Nowe artykuły:
„Piękny Wrocław” – czy raczej „oszpecony Wrocław”?

„Piękny Wrocław” – czy raczej „oszpecony Wrocław”?

Artykuł nawiązuje do artykułu:

Artykuł odnosi się do wyników konkursu dla architektów „Piękny Wrocław”. Chodzi o realizacje architektoniczne oddane do użytku w 2014 roku. Przedstawiam kilka luźnych myśli (zgodnie z konwencją działu „między-myśli”), a nie systematyczną ocenę. Odnoszę się przy tym jedynie do kategorii budynki wielorodzinne i użyteczności publicznej (przykłady przedstawione w galerii powyżej).

Przyjrzyjmy się zatem, czy faktycznie mamy do czynienia z „pięknymi” realizacjami architektonicznymi – wzbogacającymi jakkolwiek nasze miasto?

W odniesieniu do omawianych projektów – rzuca się w oczy, iż „choroba modernizmu” ma u nas charakter nieuleczalny; mimo, że już od kilkudziesięciu lat wiemy, że architektura modernistyczna jest:

  • nieekologiczna (marnotrawna energetycznie) – regularne formy geometryczne marnują energię – duża powierzchnia w stosunku do objętości (efekt wzmacniają tanie, nieekologiczne materiały i ściany kurtynowe powodujące najczęściej słabą termoizolacyjność),
  • antyhumanistyczna – nie liczy się z odbiorcami: tworzy anonimowe rozwiązania dla statystycznych ludzi, zgodnie z logiką redukcji kosztów i maksymalizacji zysku inwestora; w istocie wcale nie jest „funkcjonalna” i wygodna (ludzie moją bowiem różnorodne potrzeby),
  • antyśrodowiskowa – operuje uniwersalnymi geometrycznymi schematami, tzn. nie szuka lokalnej specyfiki, ale tworzy zimne, zunifikowane, abstrakcyjne rozwiązania, przez co rujnuje krajobraz i niszczy lokalną tożsamość,
  • antyestetyczna – tych „dzieł” nie można poważnie rozważać w kategoriach estetycznych, bo nie mają indywidualnych cech ponad-utylitarnych –

– mimo tego wszystkiego; i mimo tego, że w żadnym rozwiniętym mieście na świecie nie stawia się już (od dobrych 30 lat!) budynków wprost nawiązujących do  założeń tego nurtu z wczesnej fazy jego rozwoju (lata ’20, i ’30) – u nas wciąż tak przestarzałe (formalnie i strukturalnie), niefunkcjonalne (w szerszym sensie), nieekologiczne i, last but not least, brzydkie realizacje – święcą triumfy, ba! – jak widać – są nagradzane! Trzeba sobie wprost powiedzieć: wyniki omawianego konkursu są kuriozalne!

Z pewnością jest wiele powodów tej kuriozalności, ale bez wątpienia ważnym czynnikiem jest patologia środowiska architektonicznego, które ukształtowało się we Wrocławiu. Niestety, mamy do czynienia z kolejną zamknięta grupą, w tym wypadku absolwentów wrocławskiego Wydziału Architektury PWr, którzy realizują zdecydowaną większość zleceń na terenie Wrocławia (proszę prześledzić autorów nagrodzonych projektów). Innymi słowy, nie mamy do czynienia w naszym mieście – jak w każdej rozwiniętej metropolii – z globalną konkurencją, tzn. otwartymi konkursami o poważnych budżetach, które przyciągają czołowych, światowych architektów (lub bodaj zdolnych pretendentów). Zamiast tego, mamy słabo przygotowane konkursy, o doraźnych wymaganiach, marnych budżetach i niejasnych wymaganiach, które promują zamknięte wrocławskie kółko. Rezultaty tego są, jakie widzimy.

Osobnym problemem są założenia konkursów (zarówno z kręgu zleceniodawców komercyjnych, jak też samorządowych). Nie kładą one nacisku na jakość rozwiązań architektonicznych, na tworzenie miejskich landmarków, ale jedynie na – najprościej rozumianą – funkcjonalność za najniższą cenę. Przy stałym pośpiechu, naciskach na projektantów – nie dziwi w sumie fakt, że nie maja oni czasu na myślenie o twórczych rozwiązaniach, na toczenie dialogu z rozwiązaniami \ trendami światowymi, tylko odwołują się do tego, co im wtłoczono do głowy podczas studiów (czyli standardowe rozwiązania modernistyczne z okresu WuWy, które – co zdumiewa! – są we Wrocławiu wciąż punktem odniesienia dla większości środowiska (wiem o tym z rozmów z nimi)).

W rezultacie tego wszystkiego, widzimy projekty, które nawet jak na standardy architektury w typie modernistycznym (neomodernizm, zielony modernizm) – są porażająco słabe. Wiemy, że architektura modernistyczna to, jak pisał francuski architekt Robert Mallet­Stevens w 1926r : Gładkie powierzchnie, ostre krawędzie, wyraźne krzywizny, połyskliwe materiały, proste kąty, światło i cień, porządek – widać, że w roku 2014 nasi projektanci wciąż traktują te wytyczne dosłownie. Ani jeden z nagrodzonych projektów nie przedstawia niczego, co wykraczałoby poza te zasady (które wszak po tylu latach stały się już banałami!). Nie widzimy żadnej oryginalnej myśli projektowej, żadnej nowej formy, struktury, gry z otoczeniem, funkcji społecznej, dekoracji (przy tym słowie moderniści spluwają…); innymi słowy: zadziwia, że we Wrocławiu nagrody otrzymują realizacje, które nie wnoszą żadnych kreatywnych rozwiązań, prezentują zaś bez wyjątku brak polotu i banalne komercyjne schematy.

Przykładowo, Silver Tower – jest zdecydowanie za wysoki w stosunku do otoczenia; forma jest w wyrazie całkowicie przestarzała (regresywny język architektoniczny), a do tego przypadkowa (brak jakiegokolwiek uzasadnienia); szara, szklano-stalowa fasada jest nudna i brzydka. Funkcji prospołecznej i środowiskowej – brak. Budynek całkowicie nie pasuje do otoczenia, jego surowa, wręcz brutalna forma – całkowicie kłóci się z historyzującą okoliczną zabudową, a szczególnie dworcem głównym, który stanowi tu dominantę. Poraża brak ciekawie zakomponowanej, bogatej zieleni (przeciwnie, aby go wznieść zlikwidowano mnóstwo zieleni!), przyjaznego, dającego oddech otoczenia, ciekawej małej architektury. Reasumując, architekt (Pracownia Maćków) zaproponował kolejną szarą, antyludzką klatkę dla korpo-ludzików. Zamiast dążenia do poprawienia przestrzeni miejskiej w tej części miasta; zamiast zaoferowania realnym ludziom intrygującej („pięknej”) przestrzeni – zaprojektował przypadkowe gmaszysko wyłącznie z myślą o zysku inwestora (i własnym). W istocie, realizację tą trzeba uznać za swoisty skandal architektoniczny! Dla mnie oglądanie jej każdorazowo wywołuje zgrzyt zębów (ból estetyczny).

Osobiście za ten projekt, a także np.budynków przy Krzyckiej, Zatorskiej – poddałbym projektantów publicznemu napiętnowaniu przy pręgierzu 😉 , miast ich nagradzać. Stworzyli oni w zdecydowanej większości przykłady tego, czego dzisiejszy (jako tako szanujący się) architekt nie powinien robić! Ich projekty zamiast tworzenia kolejnego fragmentu „pięknego Wrocławia”, wpisują się w (coraz dłuższą w naszym mieście) kategorię: „oszpecony Wrocław” \ „zniszczona przestrzeń miejska”.

Warto podkreślić jeszcze, że nie ma dzisiaj dobrej architektury bez współpracy architekta z architektem krajobrazu oraz specjalistą od humanizacji przestrzeni publicznych (placemaking) – w pokazanych przykładach nie widać choćby śladu takiej współpracy. To kolejny dowód strasznej prowincjonalności architektury w naszym mieście.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie widać żadnej szansy na zmiany. Skoro tak fatalne projekt zostają nagradzane w Muzeum (świątyni) Architektury i to przez miłośników Wrocławia (TMW) – oznacza to, że nie istnieje u nas szersze rozumienie w ogóle na czym polega dobra architektura; na czym polega organizacja przestrzeni w kontekście potrzeb ludzi, środowiska kulturowego, krajobrazu.. Obawiam się, że jeszcze długo nie zobaczymy budowli naprawdę nadającej się do umieszczenia w kategorii „Piękny Wrocław”.

Zapraszam do dyskusji – poniżej, w komentarzach.

Comments

comments

About The Author

Innowator.

Ukończył studia na Wydziale Filozoficznym KUL; stypendysta u prof. Leszka Kołakowskiego na University of Oxford. Ukończył także studia podyplomowe: Zarządzanie Finansami i Inwestycje Finansowe na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu oraz Public Relations w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu.
Zajmuje się filozofią miasta, architektury (w ramach think-tanku BioCity Project) oraz trendami rozwojowymi w kulturze i cywilizacji, prowadzącymi do zmiany panujących paradygmatów.
Także właściciel innowacyjnej agencji konsultingu terytorialnego: Metamorphosis Innova City. W jej ramach zaprojektował i wdrożył kilkanaście innowacyjnych marek i strategii terytorialnych dla wielu polskich miast, w oparciu o zasady zrównoważonego rozwoju i deliberacji społecznej. Współzarządzający Fundacją Nowej Kultury.

Redaktor portalu progg.eu

Napisz do mnie

Related posts

5 Comments

  1. Monika

    Wiele wymienionych punktów jest mi bliskich i mogę się nawet zgodzić, ale modernizm i szklane fasady dobrze zaprojektowane strat energetycznych nie powodują i są na to dowody w formie badań naukowych. Silver tower mnie też odrzuca, nie jest ani oszczędny, ani racjonalny, ani charakterny… jakikolwiek.

    Reply
  2. glewski

    Niestety pominąłeś „trumny” na pl. Dominikańskim jakie pobudowano całkowicie odcinając Stare Miasto od reszty miasta! Jak miastem włada zakompleksiony koleś z Miksztat a mieszkający w Remiszowie, otaczający się klakierami, karierowiczami, kombinatorami itp. to nie ma się co dziwić, że miasto staje się swoistym dziwolągiem architektonicznym!

    Reply

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error: Content is protected !!