Nowe artykuły:
Paradyzm. Dajmy pracę maszynom i zwróćmy wolność ludziom
Photo Credit To Franz Steiner

Paradyzm. Dajmy pracę maszynom i zwróćmy wolność ludziom

Czy praca zarobkowa jest konieczna? A może jej brak mógłby pozytywnie na nas wpływać? Czy praca jest naszym utrapieniem, czy źródłem samorealizacji? Jak powinien wyglądać świat, gdyby praca mogła być w pełni zastąpiona przez roboty, maszyny? Zapraszamy do futurystycznej dyskusji na temat sensu pracy i nowego modelu świata na kanwie radykalnych i nowatorskich idei paradyzmu.

Ś wiat pogrąża się w kryzysie finansowym i gospodarczym, rośnie bezrobocie. Eksperci zastanawiają się, jak odwrócić nieuniknione, zapewnić ludziom pracę za godne wynagrodzenie, choć z pewnych względów nie jest to już możliwe (prosty człowiek widząc głodnego stara się go nakarmić, intelektualista pisze książkę na temat teorii rozwiązania problemu głodu).

Najpierw upadła ideologia komunistyczna, lecz w ślad za nią, kapitalizm także przestaje funkcjonować. W historii wypróbowano już pewnie wszystkie odmiany gospodarki pieniężnej, jednak te jedna po drugej zawiodziły. Socjalizm – z jego centralnym planowaniem nie uwzględnia zróżnicowanych potrzeb ludzkich i motywacji do działania, z kolei kapitalizm – bazuje na najbardziej prymitywnych emocjach – rywalizacji i zysku, a pojęcie etyki staje się obce, gdy gra idzie o przetrwanie.

Paradyzm (od ang. paradise – raj) wskazuje rozwiązanie zupełnie przeciwne do obydwu. We wzroście bezrobocia upatruje pozytywny, naturalny i konieczny etap ewolucji ludzkiej cywilizacji. Postuluje odejście od coraz bardziej archaicznej koncepcji pracy człowieka dla zysku. Zakłada, że uznanie społeczne jest silniejszą motywacją niż zysk finansowy. Pieniądz jest jedynie jednym ze sposobów zdobycia uznania w oczach innych poprzez zakup dóbr luksusowych. Przecież tak naprawdę ludzie nie potrzebują pracy ani pieniędzy, lecz dóbr i usług. Dawniej były one wytwarzane dzięki wysiłkowi  ludzkich rąk, potem zauważono, że prawie każda praca to powtarzalna sekwencja czynności, którą nie gorzej od człowieka może wykonywać automat.

Maszyny pozbawiły pracy większość rzemieślników oraz rolników, ku ich rozgoryczeniu, jednak wciąż jeszcze były stosunkowo prymitywne i ludzie znaleźli swoją niszę w działalności intelektualnej, rozwinął się sektor usług. Lecz i tu komputery poczynają sobie coraz śmielej, potrafią komponować muzykę, pisać wiersze, malować obrazy, samodzielnie prowadzić samochód w warunkach drogowych, a to dopiero początek nadciągającej rewolucji w dziedzinie sztucznej inteligencji. Równolegle poszerzają się możliwości produkcyjne, drukarki 3D potrafią tworzyć zabawki, sztućce, buty, sukienki, bikini, bransoletki, naszyjniki, czekoladki, wędliny, łopatki silników odrzutowych, a nawet kompletne domy. W przyszłości dzięki nanotechnologii pojawi się możliwość składania dowolnych obiektów, łącząc atom po atomie. Powielanie i przesyłanie przez Internet wszelkich fizycznych przedmiotów w końcu stanie się równie proste jak kopiowanie programów, książek, fotografii, muzyki i filmów.

Dzięki technice żyjemy w świecie nadmiaru, wręcz niewyobrażalnego dawniej bogactwa, jednak zapotrzebowanie na pracę człowieka maleje. Dlatego system monetarny, oparty na idei pracy zarobkowej ludzi, przestaje pełnić funkcję pośrednictwa w redystrybucji dóbr. Kurczą się możliwości zarobkowania przez człowieka, a więc i dokonywania zakupów, przez co produkcja oraz zatrudnienie spadają, kryzys się pogłębia. Jednocześnie nasilają się niepokoje społeczne, gdyż ludzie nie mogą żyć bez pewnych dóbr (przede wszystkim wody i żywności), a nie stać ich na ich zakup. Stres związany z walką o przetrwanie oraz niepewną przyszłością powoduje wzrost zachowań antyspołecznych, patologii, przestępczości oraz pogorszenie się stanu zdrowia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego.

Paradyzm proponuje pójść za ciosem i coraz bardziej uniezależniać produkcję oraz usługi od pracy człowieka. W tym celu niezbędne jest wspieranie przez państwa rozwoju robotyki, nanotechnologii i biotechnologii (szczególnie inżynierii genetycznej). Jednak, by nie doszło do ostatniej w historii ludzkości wojny światowej, sposoby sprawowania władzy oraz redystrybucji dóbr również muszą ulec zmianie.

Paradyzm postuluje całkowitą likwidację granic państwowych oraz armii, ze szczególnym naciskiem na zakaz posiadania broni nuklearnej (kiedy potencjalny przeciwnik nie dysponuje wojskiem, wtedy własne również nie jest potrzebne, a to uwalnia ogromne środki finansowe), a także utworzenie jednej wspólnej waluty światowej bez parytetu (pieniądz jest tu tylko rozwiązaniem tymczasowym).
Istnienie wojska, w szczególności prawo do jego działań poza granicami kraju, to oznaka posiadania podwójnego systemu wartości, zakłamania rządów. Państwo zakazuje przeciętnemu człowiekowi krzywdzenia innych, wsadza do więzienia za jakieś błahostki, a równocześnie szkoli ludzi na skutecznych zabójców. Polityk może wydać polecenie zabicia człowieka, żołnierz musi je wykonać i obydwaj nie ponoszą żadnych konsekwencji, wręcz chwali się ich „bohaterską postawę”. Nikt nie powinien mieć prawa wydawania poleceń zabicia innego człowieka, a wszyscy mają obowiązek odmówienia wykonania takich poleceń.

Świat powinien się składać docelowo z niezależnych, samorządowych gmin (w niektórych regionach – wspólnot plemiennych), współpracujących ze sobą pod postaciami unii kontynentalnych, a te z kolei – tworzyłyby jeden rząd światowy. Lecz funkcjonowanie tegoż rządu światowego byłoby zupełnie odmienne od dotychczas znanych. Współczesny sposób sprawowania władzy to spadek po dawnych watażkach, żerujących na niewydolnej ludzkiej pracy, gdzie państwo odbiera obywatelom część majątku (podatki) i dysponuje nim wedle własnego uznania oraz przymusza ich do różnych zachowań za pomocą przepisów prawa oraz siły. Jednak czasy się zmieniają, ludzką pracę będą wykonywać automaty, więc rząd przyszłości mógłby po prostu sam sobie wyprodukować wszystko to, czego potrzebuje i jeszcze się podzielić. Musiałby inwestować zdobyte środki zamiast je przejadać, co umożliwiałoby stopniowe zmniejszanie wysokości podatków, aż do ich całkowitej likwidacji (przynajmniej od osób fizycznych, z przedsiębiorcami jest nieco inna sprawa, o czym za chwilę). Ów rząd zamiast rządzić ludźmi, zarządzałby zasobami planety i publiczną infrastrukturą techniczną. To nie byłoby panowanie, lecz służba ludzkości.

Rząd, z największego konsumenta w gospodarce, przekształciłby się w największego inwestora. Jednak, jak wiadomo z historii, firmy państwowe są często niewydolne oraz źle zarządzane, króluje w nich nepotyzm. Z kolei te w pełni prywatne przyczyniają się do wzrostu nierówności społecznych, koncentracji majątku w rękach nielicznych i poszerzania się obszarów biedy, paradoksalnie również ograniczają postęp techniczny (ten skok technologiczny, jakiego jesteśmy świadkami w ostatnich latach, tak naprawdę jest mocno spowolniony, wiele wynalazków nie wchodzi do produkcji bo popsułyby dotychczasowe biznesy, a inne nie przyjmują się z powodu konserwatyzmu klientów). Jest jednak możliwe rozwiązanie łączące zalety obydwu systemów gospodarczych (socjalistycznego z kapitalistycznym) bez ich wad, polegające na dzierżawie zasobów, środków produkcji i firm prywatnym przedsiębiorcom na czas określony, z opcją przedłużenia. Czyli takie spółki komandytowe, gdzie komandytariuszem jest Skarb Państwa (a nie akcyjne, jak proponują niektórzy politycy!). Przedsiębiorcom nie sprawiłoby to raczej większej różnicy, czy inwestorem jest prywatna instytucja, czy rząd, w obydwu przypadkach zasady prowadzenia działalności są takie same (rzadko który przedsiębiorca finansuje firmę z własnej kieszeni, najczęściej mają zewnętrznych inwestorów). Jednak rząd może sobie zapewnić przewagę nad podmiotami prywatnymi w wielu dziedzinach o niskim ryzyku i stabilnym dochodzie (np. wydobycie złóż, elektrownie, wodociągi, przetwórstwo odpadów, bankowość, budownictwo czynszowe), co spowodowałoby stały dopływ zysków z dzierżawy do budżetu, bez konieczności obciążania podatkami osób fizycznych.

Kluczową cechą nowych polityków powinna być inteligencja. Wiedza jest czymś drugorzędnym, to tylko funkcja pamięci i ciekawości świata, od niej są doradcy oraz komputerowe systemy eksperckie. Jednak to inteligencja umożliwia przewidywanie przyszłości, często przy dysponowaniu informacjami niepełnymi lub błędnymi oraz podejmowanie trafnych decyzji. Eksperci dysponujący wiedzą często są ograniczeni brakiem elastyczności i wyobraźni, nie radzą sobie w nietypowych okolicznościach wymagających niekonwencjonalnych posunięć. Inteligencja w populacji rozkłada się według krzywej Gaussa (rozkładu normalnego), jest dokładnie tyle samo idiotów co geniuszy. Partiom bardziej opłaca się kierować swój program do ludzi przeciętnych i głupich, stąd regularnie mamy nadreprezentację ich przedstawicieli u władzy. Rozwiązaniem byłby brak możliwości oddawania głosu przez najgłupszych członków społeczeństwa, jednak to niemożliwe – podczas oddawania głosu i decydowania tym samym o losie kraju, dyskryminacja jest niedopuszczalna, nie tylko ze względu na płeć, kolor skóry i majątek, ale także ze względu na umiejętność (lub jej brak) przewidywania konsekwencji swoich decyzji. Może pewnym rozwiązaniem byłoby niedopuszczanie do urny bez matury? Bez jakiegoś formalnego testu na obywatela? Tak jak z prawem jazdy – może je dostać każdy, ale najpierw musi zdać egzamin. Jednak takie rozwiązanie nie byłoby idealne, bo inteligencja i mądrość nie zależą bezpośrednio od formalnego wykształcenia, wykonywanego zawodu, majątku, pozycji społecznej, geniuszu rodziców, to indywidualna cecha osobnicza zmieniająca się też wraz z wiekiem.

Ale na chwilę obecną są to rozważania czysto teoretyczne, przynajmniej do czasu opracowania w pełni automatycznych i obiektywnych testów. Oczywiście, mowa tu jedynie o prawach wyborczych, wszyscy powinni być równo traktowani przez inne prawa (karne, cywilne itd.). Obok rządu powinna powstać Rada Doradcza, której członkowie wywodziliby się z najwybitniejszych jednostek planety, ekspertów oraz ludzi kreatywnych (kreatywności nie można zbadać na szkolnych egzaminach, pokazują ją osiągnięcia życiowe). Oczywiście skład Rady byłby niezależny od panujących opcji politycznych, dysponowałaby dużą autonomią i znaczną samodzielnością w doborze swoich członków. Można byłoby ją utworzyć na bazie istniejących instytucji naukowych. Nie posiadałaby jednak żadnej władzy nad społeczeństwem. Rząd po zidentyfikowaniu problemu ogłaszałby konkurs, Rada i poszczególni obywatele zgłaszaliby swoje pomysły naukowe i techniczne (takie konsultacje społeczne), z których wybierane byłyby najlepsze. Chodzi o niemarnowanie ludzkiego potencjału intelektualnego. Najlepsi naukowcy i eksperci nie łakną  władzy, realizują się w innych dziedzinach.

Wizja jednego światowego rządu często wzbudza panikę. Teraz od głupich, niewydolnych polityków można próbować uciec do innego kraju, a w przypadku jednego rządu po prostu nie byłoby dokąd. Dlatego taki rząd nie miałby prawa wydawania wyroków śmierci (poleceń zabicia człowieka) oraz nie mógłby też ingerować w życie prywatne obywateli, ich światopogląd, religię, preferencję seksualną, obraną ścieżkę życiową, stosowanie in vitro, aborcję (do określonego tygodnia), eutanazję, zażywane substancje (choć mogą istnieć zakazy niektórych czynności po ich zażyciu, jak kierowanie pojazdem, ale generalnie walka z narkomanią to problem medyczny, nie prawny) czy styl ubierania się (lub… brak ubrania). W kwestiach obyczajowych musi panować absolutna swoboda, ograniczona jedynie wolnością innych, stąd powinny pozostać tylko najbardziej niezbędne prawa w celu ochrony słabszych (np. zakaz zabijania, gwałtu, pedofilii, kłamstwa w sądzie, etc). A co człowiek sam ze sobą zrobi lub z drugim człowiekiem za jego zgodą, to jego prywatna sprawa.

To nie rząd jest od wychowywania ludzi, próbowania na siłę tworzenia z nich świętych, każdy ma swój rozum i możliwość wyboru ścieżki życiowej, filozofii, popełniania błędów i uczenia się na nich lub ponoszenia konsekwencji. Jest mnóstwo organizacji pozarządowych, religii i szkół nauczających pożytecznych zasad, jeśli jest w tym sens, to ludzie sami posłuchają, nie potrzeba do tego monopolu narzuconego przez państwo. Ciekawe wyniki dało praktykowanie medytacji u osób korzystających z pomocy psychologów (w USA) oraz wśród więźniów (w Indiach). Znacznie zmalał poziom agresywnych zachowań i stanów lękowych. Wbrew religijnym dogmatom, ludzie nie są z natury ani źli ani dobrzy, nie ma żadnego spisku piekielnych mocy, to tylko chemia w mózgu, a ta zależy od pożywienia, stanu zdrowia, relaksu, wpływu otoczenia, udanego pożycia seksualnego i samoakceptacji. Większość patologii jest wynikiem niepotrzebnej już walki o przetrwanie, rywalizacji, które wywołują lęk przed przyszłością oraz niszczą więzi międzyludzkie, a także pogarszają ogólny stan zdrowia fizycznego i psychicznego populacji.

Dlatego najważniejszym zadaniem władz powinno być bezpłatne zapewnienie KAŻDEMU (bez wyjątku!) obywatelowi tego, co jest absolutnie niezbędne do życia (np. woda, żywność, jakieś mieszkanko, elektryczność, opieka medyczna, Internet), choćby w limitowanych ilościach i ograniczonym asortymencie. Aby nikt więcej nie czuł lęku przed przyszłością i nie był zmuszony do walki o przeżycie. Wtedy zniknie większość patologii, aż w końcu stanie się możliwa likwidacja więzień, gdyż jedyne przestępstwa będą wynikiem chorób psychicznych. Niektórzy być może się oburzą, że to przypomina socjalizm, myślą bowiem dawnymi schematami – aby coś komuś dać, należało zabrać innym lub zmusić kogoś do pracy. Ale przecież dzięki nauce i technice, praca człowieka staje się prawie zupełnie zbędna, nadzorowane automaty mogą wyprodukować co tylko jest potrzebne, bez zabierania komukolwiek jego zarobków. Urzędnicy, zamiast nudzić się i wymyślać najdziwaczniejsze przepisy czy rozporządzenia, mogą zostać skierowani do nadzorowania maszyn (ale taki urzędnik raczej musiałby być raczej technikiem). Maszyny po prostu niestrudzenie wykonują swoją pracę, ideologie są im obojętne.

Zapewnienie każdemu niezbędnych dóbr to zasada zdroworozsądkowa. Inaczej ludzie, próbując przeżyć bez takiej legalnej możliwości lub idąc na skróty, stworzą swoje własne alternatywne społeczeństwa, rządzące się niezależnymi prawami. Czyli grupy mafijne, które zaczną kraść, zastraszać, przekupywać i zabijać członków władz. To pociągałoby za sobą ograniczanie swobód obywatelskich (i niezadowolenie społeczne), znaczny wzrost nakładów na policję i więzienia. O wiele taniej i skuteczniej jest zapewnić ludziom byt, wtedy grupy przestępcze nie miałyby gdzie werbować członków (ile kosztuje śledztwo, rozprawa i pobyt więźnia, w stosunku do wartości dóbr, które ukradziono?).

Brak konieczności opłacania niezbędnych rachunków przez najbiedniejszych (stanowiących obecnie rosnący odsetek społeczeństwa) zwolni w budżetach domowych pewną sumę pieniędzy, która będzie mogła być wykorzystana na bardziej wyrafinowaną konsumpcję, powodując rozkwit kreatywnych działów gospodarki. Jednak, wraz z postępem automatyzacji, coraz większe rzesze utracą możliwość znalezienia pracy zarobkowej. Jeśli rząd miałby pożytki pochodzące z dzierżawy środków produkcji, oszczędności ze zmniejszenia armii, więzień, policji, z redukcji licznych nonsensownych zadań urzędniczych,  to powinien się z nimi podzielić z obywatelami, jako współwłaścicielami (w paradyzmie rząd pełniłby funkcję nie wybieralnej władzy, lecz pełnomocników obywateli do wyspecjalizowanych zadań). Skoro maszyny zastąpią pracę ludzi, to maszyny powinny utrzymywać ludzi, a podatki być naliczane od maszyn, nie od ludzi. Ci drudzy nie za bardzo chcą utrzymywać innych. Podatki – nie od zysków przedsiębiorstw, bo dobry księgowy i tak wykaże stratę, ale właśnie od produkcji wykonanej przez maszynę.

Rozdawnictwo pieniędzy w postaci rent i zasiłków nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem, gdyż uczy cwaniactwa, lepsze byłoby ustanowienie kilkuletniej Służby Cywilnej (zupełnie przypadkowa zbieżność nazw z Korpusem Służby Cywilnej w administracji państwowej, ale nie chciałem wymyślać na potrzeby Polski nowych określeń), czyli pewnej nowej formy dawnej służby zastępczej, do której trafiały osoby odmawiające pójścia do wojska,  oraz – minimalnego dochodu podstawowego. Za regularną wypłatę, choć mniejszą niż w przypadku komercyjnej umowy o pracę, ludzie mogliby nieco odpracować i nabyć uprawnienia do świadczeń. Jednak powinna być możliwość swobodnego wybrania sobie dowolnego zajęcia, w tym celu państwo mogłoby współpracować z przedsiębiorcami i organizacjami, taki płatny staż. Może się okazać, że ktoś jest utalentowany w jakiejś dziedzinie i po prostu pozostawał niezauważony, może też okazać się kompletnym beztalenciem o zbyt wysokim mniemaniu o własnych możliwościach. W ostateczności pozostaną proste  prace (np. zamiatanie ulic, koszenie trawników, sprzątanie lasów, pilnowanie bram do miasta), byleby ów człowiek nie czuł się niepotrzebny światu (inaczej, pod wpływem izolacji, może oszaleć, podłożyć bombę czy zacząć strzelać do tłumu). Ludzie mieliby prawo odmówienia współpracy, ale wówczas nie otrzymaliby pieniędzy (być może ich nie potrzebują), jednak nadal będzie mieliby dostęp do darmowego wyżywienia, wody, niewielkiego mieszkania.

W pewnym sensie podobny system prac społecznych już dzisiaj istnieje. Rządy państw zdają sobie sprawę z rosnącego bezrobocia spowodowanego m.in. rozwojem techniki, jednym ze sposobów jego zmniejszania jest zatrudnianie coraz większej rzeszy ludzi w urzędach, za podatki pobierane głównie od przedsiębiorców (podatek od osób fizycznych to zaledwie kilka procent budżetu). Jednak z powodu obecnego paradygmatu – wedle którego, gdy ktoś pracuje, powinien przynajmniej stwarzać pozory, że coś robi – urzędnicy próbują się wykazać i uprzykrzają życie innym. Początkowo, produkowany przez państwo asortyment produktów może być ograniczony do niezbędnego minimum, by nie psuć za bardzo rynku i aby każdy, kto chce coś ponad standard, mógł to sobie kupić. Ale wierzę, że w odległej przyszłości technologia rozwinie się na tyle, że nie będzie konieczna praca nawet jednego człowieka. Wtedy też pieniądze… przestaną istnieć, niemal wszystko stanie się dostępne dla każdego i całkowicie za darmo. Będzie można sobie wybrać projekt dowolnej rzeczy lub samemu coś zaprojektować, a należący do wspólnoty gminnej automat to wyprodukuje (lub części do budowy kolejnego automatu produkcyjnego…). Nie ma tu gospodarki centralnie planowanej, jak w komunizmie, pomimo publicznych środków produkcji, nikt z góry nie decyduje, co i w jakiej ilości należy wytworzyć, nikt nie narzuca żadnej ideologii. Przy zastosowaniu materiałów ulegających biodegradacji lub możliwych do recyklingu, zasoby planety będą mogły być przetwarzane w nieskończoność, więc staną się praktycznie nieograniczone. Wtedy pojęcie gospodarki trafi do lamusa.

Nastąpi też likwidacja dziedziczenia. Poza domem rodzinnym, cały majątek po śmierci właściciela trafi z powrotem do wspólnoty. To nie jest odbieranie cudzej własności, gdyż za życia każdy będzie mógł rozporządzać nim podług woli, a po śmierci to już mu chyba wszystko jedno i raczej nie będzie głośno protestować. Jest to niezbędne, by zasoby mogły być dalej przetwarzane ku dobru ogółu społeczeństwa, a nie gromadzone w rękach nielicznych, którzy niczego w życiu nie osiągnęli – poza narodzinami w bogatej rodzinie. Jeśli ktoś ma czegoś za dużo, to automatycznie gdzieś inni muszą mieć zbyt mało. Ten pomysł wzbudza obecnie najwięcej obaw i kontrowersji dotyczących paradyzmu, ale przecież przyszłe pokolenia z zasady będą mieć zapewnione wszelkie dobra, nie będą musiały walczyć o przetrwanie. Dawne gromadzenie majątku i przekazywanie go potomstwu miało właśnie za zadanie powiększyć szansę przetrwania rodu w niesprzyjającym środowisku.

W pierwotnych plemionach nie ma dziedziczenia, nie ma przywiązania do rzeczy, bo w każdej chwili można pójść do lasu i wziąć, co potrzebne. Świat bez pieniędzy i pracy zarobkowej także może funkcjonować, gdyż w naszej historii już istniał podobny system, wtedy jeszcze korzystano z pracy ludzkich niewolników zamiast maszyn (pierwsze pieniądze pojawiły się dopiero w VI wieku p.n.e. w Lidii, a pierwsze cywilizacje to IV i III tysiąclecie p.n.e.). Wydaje się, że kolejny przełom nastąpi w badaniach nad procesami starzenia się, być może już wkrótce średnia długość życia przekroczy 100 lat i w końcu osiągnie kilkaset lat. Tego nie wytrzyma żaden system emerytalny oparty na składkach, stąd konieczność szukania alternatywnych rozwiązań, dokładnie tych samych, co w przypadku bezrobocia technologicznego (mamy ludzi z potrzebami, bez możliwości ich zatrudnienia, oraz wiedzę naukową i możliwości techniczne dla ich zaspokojenia).

Świat bez pracy zarobkowej wcale nie oznacza, że ludzie popadną w krańcowe lenistwo. Z pewnością – nie większe niż obecnie panujące wśród polityków i bankierów. Wynika to wprost z piramidy Maslowa – po zaspokojeniu potrzeb fizjologicznych i bezpieczeństwa, pojawią się potrzeby przynależności, uznania oraz samorealizacji. Więc ludzie powinni mieć nieskrępowany dostęp do uczelni, laboratoriów naukowych, ośrodków sportowych, parków rozrywki, możliwość ekspresji wynalazczej i artystycznej, aby móc w pełni rozwijać własny potencjał. Zagospodarują swój czas, jak będą uważać za stosowne i nastąpi niebywały rozwój cywilizacji, nieporównanie większy niż w gospodarce kapitalistycznej, w której każda czynność musi być nastawiona na zysk dla samego zysku, doskonałość i trwałość produktu ogranicza przyszłą wielkość sprzedaży, a medycyna zarabia więcej na przedłużającym się leczeniu, niż całkowitym wyleczeniu chorego.

Jeżeli człowiek będzie sprawiał wrażenie leniwego, to pewnie będzie właśnie w trakcie medytacji rozwijającej umysł albo okaże się na coś chory i zabraknie mu sił do działania.

Comments

comments

About The Author

http://progg.eu/wp-content/uploads/ap_avatars/a1d7f5916e2e0dbdbcc2c439ca256973.jpg

Autor reprezentuje w Polsce światowe ruchy i partie paradystyczne, rafal.malek@hotmail.com

Related posts

18 Comments

  1. Ber Trand

    Niestety, nie zgadzam sie z koncepcja paradyzmu. Są to idealistyczne mrzonki, uluda tak jak religia, dająca nadzieje która nie trzyma sie faktów. Jezeli maszyny zastąpią ludzi w pracy, zacznie dochodzić do masowych eksterminacji, gdyż ludzie nie mający co robić – ignorancja było by sądzić ze ogół populacji będzie na tyle inteligentny żeby sobie czas intelektualnie uatrakcyjnić – bedą po prostu postrzegani jako całkowicie zbedni. Dlaczego? Dlatego ze jedna z podstaw egzystencji jest użyteczność, dla siebie, dla rodziny czy państwa. Jezeli człowiek nie będzie tego poczucia miał popadnie w marazm, depresję, nałogi lub odwrotnie, hedonizm i szaleństwo. Bedą oczywiście ludzie rozsądni, ale błędem jest uważać to za normę, nawet teraz tak nie jest!
    Po tym jak ‚roboty’ zaczną wręczać nas we wszystkim, nie będzie funkcji dla człowieka poza tym co sam sobie wymyśli. Prokreacja, relaks, ucztowanie, sport, lektura…wakacje 4ever…to jakaś ciężka bzdura. Jezeli do tej pory niepisanym prawem ludzkości jest prawo silniejszego, to logicznym jest ze ‚wlasciciele’ robotow zdominuja świat, a my – cała niepotrzebna, bezuzyteczna reszta – bedziemy podlegać. Już teraz mamy cieżko przez takich monopolistow (Apple, Sony), już teraz jest problem bezrobocia gdyż produkcje wysyła sie offshore do wykonania np. Chińskim ludziom-maszynom, i nikt jakoś nie uważa ze ‚nicnierobienie’ to pożądana konsekwencja. Wizja takiego swiata to istna dystopia, kto przy zdrowym rozsądku w ogóle coś takiego może postulowac.

    Reply
    1. Rafał

      Celna uwaga, przydała się przy pisaniu pierwszego postulatu polskiego programu:
      „W ustroju paradystycznym nie ma ludzi niepotrzebnych i zbędnych, gdyż każdy jest czyimś krewnym lub przyjacielem, a bez widowni artyści, naukowcy i wynalzacy straciliby motywację do działania.
      Wszyscy jedziemy na tym samym wózku, jeśli kogoś próbuje się zepchnąc to zadziała trzecia zasada dynamiki Newtona”.
      Poza tym w paradyzmie jest absolutny zakaz zabijania innych ludzi, wydawania takich poleceń przez władze i wykonywania ich. Jak ktoś okaże się szalonym seryjnym zabójcą, to co najwyżej resztę żywota spędzi w psychiatryku, ale żadnych kar śmierci nie będzie. To na wypadek próby manipulacji opinią publiczną przez władze – dzisiaj często tak jest, że oczernia się jakiegoś człowieka, by potem ku radości gawiedzi można go było ukatrupić na oczach tłumów. Taki los przecież spotkał Jezusa, i paru współczesnych władców, nazywanych w mediach „reżimem” (np. o Kadafim mam zupełnie przeciwne informacje od Libijczyków, niż to było w mediach).

      Reply
      1. Ber Trand

        Dzieki za odzew Rafal. Nadal nie przekonuje mnie ta inicjatywa, jest po prosty zbyt optymistyczna i nie mowi tego stary cynik tylko mloda,aczkolwiek doswiadczona przez zycie osoba. Jezeli paradyzm mialby sie rozwinac w drodze ewolucji, to nas juz pewnie tu nie bedzie zeby doświadczyć tego raju to po pierwsze. Po drugie jezeli ma nie byc przemocy (rewolucja odpada) to znaczy ze wszystkich ma obowiązywać taka sama zasada, ktorej przestrzeganie ma byc nadzorowane przez wybrane organy, i tak to paradyzm jawi mi sie jako inna wersja komunizmu. Niestety wiemy ze to nie dziala, bo czlowiek jest podatny na korupcje.
        Dochodzi kwestia prokreacji i ograniczeń związanych z kontrola urodzen. Zgadzam sie z modelem 2+2 ale kim ja jestem zeby komus to narzucac, z drugiej strony bez wprowadzenia takich limitow przeludnienie nastapi blyskawicznie. Dobre, wygodne zycie sprzyja powiększaniu rodziny…
        Paradyzm jawi mi sie jako odgornie narzucona wizja. Czy dobra, moze i tak, ale juz teraz zyjemy w czasach gdzie ogranicza sie nasza wyobraznie i zastepuje ja gotowymi rozwiązaniami, zasypuje ‚niepotrzebnymi’ produktami ktore maja ulepszać nasze doznania, a innymi slowy spełniać czyjaś wizje tego jak zycie powinno wygladac…Nie krytykuje paradyzmu w zlych emocjach, mam wątpliwości dlatego draze. (:
        Ps. Przepraszam za niewyrafinowany język ale brak opcji ‚edytuj’ powoduje ze utrwala sie taki właśnie surowy przekaz.

  2. planeswalker

    Żyjemy w świecie, którego większość ludzi, włącznie z tymi u władzy i pieniędzy, nie rozumie. Jak funkcjonuje i dlaczego funkcjonuje?

    Tworzy się hipotezy i teorie w ramach ograniczonej ilości zmiennych, podczas gdy istnieją już nauki wyjaśniające funkcjonujące w kulturze zachodu koncepcje, robią to jednak w sposób nie stawiający żadnych barier! Nauki wschodu, bo o nich tu piszę, są kolebką cywilizacji zachodu, która odrzuciła uniwersalizm na rzecz specjalizacji. Odejście od myśli uniwersalnych spowodowało z jednej strony rozwój technologiczny, jednak odbyło się to kosztem rozwoju duchowego, który doprowadził do obecnej sytuacji rodzącej pytania dotyczące przyszłości rozwoju Ziemi. Jeśli utrzymamy trend konfliktowy, sami spowodujemy nasze zniszczenie. Rozbieżności w społeczeństwach pogłębiają się. U podstaw upatruję rozchwiania systemu naturalnego i stworzenie w jego miejsce systemu sztucznego, który jest zbyt ograniczony, by całościowo rozwiązać piętrzące się od pokoleń problemy.

    Nasuwa się jedno rozwiązanie: zrozumieć system naturalny – jego prawdziwą istotę, a ta została rozwikłana przez naukowców/mędrców wschodu. Następnie połączyć rozwiązania zachodnie z rozwiązaniami wschodnimi i ponownie ocenić, czy wyłaniająca się koncepcja jest krokiem do przodu.

    Żeby to było możliwe, trzeba wyłonić, która ze wschodnich koncepcji jest tą właściwą, gdyż jak wiadomo, zwolenników różnych ideologii nie brakuje. Stanie się to możliwe, po przeprowadzeniu analizy różnych dostępnych nauk wschodu i wyselekcjonowanie tych, które okażą się najbardziej obiecujące (łączące się w spójną całość). Wtedy nastąpi czas na próbę zintegrowania nauk półkuli wschodniej (duchowych) z naukami półkuli zachodniej (technologicznych). Tym samym będzie to szansa na powrót do zrównoważonej, współgrającej z Naturą rzeczywistości.

    Czy to ma sens? Czekam na odzew …

    Reply
    1. Ber Trand

      To ma sens, ale zauwaz ze postep technologiczny i nasza zaleznosc od maszyn temu nie sprzyja. Dlatego uwazam ‚paradyzm’ za kompletnie nie trafiony pomysl. Jezeli chcemy uratowac siebie i Ziemie to najprostszym rozwiazaniem jest powrot do korzeni: proste zycie (eko-komunalizm), formy prymitywizmu czy neo-tribalism.
      * nietrafiony (nie da sie cofnac)

      Reply
  3. http://progg.eu/wp-content/uploads/ap_avatars/a87ff679a2f3e71d9181a67b7542122c.jpg
    Joanna Golebiewska

    Dzieki Rafale za interesujacy tekst. Przyznam, ze nigdy wczesniej nie slyszam o tej koncepcji. Z niektorymi jejpunktami sie zgadzam, np. potrzeba minimalnego dochodu podstawowego.
    Jak widze po komentarzach zarowno tu, jak i na FB – wielu ludzi myli prace zarobkowa z praca tworcza. Jesli uwielbiam cos robic, to bede to robic bez wzgledu czy mam juz z czego zyc czy nie… Tu sie zgadzam…


    Mam niestety obawy, ze system przez Ciebie opisany – ma pewne luki:
    (1) na przyklad – czy uwzglednia ograniczonosc zasobow;
    (2) co z ochrona srodowiska, zadne roboty nam go nie zastapia;
    (3) z czego budowane bylyby roboty, z jakich zrodel energii by korzystaly,
    (3) co z wypaczeniami wladzy powodowanymi chciwoscia/ mozliwoscia przejecia kontroli nad robotami;
    (4) kto mialby projektowac czy programowac owe roboty;
    (5) Wspominasz, ze ludzie mogliby w ostatecznosci wykonywac proste prace, ale wlasnie te – bylyby wykonywane przez roboty.
    (6) Nie sadze tez, ze wszystkie prace bedzie mozna kiedykolwiek zastapic robotami…

    Czy moglbys tez cos wiecej napisac na temat funkcjonowania sluzby cywilnej?
    Z gory dziekuje.

    Pozd. Joanna

    Reply
    1. planeswalker

      Czy trafiony czy nie, zależy od stosowanego punktu odniesienia do rzeczywistości.

      Jeśli potrafimy nakreślić spójną wizję tego, po co zostaliśmy stworzeni (przeznaczenia), wówczas możemy funkcjonować w ramach przewidzianych dla nas parametrów. Jeśli uciekamy poza przewidziany dla nas schemat, system w postaci Natury koryguje nasze postępowanie, czy nam się to podoba czy nie (vide globalny kataklizm resetujący ustawienia, a spowodowany naszą głupotą).
      Powrót do korzeni – tak – lecz najpierw zdefiniowanie korzeni. Pozwoli nam to przygotować się do dalszej drogi. Rzeczywistość jest często iluzją, znajomość korzeni, ustalenie punktu odniesienia (skąd i dokąd zmierzamy), a następnie działanie zgodne z przeznaczeniem – imho jedyna znana mi na dzień dzisiejszy droga, którą chcę podążać.

      Reply
    2. Rafał

      Ad. 1) Jest szczególny nacisk położony na wykorzystanie materiałów podlegających biodegradacji i możliwych do recyklingu. Wtedy zasoby mogą być przetwarzane w nieskończoność i nigdy się nie wyczerpią, o ile nie wyczerpie się energia (przy korzystaniu ze źródeł odnawialnych nie wyczerpie się).

      Jedyny problem, przynajmniej na obecnym poziomie techniki, to przeludnienie, które sprawia, iż zasoby są nadmiernie eksploatowane i nie odnawiają się. Na szczęście w Europie jest raczej przyrost ujemny, więc problemu nie ma, nie trzeba wprowadzać ograniczeń urodzeń, gorzej z Indiami i Chinami.
      Taki optymalny dla Ziemi poziom to ok. 5-6 miliardów ludzi, powyżej zaczynają się problemy.

      Ad. 2) J.w., możliwie najmniejsze wykorzystanie prefabrykatów nie podlegających recyklingowi lub biodegradacji.
      Mista powinny w możliwie niewielkim stopniu być uciążliwe dla środowiska, optimum byłyby ogromne zintegrowane konstrukcje, otoczone przez lasy, parki, ogrody i pola uprawne.

      Ad. 3) J.w. Źródła energii w miarę możliwości odnawialne, w ostateczności nuklearne (może reaktory torowe?). Są pewne plotki o urządzeniach „free energy”, ale się zobaczy co z tego wyjdzie.
      Przykładem jest Masdar City, miasto nowej generacji, niezależne energetycznie, w całości korzystające ze źródeł odnawialnych.

      Ad. 3) (wypaczenia) Raczej by nie wystąpiły, gdyż chciwość jest efektem dawnej walki o przetrwanie, a w nowym systemie każdy by miał czego potrzebuje, bo coraz łatwiej wyprodukować, nie byłoby troski o dobra materialne. Poza tym władza nie miałaby prawa nakazać zabicia kogokolwiek, więc nie miałaby możliwości przymusu. Oprócz tego można byłoby wprowadzić ograniczoną demokrację bezpośrednią, tzn. w każdej chwili wyborcy mogliby sami zagłosować (np. terminale w domach, programy) i uchylić lub zmienić decyzję władz.
      Rodzaj władz też jest inny, bardziej przypomina zarząd nieruchomości wspólnej, należącej do kilku współwłaścicieli – nie ma władzy nad współwłaścicielami, tylko administruje nieruchomością.

      Ad. 4) Ci co chcą mogą projektować, choćby dla własnej satysfakcji, dla uznania społecznego, dla zwycięstwa w konkursach urządzanych przez władze. Chętnych nie zabraknie.

      Ad. 5) Ludzie robiliby tylko to, co im sprawia satysfakcję. A resztę maszyny, jeśli nie ma chętnego człowieka. Jednak ludzie lubią robić różne rzeczy, bez troski o zarobek raczej rozwinęłaby się ludzka działalność.

      Ad. 6) Wszystkie prace mogą wykonywać maszyny, to kwestia rozwoju techniki. Wkrótce czeka nas przełom w dziedzinie sztucznej inteligencji. Już dzisiaj w analizie danych naukowych wykorzystuje się komputery, ludzie nie byliby w stanie.
      Tylko te inteligentne maszyny powinny być wyspecjalizowane i z ograniczoną możliwością nauki, aby nie zaczęły samodzielnie decydować o sobie, np. aby samochód zawsze pozostał samochodem, a nie zechciał nagle zmienić zawodu. Bez tego ograniczenia maszyna stałaby się świadomą istotą i nie mogłaby byc dalej niewolnikiem.
      Choć niewątpliwie powstaną takie świadome komputery, zdolne kreować wewnątrz siebie całe światy. Nawet takie nie zagrożą jednak ludziom, bo pomiędzy światem wirtualnym a materialnym nie ma rywalizacji o współne zasoby.

      Służba cywilna to coś podobnego do służby zastępczej dla uchylających się od wojska, wolontariatu, lub płatnych staży czy praktyk. Trwałaby kilka lat (np. 7), po tym czasie nabierałoby się prawa do minimalnego świadczenia gwarantowanego. Jeśli ktoś nie ma zatrudnienia.
      To przynajmniej w początkowym etapie, bo po jakimś czasie praca ludzka stałaby się zbędna. W miarę możlwości (dostępności) każdy mógłby sobie wybrać zajęcie, jakie najbardziej mu odpowiada, nabrać doświadczenia zawodowego itd., bez stresu że nigdzie nie jest potrzebny i nie ma za co żyć. Zapłata byłaby nieco niższa niż minimalne wynagrodzenie za pracę zarobkową.

      Reply
  4. filip

    Krew mnie zalewa. Dlaczego na tej stonie nie można niczego przekopiować?! CZY ISTNIEJE JAKIEŚ RACJONALNE WYTŁUMACZENIE?! NIE MOGĘ NAWET EDYTOWAĆ SWOJEGO KOMENTARZA DO CHOLERY

    Reply
    1. http://progg.eu/wp-content/uploads/ap_avatars/a87ff679a2f3e71d9181a67b7542122c.jpg
      Joanna Golebiewska

      Spokojnie Filipie, na skolatane nerwy proponuje medytacje i kontakt z natura 🙂

      Niestety musielismy wprowadzic prosciutka Captche, bowiem bylismy atakowani przez boty w ilosciach nieogarnialnych… Captcha jest bardzo prosta… zwykle jakies 2 + 2… lub 2*4…

      Jesli chodzi o kopiowanie – prawie wszystkie nasze teksty sa na licencji CC: BY-NC-SA, wystarczy tylko powiedziec…

      Prosze o wybaczenie 🙂 Joanna

      Reply
  5. filip

    napisałem bardzo dlugi komentarz, ale „wpisales zly wynik, wróć i spróbuj ponownie” oczywiście nic się nie zapisało. opadły mi ręce. skrócę do najważniejszego.

    @Ber
    Nie moge w to uwierzyc, ale wlasnie przepisuje komentarz zamiast go przekopiować dlatego, ze sie nie da.

    „zacznie dochodzic do masowych eksterminacji, gdyz ludzie beda postrzegani jako calkowicie zbedni, dlatego ze jedna z podstaw egzystencji jest użyteczność”
    I właśnie dlatego dzisiaj zabijamy osoby umysłowo niesprawne, ludzi starych i niedołężnych i bezrobotnych z wyboru.
    „Jezeli czlowiek nie bedzie tego poczucia mial popadnie w marazm, depresje, nalogi, szalenstwo”
    Właśnie dlatego stale obserwujemy emerytów pocietych w nocnych klubach z heroina we krwi, ktorzy wczesniej usprawiali grupowy seks.
    Depresje, nałogi, hedonizm i szaleństwo panują już dziś i uwaga – w klasie ludzie pracy, którzy najwyraźniej nie poczuwają siebie użytecznymi.

    Reply
  6. Ber Trand

    Filip, nie bardzo rozumiem do czego pijesz. Czy Twoj swiat rozni sie od mojego (oczywiscie mowie tu o tym co nazywamy obiektywna rzeczywistoscia)? Ja widze kiepska opieke zdrowotna, dyskryminacje niepelnosprawnych, nierownosc plciowa i wiele innych form ‚opresji’ spolecznej, z ktora musimy sobie radzic chcac przetrwac. Seniorzy tez nie maja najlepiej, siedza w czterech scianach bojac sie wyjsc na ulice zeby przypadkiem nie napatoczyc sie jakiemus wyszczekanemu smarkaczowi (blokowiska), na wsi ludzie maja chyba jeszcze gorzej – patologia robestwila sie tam jak zaraza. Czy Ty to widzisz? Mysle ze oboje wpadlismy w pulapke skrajnosci, by udowodnic swoja racje. Mimo wszystko, nadal twierdze ze ludzie nie sa gotowi mentalnie na ‚nicnierobienie’ czy jak ktos wczesniej napisal „prace tworcza” (a co to jest w ogole? praca za pieniadze nie moze byc tworcza?) z w/w przeze mnie powodow. Ludzie maja chaos w glowach generalnie, a rutyna ktora zapewnia praca, nie daje im zwariowac potocznie mowiac. Jezeli tego nie widzisz Filipie to mysle ze sam siebie oszukujesz.

    A co do robotow, nikt nie poruszyl kwestii obecnego globalnego niedoboru miejsc pracy, jak rowniez tematow ‚produkcji offshore’, dazenia obecnych kapitalistycznych demokratow do zminimalizowania roli panstwa czy wypierania ludzkiej sily roboczej przez maszyny (czy zawod ‚drukarz’ odejdzie wkrotce do lamusa?). To sie dzieje tu i teraz. To sa problemy do rozwiazywania na biezaco, a nie optymistyczne, natchnione acz za bardzo futurystyczne ‚co by bylo gdyby’…

    Reply
    1. Filip

      Słuchaj, ja w swoim poście nie napisałem NICZEGO o sobie i swoich poglądach, nie ma ŻADNYCH logicznych przesłanek co do tego, żeby twierdzić na jakie problemy zwracam w życiu uwagę a na jakie nie. Są inne, bo krytykują Twój tok rozumowania i wyciągania wniosków? Litości. Odpowiadam na Twoje prognozy dot eksterminacji i Twoich ocen w kategoriach użyteczny/nieużyteczny. Są śmieszne i błędne.

      Reply
      1. Ber Trand

        #filip
        A wiec masz coś do dodania?
        Jak narazie to bardzo sie cudacznie pienisz (np. wytykajac złośliwość rzeczom martwym), a ‚odpieranie’ moich obserwacji dot. zycia trochę koslawo ci wyszło. Cytuje z wcześniejszego komentarza „popadłes w skrajnośc”, wiedziony jakas dziwna potrzeba dodania niekonstruktywnej krytyki. Nie wiem czy o coś takiego chodziło administracji tego bloga kiedy proponowali dyskusje. No ale ja Ciebie to niczego zmuszać nie będę.

  7. Ber Trand

    Częściowo zgadzam sie z tym co piszesz, zwlaszcza w kwestii uduchowienia, ale zaintrygowal mnie motyw ‚przeznaczenia’. Czy uważasz ze nasze życie jest w jakiś sposób zdeterminowane, ze każdy z nas ma do zrealizowania określony, naturalny jak rozumiem, plan?
    Zgodnie z postępem naukowym następuje coraz mniejsza zależność człowieka od symbiozy z natura, powoli nawet biologia coraz mniej nas ogranicza – przedłużona żywotność, manipulacja genami, a nawet mięso spożywcze z probowki. Myśle ze ludzie robią wszystko byle tylko zapomnieć ze są elementem wielkiej układanki, ktorej start to zycie a kres to smierc. Jezeli jest jakies ‚przeznaczenie’ to chyba wlasnie owa smierć innego konceptu jakoś nie mogę sobie sensownie wytłumaczyć…może wyjasnisz? 😉

    Reply
    1. planeswalker

      Właśnie dlatego piszę o wiedzy płynącej z kultur wschodu, gdyż to one genialnie i spójnie opisują element „przeznaczenia”. Skoro my jako ludzie tworzymy różne rzeczy, a one mają swoje przeznaczenie, zwierzęta wykonują różne czynności, z których każda ma przeznaczenie, podobnie rośliny, itd. Pojawia się schemat, świadczący o tym, że pełnimy w Naturze role. Naukowcy na wschodzie odkryli nasze przeznaczenie, jednak ponieważ zachodni pobratymcy w międzyczasie poszli inną drogą, trudno im teraz uwierzyć, po stworzeniu tylu teorii na potrzeby uzasadnienia swojego postępowania, że mogą się mylić w swoim postrzeganiu rzeczywistości.

      Z badań, które poczyniłem, wynika jasno, że wiedza zachodu, zarówno technologiczna jak i duchowa, ma swoje korzenie na wschodzie. Jednak szum informacyjny jest tak wielki, że bardzo trudno jest ludziom dostrzec, że mają swoje przeznaczenie, tak jak słońce i księżyc. Gdyby w końcu to zrozumieli, zastanowili się nad nim, pogodzili się z nim, to mielibyśmy przełom duchowo-naukowo-gospodarczy na skalę dotychczas nieznaną większości społeczeństwa (prócz tych, którzy już o tym wiedzą).

      Reply

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error: Content is protected !!