05. 12. 2020

Nowe artykuły:
Edukacja (cz.5). Brzuch szkoły

Edukacja (cz.5). Brzuch szkoły

W tym artykule kontynuuję temat rozpoczęty w poprzedniej odsłonie – a mianowicie –  o wadze i roli przestrzeni w edukacji. Tym razem chciałabym zajrzeć do wnętrza szkolnego budynku. Otworzyć drzwi, przejść się korytarzami, zajrzeć do sal, do różnych miejsc i zakątków. I głośno zapytać – jaka powinna być szkoła od środka. Czy ma to jakiekolwiek znaczenie? Dlaczego tak łatwo ignorujemy przestrzeń, w której przebywamy? W której dorastają nowe pokolenia…

R ównie ważne jak architektura szkoły, o ile nie ważniejsze,  jest jej wnętrze,  jej brzuch. Wiele od niego zależy – projekt wnętrza budynku ma być odbiciem wnętrza, charakteru dziecka. Powinien być przede wszystkim różnorodny, tak jak różnorodne są dzieci. Zawierać różne faktury, różne kolory, różne kształty, rozmaite kąty i kąciki, tu i ówdzie – ciekawe, raczej niedookreślone – przedmioty, formy. Światło ma się bawić z cieniem, roślinność przenikać się ze strukturą budynku. Wnętrze ma  być dostosowane do rozmaitego wzrostu, niejednorodnych umiejętności dzieci. Zapewniać bezpieczeństwo i dostęp każdemu: małemu i dużemu, jeżdżącemu na wózku i niedosłyszącemu. Nikt nie powinien się w szkole czuć obco. Czarny, biały, zielony, w kropki, niewierzący, wierzący…

Ale po kolei…

Poczciwy korytarz w nowej odsłonie

Otwórzmy szkolne drzwi. Co się za nimi kryje? Zwykle odpychające, szare, zimne korytarze, bezbarwne ciągi komunikacyjne, schody prowadzące do kolejnych korytarzy. Zwykle nikt nie przykłada do nich wagi. To tylko przejścia od-do, skądś-dokądś. Ale przecież nie musi tak być. Korytarze to żyły i tętnice organizmu szkoły. Ich zdrowie świadczy o kondycji wszystkich pozostałych elementów systemu. To na nich uczniowie spędzają czas przed-po-pomiędzy zajęciami. Czy nie mogłyby być bajecznie kolorowe? Wić się jak węże albo przypominać groty? Czy nie powinny być pełne pysznie wygodnych puf, kanap, rozkładanych siedzisk, wielkich poduch czekających na lubiących się wylegiwać? Czy poprzez oryginale ułożenie luster, faktur, zabawę odcieniami, grę światła – nie mogłyby inspirować, zaskakiwać, zachwycać? Poniżej kilka przykładów z różnych szkół świata.

Także i schody mogą sprzyjać zabawie (jak te błękitne: duże i małe w szkole Vittra), być punktem obserwacyjnym, główną ozdobą (Kid’s Republic czy Orestad Collage) czy nawet centralną niezwykłą rzeźbą (School of Art we Francji)… 

  • Senzuku Kaguen College w Japonii. Teradadesign. Szkoła jazz’u. Szkoła jest też znana z niezwykłych wnętrz. Dominują : róż, fiolet i zieleń.

Przestrzeń do nauki

Korytarze prowadzą nas do miejsc twórczych odkryć, miejsc, gdzie dzieci uczą się jak samodzielnie myśleć…

Przestrzeń do nauki powinna inspirować, zachęcać do doświadczania, odkrywania. Jest wiele rodzajów nauki. Poprzez pracę w grupie, poprzez ruch, poprzez rozmowę, dyskusję. Często potrzeba większych przestrzeni, mebelków dostosowanych do wzrostu dzieci. Wiele kolorów, wiele naturalnego światła, miłe w dotyku faktury, siedziska ułożone w kole (np. okrągła sala w Green School na Bali), stoły pozwalające na różnorodne aranżacje. Koniec z niewygodnymi ławkami. Kto to widział, by dzieci uczyły się czegokolwiek uławkowione. Pora skończyć z miejscem nauczyciela pod tablicą niby pod ołtarzem. Nauczyciel to nie kaznodzieja, on ma być doradcą, przewodnikiem.

Przestrzenie do nauki to przede wszystkim przestrzenie do pracy w grupie, do wspólnego odkrywania wiedzy poprzez doświadczanie i dociekanie – wielkie eksperymentatoria. W kilku miejscach komputery, materiały do rysowania, do budowania modeli, tu projektor filmowy, tam aparat do robienia zdjęć…

Przestrzenie niezwykle elastyczne, jak te w Fitzroy High School w Melbourne. Dziś potrzebujemy mniejszej Sali? – proszę bardzo – zasuwamy kotarę.  Jutro koniecznie chcemy mieć całe piętro dla siebie? – nie ma sprawy – kotara pozostaje odsunięta. Trzeba pogadać o nowym zadaniu? – w szkole jest mnóstwo stolików do pracy, do dyskusji, to tu, to tam (szkoła Vittra w Sztokhomie może służyć tu na przykład).

Wnętrze szkoły powinno też być pełne  miejsc do cichego, samodzielnego tworzenia, kontemplowania, czytania. Nikt tylko uczeń i jego myśli… Zakątki, otulające siedziska, pokoiczki, stoły z lampkami… Pokazuję szkoły w Melbourne i na Bali – obie na swój sposób zapewniają możliwość cichej samodzielnej pracy.

Nauka to też przestrzeń artystyczna – powinna dostarczać dzieciom wiele możliwości tworzenia – dlaczego nie miejsce do muzykowania, do tańca, do malarskiego szału, do lepienia z gliny…

I przestrzeń, gdzie można coś zjeść. Coś zdrowego, coś przygotowanego samodzielnie… Gdzie można by nauczyć się, czym jest żywność, co powinno się jeść, jak przygotowywać posiłki, jak je wspólnie celebrować (pięknym przykładem jest szkoła gastronomiczna w Japonii).

Wreszcie – w szkole można też uprawiać sport. Niekoniecznie wyczynowy, ale taki radosny, z wewnętrznej potrzeby ruchu.  Szatnie będące przestrzenią, gdzie każdy czułby się bezpiecznie, gdzie intymność byłaby uszanowana. Każda szatnia miałaby kolorowe, działające prysznice. Sala gimnastyczna zachęcałaby swym wyglądem do uprawiania sportu (szkoła cyrkowa czy przykład sali gimnastycznej ze Szwajcarii). Czy w takich przestrzeniach trzeba by kogokolwiek zmuszać do ćwiczeń?

  • Szkoła gastronomiczna w Japonii. Projekt: Moureaux. Ciepłe kolory w miejsce prosektoryjnych metali i białych płytek na ścianach.

Miejsca do zabawy i relaksu

Wnętrze szkoły nie powinno wprowadzać ścisłego podziału pomiędzy strefę nauki, a strefę zabawy i odpoczynku. Na każdym kroku powinno przypominać: ‘nauka jest zabawą, relaks jest częścią edukacji, nie krępuj się’…

Korytarze mogłyby być pełne tajemnych przejść, nikt nie zdziwiłby się widząc na nich tor wyścigowy dla mini-rowerków. Sale dla mniejszych dzieci pełne byłyby drewnianych klocków, zabawek, książeczek, ścianek do wspinania się i kapsuł do ukrycia swoich smutków. Szkolna biblioteka winna przypominać raczej pekińską księgarnię Kid’s Republic niż smętne biblioteki osiedlowe. A wielkie szachy mogłyby zdobić wspólne przestrzenie szkół średnich.

  • Przedszkole w Ramat-Hasharon, Izrael. Lev-gargir architects. Miejsce bezpieczne, tajemnicze, zachęcające do zabawy…

Wspomnę jeszcze o przyjaznym gabinecie lekarskim, np. w niebieskie kropki, czy w czerwoną kratkę; o tęczowych szafkach w dziecięcych szatniach; o pokoikach, gdzie można by się przespać, gdy zajdzie potrzeba; o przyjaznych kolorowych łazienkach z  umywalkami na różnych wysokościach…[ct_divider]

Wnętrze szkoły nie może przypominać wiezienia, zimnego urzędu czy dworca autobusowego. Jest to przestrzeń niezwykle specyficzna, bardzo ważna – pośrednio budująca przyszłego dorosłego człowieka. Traktowanie jej po macoszemu, ignorowanie jej istnienia – daje sygnał młodym ludziom, że estetyka nie ma znaczenia, że przestrzeń wspólna, publiczna jest de facto niczyja, że świat wokół nie przykłada zbyt wielkiej wagi do dziecięcych potrzeb i ich różnorodności… Trzeba ją wreszcie dojrzeć, zrehabilitować. Tak – miejsce, w który mają się uczyć dzieci wpływa na nie – na ich poczucie bezpieczeństwa, na samopoczucie, na aktywność mózgu, na chęć budowania relacji z innymi, może piękno i mądrość przestrzeni szkolnej pozwoli im kiedyś nie zapaść na epidemię społecznej ślepoty na wszystko, co brzydkie, obskurne, wysprejowane, zaśmiecone…

Podziel się opinią:

Comments

comments

About The Author

mm

Joanna Gołębiewska - proggtywistka społeczna głęboko zainteresowana sprawami zrównoważonego rozwoju, demokratycznej edukacji oraz harmonijnego, ekologicznego życia rozwijającego ludzki potencjał. Redaktorka magazynu "Progg Mag" oraz portalu progg.eu. Ukończyła studia na warszawskiej Szkole Głównej Handlowej, część swojej edukacji odbywając również w Bratysławie i Bergen, obecnie mieszka, pracuje i działa we Wrocławiu. W wolnym czasie poświęca się nauce języków, książkom, podróżom szczególnie w góry, czasem nawet na rowerze. Napisz do mnie

Related posts