nich wagi; ogromna cześć społeczeństwa w ogóle nie wierzy naprawdę w ów sens przesłania chrześcijańskiego (zbawiciel, który przyszedł na świat, aby nas zbawić), a także nie wierzy nawet w symbolikę tych świąt (żłóbki, sianka, gwiazdki itp.) i traktuje je tylko jako mity. Zamiast tych wszystkich rzecz powszechnie święta te stały się okazją do kultywowania związków z rodziną i przyjaciółmi. Zasadniczo więc – jako żywa i znacząca (czyli de iure – nie mylić z de facto praktykowaną) – tradycja chrześcijańska jest martwa.

    I tu siła naszej społecznej hipokryzji – wolimy tkwić w okowach tej tradycji, schlebiając różnym interesom całkowicie nie mającymi nic wspólnego z ważną potrzebą uczczenie (takiego czy innego) sacrum; wolimy zapadać się galopującą komercję, która kolonizuje te święta, udając, że wciąż hołdujemy tradycji, jak „za dziada, pradziada”; wolimy głośno nie mówić, że już cała ta tradycja nie ma sensu, utrzymując tym samym rację działania Kościoła Katolickiego, który wciąż także czerpie z niej resztki swoich zysków. Itp. Itd.

    Zamiast:
    1. powiedzieć wprost i wyraźnie, że nie chodzi już w tzw. święta „bożego narodzenia” o związek z narodzinami Jezusa, ale chodzi o kultywowanie związków rodzinnych; że jest to więc święto ciepła rodzinnego.
    2. I w związku z tym, sens prawdziwie SACRALNY świętowania musimy zdefiniować od nowa, a także wynaleźć od nowa formy tego świętowania – naprawdę autentyczne, odpowiadające dzisiejszym realiom i wykształceniu większości ludzi.
    Tylko wtedy zaczniemy wprowadzać jakiś fundamentalny porządek do naszej kultury; bo hipokryzja to utrzymywanie nieporządku, które rodzi chaos i zło; a tylko kultywowanie prawdy (autentyczności) rodzi fundamenty, na których mogą tworzyć się prawdziwe wartości i zrozumienie, jako podstawa do sensownego życia.

    Reply
  7. Krzysztof

    Jacy smutni muszą być ludzie, którzy nie przeżywają radości z narodzenia Pana. Wasza pogarda do tradycji wynika z braku zrozumienia istoty życia rodzinnego w kulturze chrześcijańskiej. Nazywanie tradycji stereotypem jest zreczna manipulacja lub nieporozumieniem. Nikt wam oczywiscie wigili obchodzi nie kaze, znam ludzi którzy nieobchodzą świąt. A z tego co tu piszecie wynika, że obchodzicie ale nimi gardzicie. Cóż za hipokryzja? Jakaż to męczarnia zjeść raz w roku kolacje z bliższą i dalszą rodziną? Zakosztować tradycyjnej polskiej kuchni? Piszę z obczyzny więc na myśl o zapachu czerwonego barszczu, dobrze przyprawionego, popijanego do świetnie przysmażonych krokietów, czy innych wigilijnych tradycyjnych smakołyków robi mi się smutno, że reszta świata nie zna tych wspaniałych wynalazków naszej tradycji. Kto nie lubi zapachu świerku/ kto nie lubi tej radochy najmłodszych członków rodziny z powodu odwiedzin św. Mikołaja? I oczywiście pasterki koniecznie o północy. Katolicy do świąt się przygotowują także w duchu, okres Adwentowy. Jak wy, „nowi ludzie biocośtam” przygotowujecie się duchowo? Jak dbacie o duszę? Gardzicie tradycją i kulturą z której sami wyroślicie. De facto gardzicie SAMI Z SIEBIE. Tak, te polskie dania, ta polska kultura, ten nasz język i nasze kolędy – to jesteście wy. A nawet jak zapomnicie o swojej tożsamości – obcy wam o niej przypomną prędzej czy później. I dlatego uczta z czerwonym barszczem z uszkami przetrwała tysiąc lat. I przetrwa pewnie kolejne tysiąc. Nie zatarło jej ani „budowanie nowego człowieka rasy Panów”, ani „nowy człowiek radziecki”, ani też „postępowy człowiek europejski”. Tysiącletniej tradycji nie da się zetrzeć może i całkiem fajnie urządzonym portalem. Ponieważ człowiek ma potrzeby wyższego rzędu, na które manifest Pana Aleksandra nie odpowiada. Architektura: super pomysły. Ale gwałtu na tożsamości nią się nie uda zrobić, a chyba to zakłada ta utopia: wykorzenić obecne społeczeństwo z obecnej tożsamości i wsadzić do jakiejś nowej, bliżej przez was nie sprecyzowanej, nowej kultury. humanizmem ani holistycznymi koncepcjami jej nie wytłumaczyliście ani nie zdefiniowaliście. Budowanie kolejnych utopii skończy się tak, jak budowanie każdej poprzedni. Groźne jest to, żę wszystkie poprzednie kończyły się ludobójstwem. Bo co zrobić z ludźmi, którzy nie mają ochoty być „holicośtam” i czują się, zgodnie z językiem którym się posługują, po prostu…Polakami, którzy mają już swoją kulturę, tradycję, tożsamość i chcą budować cywilizację i państwo służącą naszej kulturze? Rozumiem, że narody w nowej cywilizacji nie mają miejsca? Jak niby chcemy wynarodowić członków…wszystkich wspólnot, wszystkich narodów? Masowe obozy reedukacji (gułagi?) ? Przymus? bo wy wiecie lepiej co jest dla mnie dobre a co złe? (dobrocośtam?) Przerażacie mnie, wy gardzący wigilijnymi potrawami, bowiem nie wiecie kim jesteście nie zastanawiacie się nad tym. Szukacie tożsamości, którą odarły z was totalitaryzmy XXw. To dlatego nasze społeczeństwo jest tak zagubione.
    Pozdrawia was gorący zwolennik wigilijnego barszczu z uszkami i potraw wigilijnych.

    Reply
  8. Hanna

    Ale o co chodzi? 🙁 Ja jestem katoliczką i dla mnie Wigilia Bożego Narodzenia nie jest pustym rytuałem. Nie wiem, co świętują wtedy niewierzący i też im się trochę dziwię. Próbowałam podpytywać – zazwyczaj tłumaczą się dziećmi (że to dla nich, że choinka, prezenty). Wbrew temu, co Pan pisze, jest jednak w Polsce bardzo wielu ludzi, dla których jest to przeżycie przede wszystkim duchowe. Trzeba tylko lepiej się rozejrzeć 🙂

    Reply

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error: Content is protected !!