Nowe artykuły:
Krok 6 – Czarne złoto, czyli kompostowanie w mieszkaniu
Photo Credit To Autorka

Krok 6 – Czarne złoto, czyli kompostowanie w mieszkaniu

W świecie zero-waste, jakkolwiek pragnęlibyśmy zbliżyć się do poziomu „zero”, jednego rodzaju odpadków nie da się wyeliminować ze swojego życia: odpadków organicznych. W kroku 5-tym pisałam o ograniczeniu marnotrawienia żywności poprzez świadome, planowane zakupy, właściwe przechowywanie żywności oraz jedzenie pozornie niejadalnego. Ale tak czy inaczej – nawet najbardziej przezorny „zero-śmieciowiec”, zostanie na koniec dnia z garstką odpadków organicznych: skórki i pestki po owocach, ogryzki, obierki, fusy z herbaty, twarde części roślin… Czas na Krok 6!

Dodajmy do tego polskie realia, w których miasto nie odbiera i nie ma zamiaru odbierać odpadów kuchennych (np. Wrocław). A jeśli odbiera, to i tak nikt z sąsiadów się tym nie przejmuje i wśród bio-odpadów znajdziemy dosłownie wszystko (np. Kielce).

Rozwiązanie jest proste – powiecie – to założenie kompostownika! No tak, ale co zrobić, gdy mieszka się w małym mieszkaniu bez ogrodu ani praktycznie bez balkonu?

Znalezienie rozwiązania – zajęło mi kilka miesięcy. Ale jestem z niego bardzo zadowolona. Polecam je każdemu, także szczęśliwym posiadaczom ogrodu, jako stadium pośrednie, gdyż jest ono wygodniejsze, szybsze i –  jakby to ująć: “czystsze” – niż zbieranie odpadków organicznych w zwykłym koszu i co pewien czas wynoszenie ich do kompostu w ogrodzie.

Ale zacznijmy od początku.

Gdy zaczęłam swoja przygodne z zero-waste, problem odpadków organicznych wydawał mi się nie do przeskoczenia. Słyszałam o kompostownikach na balkonie i o próbach (nieudanych) kompostowania w domu (‘’No impact man’’). Jednak sama nie miałam ani miejsca na moim niby-balkonie, ani ochoty na nieprzyjemne zapachy i muszki owocówki w mieszkaniu.

Po wnikliwym research’u, śledzeniu kilku kompostowych blogów, naoglądaniu się filmów o kompostowaniu; dowiedziałam się, że kompostowanie kompostowaniu nierówne.

By uprościć sprawę –  mamy dwie podstawowe opcje, które w warunkach domowych się sprawdzają: kompostownik typu naturemill LUB bokashi.

(1). Kompostowanie w mieszkaniu w kompostowniku domowym typu naturemill.

Jest to specjalny typ kompostownika przystosowany do kompostowania pod dachem, np. w kuchni. Dzięki systemowi stałego mieszania (kompostownik jest podłączony do prądu!) oraz odpowiednim filtrom, zapewnia on całkowite wyeliminowanie nieprzyjemnych zapachów. Dodatkowo, kompost jest gotowy do użycia już po 2 tygodniach, co (każdy znający się na kompostowaniu przyzna) jest mistrzostwem świata.

Zalety takiego kompostownika to:

  • Brak przykrego zapachu (2 osobne komory, filtry).
  • Małe rozmiary (kompostownik może bez problemu zmieścić się pod zlewem).
  • Dzięki stałemu mieszaniu odpadków, dostarczeniu odpowiedniej ilości tlenu, lekkim podgrzaniu, produkcja kompostu następuje w ciągu 2 tygodniu! Ten czas – jest czymś rewelacyjnym.
  • Gotowy kompost opada do dolnego pojemnika i jest gotowy do użycia.

Wady:

  • Bardzo drogi – ok. 300$, nie licząc transportu.
  • Stałe podłączenie do prądu. Choć ilość zużytego prądu jest wg producenta minimalna, jednak nieco mi zgrzyta pogodzenie stylu zero-waste z korzystaniem z kompostownika stale zużywającego prąd, kiedy istnieją na rynku rozwiązania nie korzystające z elektryczności.
  • Kompostownik – jako że ciągle miesza śmieci, generuje też minimalny hałas. Pewnie w dużym mieszkaniu nie czyni to większej różnicy. Jednak w małym otwartym mieszkanku jak moje – nie byłoby to korzystnym rozwiązaniem – zwłaszcza dla psychiki.
  • Części: kompostownik wymaga wymiany co pewien czas filtrów (teoretycznie co 5 lat), poza tym jako urządzenie elektryczne – ma większą skłonność do psucia się. Naprawy i zakup części byłyby dodatkowym czaso- i gotówko-chłonnym obciążeniem.
  • Raczej nie jest do kupienia w Polsce, co w przypadku koniecznych napraw, bardzo komplikowałoby sprawę.

(2). Kompostowanie bokashi

Czym jest bokashi?

Kompostowanie bokashi nie jest kompostowaniem sensu stricte, a raczej wykorzystaniem przyjaznych mikroorganizmów  EM do beztlenowej fermentacji materii organicznej. Kompostowanie tradycyjne wymaga bowiem tlenu do rozkładu materii organicznej. W tradycyjnym kompostowaniu rozkład beztlenowy jest czymś złym, niepożądanym – rezultatem takiego beztlenowego rozkładu jest metan zamiast dwutlenku węgla oraz nieprzyjemny zapach. Tymczasem w przypadku bokashi, odwrotnie: rozkład beztlenowy jest czymś pozytywnym. Mikroorganizmy EM neutralizują szkodliwe bakterie i tworzą warunki do namnażania się korzystnych bakterii.


Zestaw startowy bokashi.

By rozpocząć zabawę z domowym bokashi, potrzeba nam 3 elementów. Są to:

  • 2 pojemniki bokashi (w zestawie jest też rynienka do zbierania tzw. ‚herbatki bokashi’, łopatka do granulatu oraz ”ubijak”);
  • granulat/ otręby bokashi – najlepiej w torbie 5 kg;
  • pojemnik do przechowywania granulatu.

Konieczny zestaw to 2 pojemniki z kranikami. Pojemniki bokashi powinny być szczelnie zamykane. Można je kupić lub zrobić samemu. Najlepsze byłyby stalowe, ale te są dość duże (2 x 30 litrow), drogie (99 GBP)  i raczej niedostępne w Polsce. Osobiście, w maju 2015, zdecydowałam się na zakup w sklepie Emgreen 2 plastikowych wiaderek słoweńskiej firmy „Bokashi Organico” z przetworzonego plastiku (zapewne moje wiaderka były kiedyś butelkami PET…).

Otręby bokashi też można zrobić samodzielnie: jest sporo filmików na youtubie na ten temat. Ale jako że to dużo roboty,  radzę kupić duży worek granulatu, najlepiej – by ograniczyć plastik – min. 5kg. Otręby zawierają nasze magiczne mikroorganizmy EM. 1kg granulatu starcza jednej osobie na 4 miesiące, wiec można założyć, że 5kg, starczy prawie na 2 lata. Otręby mają dość specyficzny słodko-fermentacyjny zapach, więc warto, by były zamknięte w pojemniku z pokrywka. Ja w tym celu wykorzystałam plastikowe opakowanie z IKEI, które kupiłam kiedyś do przechowywania rzeczy. Teraz staram się raczej rzeczy pozbywać, wiec pudło na rzeczy jest niekonieczne, ale do trzymania bokashi nadało się jak najbardziej.

Jak kompostować, a raczej – fermentować?

Na dno pustego wiaderka nr 1 (z zakręconym kranikiem) wsypujemy cienką warstwę granulatu. Następnie wrzucamy odpadki organiczne. Ugniatamy. I ponownie posypujemy cienką warstwą granulatu. Szczelnie zamykamy wieczko, by do wiaderka nie dostawało się powietrze.

I tak codziennie. Po kilku dniach (na początku trzeba czasem czekać grubo ponad 1 tydzień), po odkręceniu kranika, możemy zacząć odlewać płyn koloru herbaty tzw. herbatkę bokashi. Uwaga: jest on płyn mocno stężony. Można go używać po rozcieńczeniu 1:100 do podlewania kwiatków. Można też bez rozcieńczania, wlać do rur, by zasiedliły je i dbały o nie przyjazne mikroorganizmy.

Herbatkę warto zbierać co 3 dni.

Kilka uwag praktycznych.

  • By przyspieszyć proces rozkładu, warto odpadki organiczne (np. skórkę od banana) pokroić na mniejsze kawałki.
  • By ograniczyć dopływ tlenu do wiaderka, można zbierać odpadki przez cały dzień do specjalnej miseczki i dodawać do kompostu tylko raz dziennie.

Po zapełnieniu pierwszego pojemnika bokashi (zwykle 16 litrów), należy go szczelnie zamknąć i odstawić. I zacząć napełnianie pojemnika nr 2. Trzeba tylko pamiętać o regularnym zbieraniu herbatki bokashi z obu pojemników. W moim przypadku, pojemnik nr 1 zapełnił się po 4,5 miesiącach (maj – wrzesień 2015). By materia organiczna się rozłożyła, trzymałam go bez otwierania przez następne 2 miesiące (październik – listopad), choć nie trzeba aż tyle – 3 tygodnie powinno wystarczyć. Drugi pojemnik – nadal nie jest pełen (a mamy styczeń 2016!).

Dla niektórych może to nieco szokujące, że przez 8 miesięcy nie zapełniłam dwóch 16L pojemników odpadkami organicznymi. Trzeba jednak pamiętać, że: (a) nie wyrzucam prawie wcale żywności, (b) materia organiczna jest mocno zgniatana, by wyeliminować torebki powietrze, (c) owoce i warzywa to głównie woda, a płyn pozyskiwany z kompostu powoduje, że objętość materii dramatycznie spada.

Korzyści z bokashi.

  • Można kompostować dosłownie wszystko, co organiczne, poza płynami. Nawet skórki po cytrusach oraz produkty odzwierzęce. Do mojego pojemnika bokashi trafiają też włosy ze szczotki, obcięte włosy od fryzjera, obcięte paznokcie, wnętrze worka od odkurzacza, zawartość sitek z wanny czy zlewozmywaka, kawałeczki mokrego czy tłustego papieru, myjki z naturalnego sznurka czy lufy.
  • Kompost bokashi nie wydziela nieprzyjemnego zapachu, pachnie podobnie do wszystkich produków fermentowanych. Ale jako że jest szczelnie zamknięty, nawet ten zapach jest wyczuwalny dopiero po otwarciu wieczka.
  • Nie ma problemow z muszkami owocówkami, mrówkami, muchami. Słowem – nie ma robactwa!
  • Bokashi – emituje minimalną ilość gazów cieplarnianych. W porównaniu do tradycyjnych metod kompostowania, generuje ich tyle co nic. Przy niskim pH jakie panuje w bokashi, bakterie produkujące metan nie mogą po prostu przetrwać.
  • Proces rozkładu zachodzi o wiele szybciej niż w przypadku tradycyjnego kompostowania.
  • Mikroorganizmów EM nie trzeba regularnie „karmić”. Można np. wyjechać na wakacje na 2 tygodnie. To nie zakwas!
  • Nie trzeba też dbać o odpowiednie proporcje odpadków zielonych do brązowych, nie trzeba (a nawet nie wolno) mieszać ani nawilżać kompostu – tak jak w przypadku kompostu tradycyjnego.

Bokashi nie można nie lubić :).

Co zrobić z gotowym kompostem?

  • To co otrzymujemy jako efekt końcowy fermentacji bokashi, można nazwać pre-kompostem. To jedna z największych ‘’wad’’ kompostowania bokashi. Z uwagi na wysoka kwasowość bokashi, korzenie drzew i roślin nie powinny mieć z nim styczności do około 1 miesiąca. Można więc zakopać go w pewnej odległości od roślin, np. w miejscu przeznaczonym na przyszłe grządki, aż kwasowość zmaleje.
  • Jednak najlepszym rozwiązaniem jest dodanie kompostu bokashi do zwykłego ogrodowego kompostu. Takie rozwiązanie pozwala zneutralizować kwasowość, a mikroorganizmy zawarte w bokashi przyspieszą proces kompostowania zwykłego kompostu. Bokashi rzadko dodawane (co kilka miesięcy) do kompostu nie wpływa negatywnie na poziom kwasowości w kompostowniku. Radzą sobie nawet dżdżownice.

No tak, ale gdy nie ma się ogrodu? Gdy nie ma się dostępu do zwykłego kompostu?

Zawsze można zakopać pre-kompost bokashi na jakichś nieużytkach z korzyścią dla gleby…

Warto jednak zaprzyjaźnić się z kimś z ogródkiem, kawałkiem pola, z działką – i zaproponować założenie pryzmy i ‘’opiekę’’ nad ich kompostem. We Wrocławiu, jako że miasto prowadzi program wypożyczania (a raczej może – leasingu) kompostowników, pomogłam zaprzyjaźnionym właścicielom ogrodu załatwić darmowy kompostownik ogrodowy. I zostałam tym samym  jego ‘’matką chrzestną’’. Kiedy tylko ich odwiedzam, doglądam kompostownika i jego licznych mieszkańców. A kiedy na to kolej – uzupełniam pryzmę pre-kompostem bokashi z mojej kuchni, przyspieszając tym samym proces rozkładu materii organicznej w kompostowniku ogrodowym…

Cykl się zamyka. Tak oto moje kuchenne odpadki stają się ”czarnym złotem”. Nie przeszkodziło im w tym: ani brak własnego ogrodu, ani balkonu. Po drodze wiele się nauczyłam o kompostowaniu zarówno bokashi, jak i tradycyjnym. Wzięłam udział w programie leasingu kompostowników prowadzonym przez miasto Wrocław. Założyłam pryzmę kompostową w zaprzyjaźnionym ogrodzie. Namówiłam kilku znajomych do założenia własnych kompostowników. Zakupiłam i osiedliłam dżdżownice. A wszystko dla idei zero-waste 🙂


O kompostowaniu w ogrodzie napiszę więcej innym razem…

Comments

comments

About The Author

http://progg.eu/wp-content/uploads/ap_avatars/da48d50ba473504c5ef63204481a87be.jpg

Joanna Gołębiewska – proggtywistka społeczna głęboko zainteresowana sprawami zrównoważonego rozwoju, demokratycznej edukacji oraz harmonijnego, ekologicznego życia rozwijającego ludzki potencjał. Redaktorka magazynu „Progg Mag” oraz portalu progg.eu. Ukończyła studia na warszawskiej Szkole Głównej Handlowej, część swojej edukacji odbywając również w Bratysławie i Bergen, obecnie mieszka,
pracuje i działa we Wrocławiu. W wolnym czasie poświęca się nauce języków, książkom, podróżom szczególnie w góry, czasem nawet na rowerze.
Napisz do mnie

Related posts

7 Comments

  1. jj

    Droga pani Asiu, jest pani szalenie inspirująca! Odkryłam pani stronę dopiero kilka tygodni temu ale strasznie mnie wciągnęło, teraz z niecierpliwością czekam na każdy kolejny post 🙂 Dzięki pani sama zaczęłam chodzić po sklepach z woreczkami i pojemnikami, odwiedziłam też ostatnio Wrocław żeby zajrzeć m.in. do EkoPestki i na Białoskórniczą. Ogromnie dziękuję za wszystko co pani robi! Serdecznie ozdrawiam 🙂

    Reply
    1. http://progg.eu/wp-content/uploads/ap_avatars/a87ff679a2f3e71d9181a67b7542122c.jpg
      Joanna Golebiewska

      Droga JJ (jaka szkoda, ze nie znam imienia) 🙂

      Warto pisac, warto glosic dobra nowine , dla takich pieknych slow. Bardzo dziekuje za Twoje mile slowa! Bardzo sie ciesze, ze znalazlas inspiracje w moich postach o Projekcie Zero Smieci.

      Wierze gleboko, ze gotowosc na zmiany jest juz w glowach i sercach pewnej grupy swiadomych ludzi, czasem wystarczy pokazac droge (albo kilka praktycznych krokow). Zycze, bys i Ty inspirowala kolejnych, wtedy to co robimy ma realny sens :).

      Gdybys byla jeszcze kiedys we Wroclawiu, daj prosze znac, moze uda sie nam spotkac. 🙂 Serdecznosci, Joanna Golebiewska

      Reply
  2. Kasia

    Gdzie można dostać zamykane mydelniczki, takie jak we wpisie o urlopie w górach? 🙂

    Reply
  3. Agata

    Dziękuję za inspirujący wpis, akurat poszukuję kompostownika i chyba skłaniam się ku Bokashi! Czy mogę się dowiedzieć, gdzie taki kompostownik kupić?

    Reply

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error: Content is protected !!