Nowe artykuły:
Edukacja (cz.iii). Alter-szkoła

Edukacja (cz.iii). Alter-szkoła

Pod pojęciem edukacji alternatywnej kryją się różnorodne podejścia do nauczania. Ich wspólnym mianownikiem jest: sprzeciw w stosunku do edukacji tradycyjnej, indywidualne podejście do dziecka, mocna więź pomiędzy uczniami i nauczycielami, poczucie przynależności do wspólnoty, całościowy rozwój oraz pełna szacunku koncentracja na dziecku. Często, by odróżnić edukację opartą na filozofii odmiennej od standardowej, używa się też określeń: autentyczna, holistyczna czy progresywna.

Z anim przejdę do rozważań: jaka powinna być edukacja, jak mogłaby wyglądać szkoła oraz czego i jak można by się w niej nauczyć, przedstawię subiektywny przegląd form edukacji alternatywnej. Oprócz klasycznej edukacji publicznej czy prywatnej, istnieje na świecie, a coraz częściej i w Polsce, cała gama alternatywnych rozwiązań. Niestety – większość z nich dostępna jest dla rodziców z zasobnym portfelem lub tych szczęściarzy dysponujących czasem. Na szczęście w coraz to większej liczbie krajów pozytywne rozwiązania wypracowane przez edukację alternatywną są albo dofinansowywane przez państwo, albo też włączane w proces edukacji publicznej.

Z uwagi na ograniczoną ilość miejsca w artykule, jestem zmuszona do zarysowania jedynie istoty poszczególnych systemów. Zainteresowanych dodatkowymi informacjami kieruję do odpowiednich stron…[ct_divider]

Najbardziej znane na świecie, alternatywne szkoły prywatne to: szkoły waldorfskie oraz przedszkola i szkoły Montessori.

Szkoły waldorfskie

Szkoły waldorfskie są oparte na ideach pedagogiki stworzonej przez Rudolfa Steinera, austriackiego twórcę antropozofii, stąd alternatywna nazwa tych szkół to szkoły steinerowskie. Pierwsza taka szkoła powstała w 1919 przy fabryce cygar “Waldorf-Astoria” w Stuttgarcie. Istotą tych szkół jest próba całościowego zrozumienia człowieka, jego związków z przyrodą i społeczeństwem. Edukacja ma tu więc wspierać holistyczny rozwój ucznia – myślenie, uczucia, wolę.  Duży nacisk stawia się na aktywność artystyczną, zajęcia praktyczne (np. praca w ogródku, w stolarni) i łączenie poszczególnych dziedzin (np. rysunek z tańcem, z ruchem, z matematyką i orientacją przestrzenną). W szkołach waldorfskich nie ma ocen. A więc narzędzi produkujących na starcie etykietek pt: “mądry”, “głupi”; narzędzi, które podsycają też niezdrową konkurencję wśród uczniów. Dzieci – nie mają uczyć się dla ocen, ale z ciekawości poznania, z chęci współpracy. Tok nauki podąża za dziećmi i jest dostosowany do ich indywidualnych potrzeb. W szkołach waldorfskich nie ma też podręczników. A więc narzędzi, które pokazują jedyną słuszną wersję wydarzeń, które serwują jedną możliwą odpowiedź na zadane pytanie; narzędzi, które niszczą kręgosłup i przykuwają do ławek. Przedmioty są zintegrowane poprzez całą edukację podstawową. W ramach lekcji głównej – podzielonej na kilkutygodniowe bloki zwane epokami, uczniowie koncentrują się na jednym obszarze tematycznym, po 2-4 tygodniach  – przechodzą do kolejnego.

W waldorfskich przedszkolach dzieci uczą się zwykle prostymi, niedokończonymi drewnianymi zabawkami, raczej niż jaskrawymi plastikowymi, aby ich wyobraźnia mogła się nieskrępowanie rozwijać. Z tego samego powodu – także używanie kalkulatorów i komputerów jest ograniczone w przypadku małych dzieci. Gdy pyta się waldorfskich nauczycieli, czy aby nie są to szkoły, w których dzieci robią, co im się podoba, odpowiadają, że są to raczej szkoły, w których dzieciom podoba się, to co robią. Dzieci od początku uczone są szacunku wobec innych, wobec środowiska i wobec siebie (wobec siebie jako człowieka, wobec swoich zainteresowań, swoich opinii).

Krytyka szkół waldorfskich wskazuje na ich niby-sekciarski charakter: własne rytuały, mocna dominanta religijna, zamknięcie się pedagogów w kręgu wyznawców Steinera. Zarzuca się im elitaryzm i pompatyczność w obchodzeniu różnorakich uroczystości, zarówno tych religijnych, jak i państwowych (tu pewnie niewiele różnią się od szkół publicznych). Krytykuje się też specyficzne dla pedagogiki steinerowskiej podejście do rozwoju, a tym samym do sposobu nauczenia dzieci – czyli dogmatyzm fazowy (do 7-u lat uczenie poprzez naśladowanie, 7-9 lat wychowanie oparte na wzorach bohaterów baśni, 10-15 lat – nacisk na samodzielność). Ponadto – zarzuca się tej edukacji oderwanie od rzeczywistości i nienowoczesność. W niektórych z tych argumentów jest trochę prawdy. Steiner marzył o szkole ludowej, tymczasem, w wielu krajach (m.in. w Polsce) są to szkoły prywatne, drogie. Uczniami są dzieci z bogatych rodzin, co nie do końca ukazuje im rzeczywisty wymiar świata.

(Filmik o edukacji waldorfskiej (po angielsku)).

Edukacja Montessori

Maria Montessori – prowadziła w Rzymie placówkę wychowawczą dla dzieci pozostających bez opieki rodziców. Casa dei Bambini była świetlicą, przedszkolem, w którym Montessori wprowadzała swoje metody edukacji. Pierwsze takie przedszkole powstało w 1907 roku. Wyposażyła je w mebelki dostosowane do dzieci, zaleciła opiekunkom, by nie narzucały dzieciom, czym i jak miały się bawić. Sama tworzyła “materiał dydaktyczny” i pod wpływem dzieci, doskonaliła go. Dzieci stopniowo coraz chętniej sięgały po jej zabawki. Montessori uczyła się uczyć dzieci poprzez ich obserwację. Zaobserwowała np. zauroczenie dzieci ciszą. Wprowadziła więc tzw. lekcję ciszy. Dała też dzieciom ogrom swobody – co do wyboru “zabawek”, miejsca i czasu zabawy. Nauczyciele kierowali się dewizą wynikającą z potrzeb rozwojowych dziecka: „pomóż mi zrobić to samodzielnie”.

Podobnie do szkół Waldorfa, przedszkola i szkoły Montessori mają zapewnić dziecku całościową edukację. Mają dać dziecku szansę wszechstronnego rozwoju: fizycznego, duchowego, kulturowego i społecznego; wspierać jego spontaniczną i twórczą aktywność. W szkołach tych duży nacisk kładzie się zbudowanie w dzieciach wewnętrznego spokoju, przykłada się wagę do dokładności i koncentracji poprzez akcentowanie porządku w miejscu nauki, zabawy. Dzieci są zróżnicowane wiekowo, uczą się współpracy w ramach zasad: nie rań, nie niszcz, nie przeszkadzaj. Każde z nich uczy się zgodnie z własnym tempem. Przechodzi do kolejnych zadań jeśli już jest na nie gotowe. Nauczyciel jedynie obserwuje i wspiera. Jest pośrednikiem pomagającym dziecku samodzielnie odkryć rzeczywistość.

System Montessori jest najbardziej znany z edukacji przedszkolnej. Istnieją także szkoły. Włączają one do programu: doskonalenie umiejętności potrzebnych w życiu, a także rozwój duchowy, umiejętność kierowania własnym życiem czy wiedzę o tym, jak się uczyć. Na poziomie gimnazjum – wiedza przedmiotowa jest uzupełniana poprzez naukę projektową, pomaganie innym i rozwój inteligencji emocjonalnej.

Krytyka systemu Montessori zarzuca mu ograniczenie edukacji do rozwoju zmysłów i umiejętności życiowych. Zadaje pytanie, czy to aby prawdziwy rozwój potencjału człowieka. Twierdzi, że zestaw gotowych materiałów dydaktycznych pozbawia dzieci możliwości rozwoju wyobraźni, samodzielnego tworzenia zabaw, spontaniczności.

(Filmik o edukacji Montessori (po angielsku)).

Szkoły demokratyczne

Szkoły demokratyczne – to szkoły, które podejmują wszelkie ważne decyzje dotyczące życia szkolnego w sposób demokratyczny, biorąc pod uwagę opinie zarówno uczniów, jak i nauczycieli, czasem – również rodziców. Teoretykiem edukacji demokratycznej był John Dewey (‘Democracy and Education’). Najbardziej znanym przykładem szkół demokratycznych są Sunbury schools. Ich uczniowie decydują indywidualnie, co będą robić z czasem, nauka jest niejako produktem ubocznym doświadczania życia; ono liczy się bardziej, niż program nauczania. Na uczniach spoczywa odpowiedzialność za własną edukację. Szkołą zarządza się poprzez demokrację bezpośrednią (tak ustala się wszelkie prawa obowiązujące na terenie szkoły, np. budżet, etc), uczniowie i nauczyciele mają równe głosy. Edukacja ta zakłada, że choć wiosna i jesień mają różne cechy, nie ma powodu dlaczego by jesień miała mieć więcej praw, dlaczego miałaby być ważniejsza.

Ponadto – skoro człowiek dorosły jest zdolny do samodzielnej nauki, podobnie – dziecko przed piątym rokiem życia ma w sobie możliwość samodzielnego edukowania się – nauki chodzenia, mówienia – dlaczego zakładamy, że nagle po osiągnięciu wieku szkolnego, dziecko miałoby utracić tę zdolność. Tradycyjna edukacja zakłada, że dziecko nie chce się uczyć i trzeba je do tej nauki przymusić. Edukacja demokratyczna – jest zdania, że dziecko ma wrodzoną chęć do poznawania świata. Wystarczy mu to jedynie umożliwić. Wygląd szkoły przypomina dom – wygodne fotele, krzesła, kanapy, mnóstwo książek na ścianach, nie ma tradycyjnych przedmiotów, dzieci mają swobodę odkrywania swoich własnych zainteresowań, rozmawiania, dyskutowania, bawienia się. W zasadzie to dzieci same siebie edukują.

(Film o szkole Sunbury (po angielsku)).

Innym znanym przykładem szkoły demokratycznej jest Summerhill School. Filozofia szkoły – wychodzi z założenia, , że karygodnym podejściem do człowieka jest ocenianie jego potencjału, jego wartości poprzez system ocen, testów i egzaminów; jest decydowanie o jego życiu bez zapytania go, co o tym myśli. Gdyby jakąkolwiek inną grupę ludzi traktować jak dzieci, uważano by, że jest to po prostu łamanie praw człowieka.

Summerhill była założona w 1921 przez A. S. Neill’a, kiedy to większość dzieci była bita w domach rodzinnych i w szkołach publicznych. Szkoła dała dzieciom prawo decydować o sobie.  W wielu przypadkach to podejście nadal budzi ogromne kontrowersje.

Starsze dzieci zapisują się na te zajęcia, które je interesują, ale nie mają obowiązku w nich uczestniczyć. Jeśli chodzi o przedmioty artystyczne i zajęcia komputerowe, nie ma potrzeby się na nie zapisywać, każdy, kto chce może brać w nich udział. W szkole jest wiele miejsc do współprzebywania, do bycia kreatywnym, do relaksu w samotności, do uprawiania sportu. Dzieci mają zagwarantowane Prawo do Zabawy.

(Film o edukacji demokratycznej (po angielsku i trochę po niemiecku)) .

Free skools

Idea free skools sięga korzeniami do myśli Francisco Ferrer’a jego szkoły ‘escuela moderna’ założonej w Hiszpanii w 1901 roku. Ferrer walczył o uniezależnienie się edukacji od kościoła katolickiego. Głęboko wierzył, że prawdziwie wolna edukacja jest niezależna od władzy państwowej czy kościelnej. Eksperymentował z edukacją pozbawioną hierarchii, bez kontroli instytucjonalnej.

Szkoły zainspirowane ‘escuela moderna’ nazywane są free skools, by nawet w nazwie odróżnić je od skostniałego systemu szkolnictwa tradycyjnego. Wartości, którymi kierują się free skools – to kolektywizm, niezależność, wzajemna pomoc. Szkoły często działają poza systemem pieniężnym; opierają się na gift economy (na kulturze darów), są anarchistyczne w swej istocie. Szkoły te mają często strukturę zdecentralizowaną, lekcje odbywają się w domach prywatnych, w parkach, w budynkach publicznych.

Niestety ich byt uzależniony jest od ludzi dobrej woli, co niejednokrotnie bardzo skraca ich żywot. Dzisiaj w większości przypadków, te anarchistyczne szkoły stanowią centra rozwoju dla lokalnej społeczności, częściej niż miejsca podstawowej edukacji szkolnej.

(Przykład współczesnej free skool (po angielsku)).

DESCHOOLING (społeczeństwo bez szkoły)

Ivan Illich (1926-2002) – austriacki filozof – wyszedł z założenia, że szkoła uczy nas jedynie jak przestrzegać zasad, jak być posłusznym. Trudno nam po takim praniu mózgu, kiedykolwiek otrząsnąć się z jego wpływu na nasz sposób myślenia. Illich uważał, że po zredukowaniu roli rodziny, znaczenie szkoły niepokojąco wzrosło. Rolą nauczyciela w tradycyjnej szkole nie jest przekazywanie wiedzy, a “wpajanie instytucjonalnych prawd”. Nauczyciele wręcz uniemożliwiają zdobywanie wiedzy poprzez doświadczanie życia. Badania pokazują, że większość rzeczy wpajanych rzekomo przez nauczycieli, dzieci dowiadują się z grup rówieśniczych, komiksów, z obserwacji, a obecnie – z internetu.

Illich twierdził, że szkoła naucza dwóch programów nauczania jednocześnie, poza oficjalnym, istnieje też ukryty, który ma za zadanie utrwalanie pewnych mitów, m.in. mitu mierzenia wartości (czyli, że wartość człowieka jest mierzalna np. poprzez system ocen albo majątek, który posiada ) czy mit wiecznego postępu (dotyczący wizji liniowego rozwoju świata, jakości życia mierzonego postępem technicznym i PKB). Szkoła wg. Illicha jest rodzajem świeckiego kościoła, który dba głównie o to, by niemożliwym stało się podważenie jej roli, pomimo nieskuteczności funkcjonowania. Illich twierdził, że jesteśmy zaślepieni wiarą, że jedynie narzucona nam wiedza ma wartość.

Illich nie proponował jednak odrzucenia systemu edukacji. Jego wizją było – utworzenie elastycznej otwartej sieci nauczania dającej możliwość kształcenia się wszystkim, którzy będą odczuwali taką potrzebę. System taki musiałby opierać się na dobrowolności i przeciwdziałać monopolizacji na przekazywanie wiedzy. System edukacji powinien zapewnić równe prawa w dostępie do edukacji w każdym momencie życia. Umożliwić spotkania tych, którzy chcą przekazywać wiedzę, z tymi, którzy pragną ją uzyskać. A także stworzyć odpowiednie warunki wszystkim, którzy chcą przedstawić innym jakąś kwestię.

(Rysunkowy Pinky opowiada o ideach Illich’a). 

HOMESCHOOLING = NAUCZANIE DOMOWE

W nauczaniu domowym, obowiązki kształcenia, przejmują rodzice. Mają możliwość wyboru metod oraz programu nauczania. W krajach anglosaskich ta metoda nauczania jest stosunkowo popularna. Od 1991 roku – nauczanie domowe jest możliwe także w Polsce. Obecnie w Polsce szacuje się liczbę dzieci uczących się w systemie homeschoolingu na ponad 500. Edukacja domowa jest również nazywana edukacją bez-szkolną. Pomimo istniejącej ustawy – rodziny w Polsce decydujące się na ten typ edukacji, borykają się z całą gamą biurokratycznych problemów. Niby wybór należy do rodziców, ale – państwo wychodzi z założenia, że nie należy ułatwiać im życia.

Dzieci przypisane są do konkretnej szkoły. By otrzymać świadectwo muszą jednak zdawać np. raz w roku egzaminy pisemne i ustne. Najczęściej ani rodzice, ani dzieci nie przywiązują wagi do otrzymanych ocen, wychodząc z założenia, że nie oceniają one tego, co najważniejsze – np. umiejętności rozwiązywania problemów, kreatywności – a jedynie wiedzę encyklopedyczną – i traktują je jako przykry obowiązek.

Specyficzną formą edukacji domowej jest tzw. unschooling. Inne nazwy to: odszkolnienie, naturalne uczenie się (natural learning), uczenie się prowadzone/kierowane przez dziecko (child-led learning, child-directed learning), uczenie się poprzez odkrywanie (discovery learning), radosne uczenie się (delight-led learning).

Uschooling jest podporządkowany zainteresowaniom i potrzebom dziecka. Zwolennicy uschoolingu unikają nazwy homeschooling, gdyż sugeruje ona niejako przeniesienie metod szkolnych na grunt domowy. Unschooling – nie podporządkowuje się programowi nauczania. Podobnie jak w przypadku edukacji demokratycznej, to uczniowie sami decydują, czego, kiedy i jak będą się uczyć. Rola rodziców sprowadza się do roli facylitatorów („ułatwiaczy’, „wspomagaczy”). Unschooling wychodzi z założenia, że ciekawość jest naturalnym stanem każdego dziecka. Dzieci chcą poznawać i doświadczać świata w sposób naturalny. Szkoła tradycyjna – potrafi jedynie zniszczyć tę naturalną właściwość u dzieci. Za ojca unschoolingu uznawany jest John Holt, to on stworzył to pojęcie w latach 70-tych XX wieku. Holt sam pracował wiele lat w systemie oświaty i przestał wierzyć w możliwość jego reformy.

Jak można się spodziewać, krytyka unschoolingu i homeschoolingu jest potężna. Krytykom głównie chodzi o brak interakcji z kolegami, o potencjalne pozbawianie dzieci umiejętności społecznych.  Co często jest nieprawdą, gdyż wiele dzieci uczęszcza na zajęcia sportowe, uczestniczy aktywnie w życiu społeczności, etc. Uważa się też, że dzieci nie mają naturalnej chęci pogłębiania tematu, szukania dodatkowych informacji, zwłaszcza w obszarach, które ich nie interesują, więc mają braki w wiedzy ogólnej. Ale czy dzieci po tradycyjnej edukacji nie mają takich braków? Może dzieci kształcone w domu łatwiej znajdują swoją pasję w życiu i za nią podążają? Często też krytycy mają wątpliwość, czy rodzice mają wystarczającą wiedzę o różnych przedmiotach. Z tego co wiem, często naturalnie tworzą się sieci rodzin korzystających z homeschoolingu, zaprzyjaźnionych znajomych mających różne umiejętności, etc., ponadto rodzice rozwijają się razem z dziećmi, pokazują dzieciom jak konieczną wiedzę odszukać, jak ją poszerzać…

(Film o edukacji domowej (po angielsku)). 

ONLINE SCHOOLING (Virtual school, cyberschool)

Oczywistym pierwowzorem dla szkół wirtualnych było kształcenie na odległość (korespondencyjne, radiowe), np. na ogromnych przestrzeniach Australii, Kanady czy USA. Mówiąc o szkole wirtualnej, nie mam na myśli kursów doszkalających czy językowych, a pełnowymiarową edukację szkolną. Istnieje bardzo dużo typów kształcenia wirtualnego: od całkowicie niezależnych studiów we własnym tempie (edukacja asynchroniczna) do standardowych zajęć prowadzonych przez nauczyciela w wirtualnej klasie (edukacja synchroniczna). Uczniowie współpracują z nauczycielami oraz innymi uczniami dzięki elektronicznym narzędziom (learning management systems): komercyjnym: Blackboard, Desire2Learn czy open-sourcowym: Moodle, E-front, Claroline, Ilias, Sakai , OLAT, etc.

Nauka online pozwala dostosować czas edukacji do możliwości i upodobań każdego ucznia. Pozwala na wielokrotne odtworzenie tego samego materiału, na dostosowanie tempa nauki do indywidualnego rytmu. Edukacja wirtualna może też współistnieć  z tradycyjną, takie rozwiązanie pozwala uczniom na powtórzenie w miarę potrzeby materiału; umożliwia zapoznanie się z tematem uczniów, którzy nie uczestniczyli w zajęciach z powodu choroby, czy przy indywidualnym trybie nauczania (np. młodych sportowców, artystów, etc).

Oczywiście – edukacja wirtualna może wywoływać poczucie izolacji, niektórzy mają problemy z zarządzaniem czasem, jak i z dobrą współpracą pomiędzy uczestnikami zajęć. Wszystko jednak zależy od – zaangażowania, umiejętności zarządzania, samodyscypliny i otwartości.

(Przykład szkoły wirtualnej (po angielsku)). 

Czy edukacja alternatywna jest lekiem na całe zło? Na pewno nie. Czasami wyposaża w umiejętności, które w dorosłym życiu spotykają się z niezrozumieniem i pogardą. Czasami pobudza wrażliwość, która może być źródłem cierpienia, jeśli w otoczenie promuje bezwzględność i narcyzm. Czasami uczy myśleć samodzielnie – a to, bez możliwości praktycznej realizacji, rodzi ogromną frustrację.

Ale choćby cele edukacji alternatywnej zostały zrealizowane tylko w minimalnym stopniu; choćby gdzieniegdzie tylko udało się niektóre z nich przeszczepić na tradycyjny grunt; warto…

Szkoły alternatywne starają się wyzwolić potencjał tkwiący w każdym dziecku.  Nie tłamszą go. Są miejscami przygody, odkrywania, a nie zamkniętymi przestrzeniami dostosowującymi do industrializmu i umasowienia. Promują etos współpracy, w miejsce – kultu narcyzmu. Są przedsionkiem społeczeństwa postprzemysłowego, w którym każdy człowiek jest odmiennym twórczym podmiotem.

Dzieci korzystające z edukacji alternatywnej są na ogół radosne i szczęśliwe. Uwielbiają chodzić do szkoły. Czują się ważne, obdarzone szacunkiem, traktowane podmiotowo. Nikt nie mówi o nich nad ich głowami. Są pytane o zdanie, o opinie. Eksplorują obszary, które naprawdę je interesują, robią to w swoim tempie i na swój sposób. Nigdy więc nie mówią, że jest nudno. Prawdziwie dojrzewają na wielu płaszczyznach. Ich wypowiedzi wychodzą od nich samych, są wynikiem osobistych przemyśleń. Pytają, dyskutują, kwestionują, wymyślają. Podchodzą z szacunkiem do innych, do przyrody…

Lincoln powiedział, że filozofia klasy szkolnej jednego pokolenia będzie filozofią rządu/państwa – pokolenia następnego. To zobowiązuje.

Wyobraźmy sobie, że większość dzieci kształcona jest w środowisku pełnym szacunku, wolności, rozwijającym ich zainteresowania i osobowość. W środowisku, w którym edukacja jest dla nich radością i zabawą. W którym drugi człowiek  – czy to mały czy duży – jest ważny. W środowisku bez ocen, bez egzaminów, bez programów nauczania… Stymulującym ciekawość, umiejętność dyskusji, szukania rozwiązań, odpowiedzialność za siebie i za innych, otwartość na nowe, na inne…

Wyobraźmy sobie społeczeństwo – w którym takie cechy dominują…

 

Comments

comments

About The Author

http://progg.eu/wp-content/uploads/ap_avatars/da48d50ba473504c5ef63204481a87be.jpg

Joanna Gołębiewska – proggtywistka społeczna głęboko zainteresowana sprawami zrównoważonego rozwoju, demokratycznej edukacji oraz harmonijnego, ekologicznego życia rozwijającego ludzki potencjał. Redaktorka magazynu „Progg Mag” oraz portalu progg.eu. Ukończyła studia na warszawskiej Szkole Głównej Handlowej, część swojej edukacji odbywając również w Bratysławie i Bergen, obecnie mieszka,
pracuje i działa we Wrocławiu. W wolnym czasie poświęca się nauce języków, książkom, podróżom szczególnie w góry, czasem nawet na rowerze.
Napisz do mnie

Related posts

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error: Content is protected !!