Nowe artykuły:
Wrocławski Budżet Obywatelski-zachowajmy czujność

Wrocławski Budżet Obywatelski-zachowajmy czujność

Moda na „budżety partycypacyjne” w Polsce pojawiła się raptem kilka miesięcy temu. Oczywiście, należy cieszyć się z każdego takiego ruchu, który pozostawia mieszkańcom więcej możliwości i władzy decyzyjnej, realizując w ten sposób podstawową ideę demokracji. Niemniej, nie wszystkie wydarzenia tego typu mają znamiona tego, co faktycznie możemy nazywać „budżetem partycypacyjnym”. Dotyczy to niestety także tzw. „wrocławskiego budżetu obywatelskiego 2013”. 

Niech radość nie przesłoni nam braków, których ilość wciąż przeraża. Budżety partycypacyjne stanowią bardzo atrakcyjne hasło dla organizacji społecznych czy grup nacisku – to właśnie na tym poziomie szukać należy przyczyn popularności tej idei. Z drugiej strony wiemy, że sfera publiczna reaguje na takie pomysły konserwatywnie, z dużą rezerwą, nie chcąc dzielić się władzą. Jednak żeby trafić do wyborców, często tworzą pseudo-mechanizmy współudziału obywateli w planowaniu wydatków, szumnie je nazywając właśnie „budżetami partycypacyjnymi”. Dlatego w tym artykule chciałbym się zastanowić nad ideą budżetu partycypacyjnego w ogóle, a następnie porównać go z propozycją, z którą do mieszkańców wyszło niedawno miasto Wrocław.

Budżet partycypacyjny, czyli co?!

Idea budżetu partycypacyjnego narodziła się w Brazylii – dokładniej w mieście Porto Alegre, gdzie po raz pierwszy mieszkańcy decydowali o przeznaczeniu środków z budżetu miejskiego pod koniec lat 80. ubiegłego wieku. Mechanizm ten spotkał się z tak dużą aprobatą społeczeństwa i władz lokalnych, że w niedługim czasie został zaimplementowany na poziomie regionalnym – stanu Rio Grande do Sul. Główną myślą, na której cały projekt się opiera, jest wiara w to, że to obywatele sami są w stanie najlepiej zidentyfikować swoje problemy oraz zaproponować rozwiązania, które w sposób najefektywniejszy je rozwiążą – na każdym etapie podejmowania decyzji. Zaproponowany w Porto Alegre model to nie tylko partycypacja społeczna, ale wręcz powszechna administracja!

Cały proces podejmowania decyzji budżetowych zaczyna się już na najniższym poziomie. Każdy z mieszkańców ma prawo do wzięcia udziału w dyskusji nad wydatkami i inwestycjami, a także w wyborze reprezentantów, którzy tę dyskusję wyniosą na wyższy administracyjnie poziom. Dzięki temu partycypacja ta nie kończy się na zgłoszeniu lokalnych projektów i potrzeb, ale opiera się na dyskusji nad realnymi potrzebami całego miasta. Kolejną zaletą tego modelu jest możliwość realnego, a jednocześnie efektywnego udziału w tym procesie każdego z mieszkańców Porto Alegre – które jest miastem dużym, zamieszkałym przez ponad półtora miliona ludzi – czy nawet całego Rio Grande do Sul.

Oczywiście – mieszkańcy, „zwykli” obywatele nie są tutaj jedynym aktorem. Współpracują oni bowiem na każdym etapie z administracją publiczną – jej rola jednak zostaje ograniczona do aspektów czysto „technicznych”: to urzędnicy są ostatecznie odpowiedzialni za wprowadzenie w życie rozwiązań proponowanych przez mieszkańców. Jednak nie ingerują oni w substancjalną zawartość decyzji – jedynie mają gwarantować ich jak najlepsze techniczne dopracowanie i wdrożenie. Żadne jednostki samorządowe nie mają specjalnych przywilejów w procesie wypracowywania i podejmowania decyzji – urzędnicy, nawet najważniejsi włodarze miasta, mogą występować w tym procesie jedynie (lub aż!) jako mieszkańcy miasta/regionu.

Najważniejszymi efektami tak prowadzonego budżetu partycypacyjnego są: zdecydowana poprawa jakości życia mieszkańców; większe zainteresowanie działalnością społeczną i uczestniczeniem w życiu publicznym; oraz znaczna aktywizacja i społeczna inkluzja najbiedniejszych i najbardziej potrzebujących. Zwłaszcza ten ostatni aspekt zdaje się być zaskakujący – niemniej liczne badania, które przywołuje w swojej książce Democratic Innovations Graham Smith, jednoznacznie wskazują, że to najbiedniejsi mieszkańcy są największymi beneficjentami tych działań.

Innowacyjność, skuteczność i atrakcyjność budżetu partycypacyjnego poskutkowała znacznym wzrostem zainteresowania tym rozwiązaniem również w Europie. Transfer ten – nietypowy, bo z „Południa” na „Północ”, a nie odwrotnie – rozpoczął się nieśmiało na początku XXI wieku, by przez okres dekady nabrać rozmachu i przekroczyć 100 przypadków wystąpienia w 2008 i podwoić się w niecałe dwa lata później. Nic nie wskazuje też na zanikanie tego trendu – a wręcz przeciwnie, staje się on coraz popularniejszy nie tylko na poziomie miast, ale i regionów czy instytucji. Wielość rozwiązań skutkuje oczywiście wielością metod, którymi posługują się osoby czy instytucje implementujące budżety partycypacyjne, lecz wszystkie te metody mają kilka cech wspólnych: mieszkańcy uczestniczący w podejmowaniu decyzji powinni mieć jak największy margines swobody; działania te powinny charakteryzować się regularnością; akcja informacyjna powinna nie tylko ograniczać się do zachęcenia mieszkańców w udziale w negocjacjach, ale też informować o wynikach i popularyzować ten sposób podejmowania decyzji; oraz – co bardzo istotne – budżet partycypacyjny powinien wyłonić prawdziwą dyskusję na tematy dotyczące lokalnej społeczności.

Wrocławski Budżet Obywatelski

Fala innowacji, związana z budżetami partycypacyjnymi, dotarła w ostatnich miesiącach również do Polski. Mieszkańcy już od jakiegoś czasu domagają się wprowadzenia tej formy kształtowania miejskich wydatków. Magistraty w całym kraju – głównie w dużych i średnich miastach – w różnym stopniu coraz częściej wychodzą z taką ofertą. Również i włodarze Wrocławia zaproponowali swoją wersję budżetu partycypacyjnego – Wrocławski Budżet Obywatelski.

W 2013 roku ma on przyjąć formę pilotażową. Grupa mieszkańców lub organizacja pozarządowa działająca na terenie miasta Wrocław ma do 20 kwietnia złożyć projekt (korzystając ze specjalnie przygotowanego formularza). Do każdego projektu dołączony musi być wstępny kosztorys na sumę nieprzekraczającą 500 tysięcy złotych. Ze złożonych projektów, urzędnicy miejscy wybiorą 20, na których realizację następnie będą mogli głosować mieszkańcy. Nad tymi projektami odbędzie się dyskusja – jednakże w skład Zespołu Opiniującego wchodzić będą – tradycyjnie –  tylko przedstawiciele różnych instytucji publicznych z Wrocławia. Ogółem w roku 2013 na budżet obywatelski ma być przeznaczona kwota 2 milionów złotych.

Projekt ten wywołał żywą dyskusję we wrocławskich mediach, a także w innych ośrodkach forum publicznego. Główne zarzuty dotyczą niskiej kwoty przeznaczonej dla mieszkańców oraz merytorycznej roli urzędników, którzy arbitralnie będą decydować o puli projektów, z której w ostatnim etapie działań wybierać będą mogli Wrocławianie. Czy faktycznie są to główne zarzuty, które można kierować przeciwko magistratowi? Owszem, kwota dwóch milionów wydaje być się śmieszna w porównaniu z innymi miastami na świecie czy w Polsce, gdzie mieszkańcy decydują o wydatkowaniu nawet kilkunastu czy kilkudziesięciu procent z miejskiego budżetu – pamiętać trzeba jednak, że to dopiero program pilotażowy, a za władze należy trzymać kciuki oraz wywierać na nią presję, żeby nabrała do mieszkańców więcej zaufania, a kwota ta z roku na rok wzrastała. Martwi również duża rola urzędników miejskich w całym przedsięwzięciu – niemniej usprawiedliwienia można szukać w tym, że projekty te wymagają dokładniejszego opracowania technicznego, na co – we wprowadzanym na szybko projekcie Budżetu Obywatelskiego we Wrocławiu – po prostu nie było czasu.

 Wśród wielu głosów przeciwników i sceptyków tej metody, zabrakło jednak refleksji rudymentarnej – czyli co wrocławski projekt ma tak naprawdę wspólnego z budżetem partycypacyjnym w ogóle? Przecież jeśli wnikliwiej spojrzymy na ten projekt, to okazuje się on po prostu trochę mniej oficjalnym referendum dotyczącym projektów zgłaszanych przez mieszkańców, z tym, że weryfikowanych i dyskutowanych przez urzędników. Czyli, już nawet zwykłe konsultacje społeczne mają większy potencjał do bycia narzędziami faktycznej partycypacji!

 Doświadczenia ponad dwóch dekad wprowadzania tych mechanizmów na całym świecie uczą nas, że największą wartością dodaną jest aktywizacja mieszkańców i uwolnienie energii społecznej, która w nich drzemie. Bez dyskusji, wzajemnego zrozumienia potrzeb i wspólnego dopracowania projektów obywatelskich, a w końcu i budżetu, jest to zadanie niemożliwe do osiągnięcia. Wydaje się, że władze miasta zupełnie nie rozumieją, o co tak naprawdę chodzi w partycypacji – a jeszcze głębiej patrząc, w faktycznej demokracji. Co więcej, należy sobie także zadać pytanie, czego od budżetu partycypacyjnego mamy oczekiwać – czy po prostu finansowania mikro-projektów w skali lokalnej, czy może szerszego wyznaczania kierunków inwestycji w mieście? Obecny projekt nie pozwala mieszkańcom na wypowiedzenie się w kwestiach ogólnych, które wszak mają dużo większe znaczenie. Projekt Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego jest zdecydowanie niedopracowany i wydaje się być sklecony „na kolanie” po to tylko, by nie odstawać wizerunkowo na mapie miast, które na tzw. „budżety partycypacyjne” (w tej czy innej formie) się zdecydowały.

Z jednej strony należy się zatem cieszyć z tego, że dyskusja na ten temat została podjęta nie tylko przez obywateli, ale w końcu i przez władze miasta. Krytycznym okiem trzeba jednak spoglądać na ich propozycję i zarazem wystrzegać się zbyt pośpiesznemu nazywaniu całego procesu „partycypacją”. Jeżeli już pracownicy magistratu zdecydowali się oddać kawałek swojej władzy Wrocławianom – niech udowodnią, że nie jest to zagrywka czysto wizerunkowa, niech pokażą realne działania na rzecz zwiększenia udziału mieszkańców w procesach decyzyjnych, również poprzez życzliwe przyjęcie uwag płynących z różnych stron. Bo wypowiedzi sugerujące „wyprowadzkę do Łodzi”, tudzież innego miasta bardziej przyjaznego mieszkańcom, ani tego nie udowadniają, ani nie zbliżą nas do osiągnięcia celów, które faktycznie za budżetem partycypacyjnym stoją.

Comments

comments

About The Author

http://progg.eu/wp-content/uploads/ap_avatars/90e232f19f4b99221fc053cf463f8130.jpg

Wojtek Ufel ­ - student i ­amator filozofii i politologii, szczególnie zainteresowany koncepcją demokracji deliberacyjnej oraz teorią tożsamości kulturowo­-politycznych. Angażuje się zawsze w kilka projektów naraz; wolontariusz z zamiłowania. W wolnym czasie rozwijając jedną ze swoich licznych pasji, poznając nowych (lub na ­nowo) ludzi, eksperymentując z różnymi instrumentami muzycznymi, żonglując lub po prostu zatapiając się w dobrej lekturze. Wegetarianin, turkofil i miłośnik couchsurfingu. Obszary specjalizacji na portalu progg.eu: demokracja, społeczeństwo, bieżące wydarzenia polityczne.

Related posts

1 Comment

  1. Joanna Golebiewska

    Ciekawym jest caly mechanizm, ktory powtarza sie co rusz w roznych czesciach Polski.

    Widac, ze istnieje ogromna potrzeba spoleczna na konsultacje, partycypacje, uczestniczenie, wspolrzadzenie….

    Wladze panstwa/miasta dostarczaja wiec co jakis czas obywatelom jakies substytuty przebrane w dumnie brzmiace nazwy – powiedzmy „konsultacje spoleczne”.
    Co prawda: ani to konsultacje, ani spoleczne – ale przeciez prosty lud sie nie zorientuje, lyknie wszystko, a wladzy przyrosnie kilka punkow na skali popularnosci.

    Ale jak widac z roznych wypowiedzi samorzadowcow przedostajacych sie do prasy, wladza nie jest absolutnie mentalnie ani merytorycznie gotowa na wlaczenie mieszkancow w proces zarzadzania. Mentalnosc w stylu „pan na wlosciach vs prosty lud” ma w Polsce wielowiekowa tradycje i latwo nie ustapi miejsca innym sposobom myslenia… Pozd. Joanna

    Reply

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *