Nowe artykuły:
Polkatolicyzm

Polkatolicyzm

Pogłębiona obserwacja polskiego katolicyzmu pozwala dojść do wniosku, że – od strony funkcji jakie spełnia dla wyznawców – mieści on wiele kręgów i obiegów – autor przedstawia je. Najważniejsze z nich okazują się mieć niewiele wspólnego z katolicyzmem ewangelicznym. To sprawia, że w kraju rzekomo „katolickim” może dochodzić do masowych aktów nienawiści wobec uchodźców oraz faktycznego lekceważenia katolickich reguł postępowania. Czy Polska to na pewno katolicki kraj? 

 

I.

Z adałem sobie dzisiaj pytanie: czy w społeczeństwie powszechnie określanym jako katolickie, jest do pomyślenia, że 60,4% populacji odmawia przyjęcia jakichkolwiek uchodźców, nawet kobiet i dzieci z krajów ogarniętych wojną[1]? Czy w kraju katolickim jest do pomyślenia, że 47% badanych odmawia im człowieczeństwa, problemy z nimi zaś chce rozwiązywać przemocą?![2]

Czy naprawdę w społeczeństwie katolickim dominującymi postawami wobec obcokrajowców, inaczej wierzących, potrzebujących pomocy – jest rasizm, nienawiść, strach, dehumanizacja, agresja? Wszak – pomyślałem – społeczeństwo katolickie kieruje się w tych sprawach 25 rozdz. Ewangelii wg św. Mateusza, gdzie jest mowa o tym, że od przyjęcia obcego, przybysza, uchodźcy zależy życie wieczne katolika. Tym bardziej, że każdy polski katolik doskonale zna też tzw. błogosławieństwa z „Kazania na górze”, a do tego wszak jego mistrz – Jezus Chrystus – zawsze bronił słabych, zepchniętych na margines życia – to rdzeń chrześcijaństwa. A jako, że katolicy są zwykle posłuszni wobec hierarchii kościelnej – na pewno też stosują zalecenia Watykanu wobec uchodźców.[3] Coś tu jest nie tak – pomyślałem..

A może – skoro w tak ważnych sprawach Polacy są jawnie dalecy od wskazań Ewangelii, Watykanu, a nawet polskiego Kościoła, który w międzyczasie także wezwał do przyjmowania uchodźców, choćby w postaci tzw. korytarzy humanitarnych, skoro tak – to może w ogóle Polacy słabo przestrzegają reguły swojej religii? Postanowiłem to zbadać.

II.

Tak się składa, że stosunkowo niedawno (luty 2015) ukazały się badania religijności Polaków, wykonane przez CBOS, który podobne badania prowadzi od 20 lat. Znajdujemy tam naprawdę dające do myślenia dane.

Co do uczestnictwa w praktykach religijnych, badanie pokazuje co prawda, że Polacy chodzą do kościoła coraz rzadziej, jednak spadek jest tu niewielki:

 

Zmieniło się natomiast zasadniczo podejście katolików do przestrzegania prawd wiary, które głosi Kościół. Przeanalizujmy…

Jak widać aż do 52 procent skoczyła liczba osób, które mówią, że wierzą na swój własny sposób (co w praktyce oznacza, że swobodnie mieszają różne wierzenia i elementy popkultury). To naprawdę rewolucyjna zmiana, bo jeszcze w 2005 r. 66 proc. Polaków deklarowało, że jako wierzący stosują się do wskazań Kościoła. Dziś twierdzi tak tylko 39 proc.!

Zaciekawiło mnie to. Czy tak sprawy powinny się mieć w społeczeństwie, o którym od dziesięcioleci „prawdziwi patrioci” mówią, że Polak = Katolik; że „Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską, a Polak Polakiem”?[4]

A może to tylko mit, że Polska to taki ultrakatolicki kraj? Może to wynik potężnej propagandy konserwosów różnej maści i samego Kościoła? Postanowiłem to zbadać głębiej…

W co katolicy wierzą, co mówią badania?

  • 82 proc., deklaruje wiarę w to, że Bóg wysłuchuje modlitw (ale regularnie modli już tylko niecałe 50% katolików).
  • 70 proc. wierzy w Sąd Ostateczny, w cuda i w to, że człowiek ma nieśmiertelną duszę,
  • ale 36 proc. jest przekonanych, że mają ją także zwierzęta (czego Kościół nie głosi),
  • 66 proc. akceptuje (obcą wierze katolickiej) wiarę w przeznaczenie, istnienie dobrego lub złego losu, horoskopy i talizmany,
  • podczas gdy w ultrakatolickie dogmaty, takie jak:
    • zmartwychwstanie zmarłych wierzy – 62 proc.,
    • obciążenie grzechem pierworodnym – 59 proc.,
    • piekło – 56 proc..
    • I, co ciekawe szczególnie, blisko 30% respondentów zadeklarowała wiarę w wędrówkę dusz (ideę całkowicie obcą chrześcijaństwu, od wieków zwalczaną!).

Może zatem chociaż w sprawach fundamentalnych dla każdego chrześcijanina, tj. kwestii zbawienia katolicy mają zgodne z ortodoksją kościelną przekonania? Otóż także nie. W badaniu CBOS z 2015 mamy dane:

  • 61 proc. ankietowanych odpowiada, że zbawieni mogą być wszyscy,
  • 8 proc., że tylko ludzie religijni,
  • 4 proc., że tylko chrześcijanie,
  • 15 proc. w ogóle nie wierzy w zbawienie,
  • 12 proc. ma wątpliwości.
  • Odpowiedzi, że zbawieni mogą być tylko członkowie mojego wyznania – zgodnej z katolicką ortodoksją – nie wybrał nikt! (Oznacza to, że podstawowa dla Kościoła idea, że nie ma zbawienia poza Kościołem katolickim – w obronie której przez wieki toczyły się liczne wojny, palono ludzi na stosach itp. – została przez wiernych odrzucona!).

W podsumowaniu do badań CBOS, Pan Rafał Boguszewski – merytorycznie odpowiedzialny za nie – pisze: „Okazuje się, że odsetek dorosłych Polaków, którzy wierzą we wszystkie omawiane elementy wiary katolickiej (…), wynosi obecnie 35 proc. Jeśli od tej grupy odliczymy tych, którzy wierzą w przynajmniej niektóre elementy wierzeń pozachrześcijańskich, to odsetek ten zmniejszy się do zaledwie 5 proc. Uważanie się za wierzącego, a nawet regularne uczestnictwo w praktykach religijnych nie dość, że często nie oznacza akceptacji wielu podstawowych prawd wiary, to nierzadko wiąże się z uznawaniem przekonań niezgodnych z nauczaniem Kościoła”. Nic dodać, nic ująć.

tendencję prywatyzacji i indywidualizacji wiary potwierdza najnowsze badanie CBOS ze stycznia 2017 r. Znajdujemy tam dość wstrząsające dane. Otóż, aż 69 proc. badanych zgadza się z opinią „to, czym jest dobro i zło, powinno być przede wszystkim wewnętrzną sprawą każdego człowieka”.[5]

Mówi o tym poniższe zestawienie –

Kolejna zmiana, mówiącą wiele o wierze polskich katolików, wynika z poniższego zestawienia –

Najwięcej osób w 2016 roku deklaruje: „Nie czuję potrzeby uzasadniania moralności przez religię, wystarczy mi własne sumienie”. Oznacza to, że w ciągu 7 lat z 32 proc. do 48 wzrósł odsetek badanych, którzy nie chcą opierać swoich codziennych decyzji moralnych na religii – i to jest decydująca postawa wśród katolików! A, dodatkowo, 30% badanych twierdzi: że opiera wprawdzie się na religii, ale można to zrobić i bez niej. To rewolucyjne zmiany w polskiej mentalności. Z pewnością jest to dalekie od tego, czego można by oczekiwać od „katolickiego narodu”.

Z badania wynika, że katolicy nie wiążą moralności z religią, a już zwłaszcza odrzucają – od wieków podstawową dla Kościoła – ideę stałych zasad moralnych, która stanowi rdzeń istnienia Kościoła, bo właśnie ich interpretowanie, wskazywanie co jest bezwzględnie dobre \ złe, słuszne \ niesłuszne, czyli – w ostatecznym rachunku, co jest w każdych okolicznościach grzechem – stanowi o racji istnienia Kościoła. Tymczasem polski katolik wierzy w to, co mu pasuje, wybiera doraźne pouczenia, przestrogi, przykłady: z przekazu rodzinnego, z lekcji religii, z kazań, filmów i mediów, i uciera z tego własną „mądrość życiową”. Ona nie podlega katalogom grzechów, którymi od wieków posługuje się Kościół.

Oceniając ten fakt, nie możemy zapominać, że nie jest to sprawa „wagi lekkiej”. Przeciwnie. Katolik musi przyjmować katolicki światopogląd (zob. Kodeks Prawa Kanonicznego – kan. 750). Odrzucanie, czy negowanie doktryny w jakimkolwiek elemencie, powątpiewanie w jakąś z katolickich „prawd wiary” – czyni go heretykiem (zob. kan. 751). A heretyk nie może być członkiem Kościoła, podlega ekskomunice i zostaje wyłączony ze wspólnoty kościelnej (kan. 1364). Wynika z tego, że hierarchia kościelna po opublikowaniu powyższych badań, powinna wszcząć alarm i rozpocząć masowe procesy ekskomuniki 🙂

 

III.

Spróbujmy teraz podsumować postawy polskich katolików wobec ich kościoła. Zbadamy, jakie ma on dla nich znaczenie?

Widzę tu trzy główne funkcje:

  • „Usługi duchowe” – w zakresie rytuałów przejścia oraz uroczystości społecznych[6]
  • Dostarczanie tożsamości – w coraz bardziej złożonym, niezrozumiałym świecie
  • Dawna, tradycyjna funkcja – konstruowanie światopoglądu, reguł działania – na bazie odniesieni człowieka do sfery sacrum \ boskiej, prowadzących do zbawienia – funkcja soteriologiczna i egzystencjalna.

1. „Usługi duchowe”. Wydaje się, że hierarchia kościelna zdała sobie sprawę, że przegrała batalię o „polska duszę”, dlatego skupia się bardziej na przeżyciach wspólnotowych, tak rodzinnych, jak i społecznych. W tym drugim przypadku – zobaczmy ile jest święceń, modlitw na otwarcie…, obnoszenia „świętych obrazów”, krzyży, różnych form religijnych festynów i manifestacji… Polacy – jak wskazują wyżej omówione badania – odrzucają w znacznym stopniu organizowanie im moralności, za to – jak wskazują te same badania – między 80 a 90 proc. ankietowanych potwierdza swoje przywiązanie do katolickich obrządków. I Kościół z tego korzysta. Jest obecny we wszystkich ważnych chwilach, które przeżywa współczesny polski katolik (i nie tylko zresztą, wielu ludzi indyferentnych religijnie z tego także korzysta): od urodzin, wejścia do kościoła (bierzmowanie), ślubu, po pogrzeb. A także: we wszystkich świętach – Kościół zapewnia świąteczne ceremoniały, te wszystkie wielkanocne święcenia koszyczków, łamanie opłatkiem, rysowanie na drzwiach literek K+M+B,, oglądanie stajenki, szopek, itp. Podobnie w uroczystościach społecznych – odprawia modły, kropi wodą święconą i urządza pochody, czasem pielgrzymki itp. W tym sensie, stał się swoistą firmą eventową, która organizuje imprezy rodzinne i społeczno – patriotyczne, kultywujące „polskie tradycje”. Na tym polega obecnie jego dominująca rola dla większości katolików[7].

2. Dla pewnej grupy katolików pełni, ponadto, także funkcję dostarczyciela tożsamości. Musimy pamiętać, że wielu ludzi nie odnalazło się w nowej rzeczywistości, po transformacji. U nich potrzeba bezpieczeństwa (w każdym sensie) znacznie przeważa nad potrzebą wolności, zmienności, różnorodności. A świat staje się coraz bardziej krzykliwy, natarczywy, ale też: wykluczający. Wiele osób jest mocno rozgoryczona faktem, że zarówno w aspekcie gospodarczym, jak kulturowo – symbolicznym zostali wyrzuceni poza ten świat, czasami obiektywnie, a czasami subiektywnie – czują się z niego wykluczeni. I tu przychodzi Ojciec Rydzyk ze swoją narodową wersją katolicyzmu i (jak najlepszy) marketingowiec zagospodarowuje swój target. Mówi im: obcy przynieśli do naszego nieskalanego kraju plugastwo światowe, które nas niszczy. Tylko twardo stojąc przy kościele i jego patriotycznej misji zachowywania „tego, jak zawsze było” \ „tego, co stworzył bóg”, można pozostać wiernym „polskości”. Ona stanowi nasz dobrze znany świat, a inni (nie-Polacy, nie-katolicy, genderyści, lewacy i wszyscy, którzy nie wyznają „naszych wartości” – można podmieniać…) są winni temu, że „jest tak źle”. W ten sposób kościół (w odmianie Rydzykowej) konstruuje ludziom zastępczą tożsamość narodowo – katolicką (naturalnie z ewangelicznym katolicyzmem ma to niewiele wspólnego!). Mamy tu wykorzystanie najprostszych mechanizmów zamkniętej kultury: podział na my \ oni, swoi \ obcy, białe \ czarne, dobre \ złe. Dlatego jest to szczególnie niebezpieczne, sekciarskie podejście do religii (swoisty rak kulturowy zaszczepiony na żywej potrzebie ludzi: bezpieczeństwa, dobra, sacrum itp.).

3. Istnieje także, co jasne, jakaś część ludzi, dla których liczy się religia jako sfera sacrum, sfera obcowania ze „świętością”, „z czymś wyższym”. To sacrum tworzy cały światopogląd oraz moralność. Jest to tradycyjna rola religii. To podejście zakłada jednak pewną znajomość „prawd wiary”, dogmatów religijnych, a z tym jest w Polsce bardzo źle. Zdecydowana większość katolików zupełnie nie zna podstaw swojej religii. Pewne światło na to rzucają badania prof. J.Baniaka z Poznania[8]. Według nich wielu gimnazjalistów polskich do Trójcy Świętej — podstawowej kategorii religii katolickiej — najczęściej zalicza: Madonnę, Józefa-cieślę i Jana Pawła II[9]. Wielu katolików w ogóle nie zna “dziesięciu przykazań” itp. Jak podkreśla prof. Baniak: „Wielu księży to religijni analfabeci. A ponieważ brakuje im wiedzy, idą na łatwiznę. Zamiast tłumaczyć treść ewangelii, zajmują się polityką”. Ta funkcja jest zatem w Polsce bardzo słabo realizowana. Nie sprzyjają jej zarówno bardzo niewielkie egzystencjalne, soteriologiczne potrzeby Polaków, jak też ambicje i możliwości kleru.

 

IV.

Pomyślałem, że zaczyna mi się z tego splotu problemów, jaki stanowi stosunek polskich katolików do ich Kościoła wyłaniać jakaś myśl –

Co najważniejsze, musimy sobie uświadomić, że mamy kilka podejść w traktowaniu funkcji kościoła… Przy czym, najczęściej nie chodzi o tą, którą tradycyjnie wiążemy z religią, tj. funkcję obcowania z sacrum. Rola kościoła dzisiaj to, przede wszystkim, organizowanie obrzędów dotykających tylko sfery religijnej (folklor katolicki), ale także – tradycyjnego, polskiego patriotyzmu (martyrologia, bohaterowie, wykluczenie obcych). Dla wielu owa funkcja tworzenia trochę religijnej, a trochę patriotycznej opowieści, a właściwie pewnego zamkniętego „świata” przeżywania (funkcja patriotyczno – tożsamościowa) – jest równie ważna.

Natomiast, funkcja tradycyjnie religijna, stanowiąca o istocie chrześcijaństwa katolickiego – organizowanie życia jako naśladownictwa nauczania i czynów Jezusa Chrystusa, na bazie miłości z bliźnimi (w tym – co podkreśla Ewangelia: z obcymi, wrogami) to – statystycznie pomijalny – margines polskiego katolicyzmu! Inna rzecz, że Polak niezwykle rzadko ma głębsze potrzeby zrozumienia swojej egzystencji, odniesienia jej do czegoś, co go „transcenduje”. Zwykle zadowala się namacalnymi namiastkami „boskości”, które mają jak najbardziej konkretne, doraźne znaczenie.

Staje się jasne – dlaczego tylu polskich katolików zupełnie nie idzie na wskazaniami ich religii i ich kościoła w zakresie stosunku do uchodźców (bliźnich). Oni nie przestrzegają najczęściej żadnego trwałego katalogu wartości i reguł działania (moralność), a tym bardziej, płynących ze strony Kościoła. Zachowują się zgodnie z doraźnie najsilniejszym przekazem, emocjami… Akurat wyjątkowo cyniczna grupa polityczna (PiS), zbudowała propagandową opowieść o zagrożeniu ze strony „islamistów” – i oni po prostu ją od nich „kupili”, z braku lepszej (atawizm: obcy to problemy!). Większość zresztą nie ma żadnych możliwości intelektualnych, aby samodzielnie uodpornić się na tą nienawistną propagandę konserwosów, polska szkoła bowiem zupełnie ich do tego nie przygotowuje (ale to temat na osobny artykuł).

Osobną sprawą byłoby rozważenie jak polski Kościół katolicki odpowiada na te potrzeby ich wiernych? Jakie prezentuje postawy? Jakie jest zaangażowanie hierarchów w bieżące sprawy, politykę? Naturalnie, te wszystkie tematy przekraczają ramy tego artykułu. Możemy chyba jednak bez ryzyka błędu stwierdzić, że Kościół w pełni dostosował się – jak każda dobra organizacja marketingowa – do oczekiwań jego targetów. Dla każdego typu potrzeb – przewidział właściwe kręgi działania: jest oferta „rydzykowa”, „łagiewnicka”, jest krąg szkolny, akademicki, branżowy (wojsko, szpitale) i oddziaływania na bieżącą politykę. Dla każdego – coś miłego. Przede wszystkim jednak dba o „obsługę eventową” wszelkich możliwych wydarzeń (naturalnie, nie za darmo 😉 ). Natomiast trudno mi dostrzec działania, które sam nazywa – ewangelizacyjnymi (zgodne z oficjalnie głoszoną misją), tj. mające na celu kształtowanie wiernych w perspektywie fides et ratio; katolików, którzy są w stanie naśladować Chrystusa na co dzień, i przez to: doskonalić samych siebie, pogłębiać swoje związki z innymi ludźmi (bliższymi i dalszymi bliźnimi), w kochającej się i szanującej wspólnocie. I umieją, samodzielnie, omijać rafy nienawiści, cynizmu, nadużywania swojej wiary dla bieżących korzyści i spraw (np. politycznych).

Możemy zatem (ze smutkiem) powiedzieć: Polska to nie jest katolicki kraj! (w sensie katolicyzmu ewangelicznego).

[1] Na zlecenie „Rzeczpospolitej” IBRIS zapytał Polaków: „czy jesteś za przyjęciem przez Polskę uchodźców w ramach systemu relokacji Unii Europejskiej?” Aż 60,4 proc. odpowiedziała: „nie”, a 36,6 proc. badanych – „tak”.

[2] Centrum Badań Nad Uprzedzeniami w ramach projektu „Postawy Polaków względem uchodźców i kryzysu migracyjnego”. Wstępne wyniki mówią, że aż 47 proc. Polaków dehumanizuje uchodźców, a najchętniej popieranymi sposobami rozwiązania kryzysu migracyjnego są rozwiązania przemocowe.

[3] A do tego dobitnie sprawę przedstawia Watykan w dokumencie „Przyjęcie Chrystusa w uchodźcach i przymusowo przesiedlonych” Papieskiej Rady ds Duszpasterstwa Migrantów i Podróżujących z 2013 roku.

[4] Zob. pochodzenie tego hasła

[5] Zob. raport

[6] Korzystam w tym aspekcie z inspiracji z artykułu: Joanna Radzikowska, Czy Polska to nadal katolicki kraj? Polityka, 16.04.2017

[7] Warto by podjąć temat lokalnych nacisków na uczestnictwo w wielu rytuałach, ale to temat na osobny artykuł.

[8] Zob. więcej – w wywiadzie

[9] za: M.Horoszewicz, O tematach religijnych z dystansu, [w]:Res Humana nr 2/111/2011, s. 26

Comments

comments

About The Author

Innowator.

Ukończył studia na Wydziale Filozoficznym KUL; stypendysta u prof. Leszka Kołakowskiego na University of Oxford. Ukończył także studia podyplomowe: Zarządzanie Finansami i Inwestycje Finansowe na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu oraz Public Relations w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu.
Zajmuje się filozofią miasta, architektury (w ramach think-tanku BioCity Project) oraz trendami rozwojowymi w kulturze i cywilizacji, prowadzącymi do zmiany panujących paradygmatów.
Także właściciel innowacyjnej agencji konsultingu terytorialnego: Metamorphosis Innova City. W jej ramach zaprojektował i wdrożył kilkanaście innowacyjnych marek i strategii terytorialnych dla wielu polskich miast, w oparciu o zasady zrównoważonego rozwoju i deliberacji społecznej. Współzarządzający Fundacją Nowej Kultury.

Redaktor portalu progg.eu

Napisz do mnie

Related posts

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error: Content is protected !!