Nowe artykuły:
Pusty kosz na śmieci

Pusty kosz na śmieci

Czym są śmieci? Wstydliwym odpadkiem chowanym ukradkiem pod zlewozmywak? Tematem kłótni rodzinnych, kto miał wyrzucić w tym tygodniu, a kto tego nie zrobił? Obszarem naszego życia, o którym zapominamy zaraz po zamknięciu wieka kontenera czy zsypu, a co się dzieje później – to przecież nie nasza sprawa?  A może oczyszczamy swoje sumienie – segregując, przykładnie oddzielając plastik, od szkła i papieru?  Artykuł zadaje pytanie, czy można podejść do tematu nieco dojrzalej i bardziej odpowiedzialnie. Czy można pójść krok dalej niż segregacja? Gdzie tak naprawdę zaczyna się życie śmiecia? 

Wrocław z trudem adoptuje się do nowej rzeczywistości śmieciowej. Rzeczywistości segregującej. U mnie w bloku kontenery na papier i plastik pojawiły się dopiero w kwietniu 2014.  Śmieci, które tam lądują mają często niewiele wspólnego z papierem czy z plastikiem.  Tymczasem skład odpadów w kontenerach na śmieci zmieszane – niewiele się zmienił – dalej można w nich odnaleźć absolutnie wszystko. Mam wrażenie, że próby segregowania podejmuje do 20% mieszkańców mojego bloku. Co ważne -system nie jest przygotowany nawet i na tak niski odsetek, bo wspomniane powyżej kontenery są stale przepełnione. 

Można snuć wiele domysłów skąd ten stan. Oczywiście brak edukacji, chociażby jakiejś kampanii społecznej wyświetlanej w TV po wiadomościach, brak zinternalizowania potrzeby segregacji czy w ogóle dbania o środowisko wśród społeczeństwa, naturalna postawa przekory w narodzie wobec czegoś narzuconego z góry, wiecznie żywe mity miejskie pt. „oni to i tak to wszystko wrzucają na jedną hałdę”, etc.

Chciałoby się powiedzieć, że długa droga przed nami; wiele lat upłynie zanim dobijemy do takich chociażby Szwajcarów.

Ale prawdą też jest, że wiele bogatych krajów przetwarzających 80-90% śmieci, nadal wytwarza zatrważające ich ilości, które stale rosną, jakby sam przemysł około-śmieciowy nakręcał potrzebę coraz większego śmiecenia.

Czerpiąc z mądrości matki natury widzimy, że w dobrze funkcjonującym systemie, odpady po prostu nie istnieją. W lesie nie potrzeba kontenerów na segregację, firm odbierających poszczególne typy śmieci, zakładów zajmujących się recyklingiem czy utylizacją śmieci. Biosystemy działają bezodpadowo. Może wiec zamiast koncentrować się na tym, co zrobić ze śmieciami, warto przenieść środek ciężkości naszej uwagi na to, jak ich nie wytwarzać. Wokół tej myśli narodził się Ruch ‚Zero-Waste’.

Ruch Zero-Waste – operuje na kilku poziomach: państw, miast – tu niestety nazbyt często  maksymalny poziom recyklingu jest błędnie utożsamiony z brakiem odpadów. Bardziej osobistym wymiarem – jest poziom gospodarstwa domowego. W internecie można znaleźć kilka ciekawych blogów, a nawet książek, na ten temat pokazujących proste rozwiązania dla każdego na drodze ku (prawie) całkowitemu zaprzestaniu produkcji śmieci.

Ideą przewodnią Zero Waste jest Reduce, Reuse, Recycle w tej kolejności (redukuj, używaj ponownie, przetwarzaj). Ostatnio proponuje się nawet bardziej rozbudowaną wersję: Refuse (odmawiaj) , Reduce, Reuse, Recycle, Rot (kompostuj), by podkreślić rolę mądrych wyborów przed podjęciem decyzji o samym zakupie, a także podkreślenie wagi kompostowania. Słowem – „odmawiaj kupowania produktów, które generują śmieci. Jeśli nie jest to do końca możliwe, staraj się maksymalnie zredukować ich użycie. Jeśli już musisz używasz produktów generujących śmieci, spróbuj wykorzystać je powtórnie czy choćby do innych celów. Jeśli ponowne użycie nie jest możliwe, stosuj recykling. Wszystkie śmieci organiczne kompostuj”…

Ze śmieci jak z fusów, można niejedno wyczytać o życiu śmiecących. Śmieci to główna księga, którą wertują archeolodzy badając historie niepiśmiennych osad sprzed kilku tysięcy lat.

Co widzimy patrząc na nasze śmieci? Co ja widzę, gdy spoglądam na moje odpadki? I czy mogę z tym coś zrobić? Takie pytania, to punkt wyjścia dla konkretnych działań. 

Plastikowe butelki po wodzie. Papierowe gazety. Opakowania po lekach. Plastikowe torebki na zakupy. Nie chodzi o zadanie sobie zbyt ogólnych pytań typu ‚jak nie śmiecić?’, ale o szczegółową analizę naszych koszów na śmieci: ‚Jak mogłabym nie produkować tego konkretnego rodzaju śmieci?’ 

Zacznijmy od początku: „Skąd się biorą śmieci”?

Niby banał, ale jest to pytanie podstawowe, kluczowe, na które powinniśmy sobie odpowiadać codziennie, by jakakolwiek próba walki z zanieczyszczeniem Ziemi miała sens. Odpowiedzi trzeba szukać u źródeł, nie u ujścia.

 

(1) Śmieci powstałe w procesie produkcyjnym . Nie mowie tu tylko o fabrykach, zużywających ogromne ilości energii i produkujących odpady. Ale też o samych produktach, które opuszczają linie produkcyjne. Spójrzmy na typowy krem do twarzy. Szklany pojemnik z metalowa zakrętką w papierowym kartoniku opakowanym w przezroczysty plastik. Zanim jeszcze zaczniemy go używać, wyprodukujemy śmieci – plastik i papier. Po zużyciu kremu – dodatkowo jeszcze śmieciem staje się pojemnik wraz z zakrętką.

Ruch Zero-Waste – próbuje oddziaływać na przedsiębiorców, zachęcając ich do takiej produkcji, która wyeliminowałaby odpady. Ten sam słoiczek kremu, bez warstw zewnętrznych, z systemem zwrotu opakowań w sklepie lub możliwością ponownego napełniania go kremem, byłby zupełnie innym produktem.

Nie zawsze jednak argument ekologiczny czy ekonomiczny (mniej odpadów w procesie produkcji to mniejsze koszty) trafia do producentów.  Działacze zero-waste próbują też oddziaływać na władze i systemy prawne państw. A gdyby tak producent ponosił koszty zewnętrze (externalities), np. musiał opłacać odbiór i przetwarzanie odpadków czy opakowań po własnych produktach… Wtedy na pewno inaczej tworzyłby swoje produkty, ba – w niektórych przypadkach nie brałby nawet pewnego rodzaju produkcji pod uwagę (np. pomyślmy o kosztach setek tysięcy lat składowania odpadów z elektrowni atomowych).

(2) Śmieci powstałe w transporcie i podczas dystrybucji. Produkty są często dodatkowo opakowywane na czas transportu, a w samych sklepach ładnie zapakowywane ‘na prezent’ . Często po prostu brakuje możliwości kupowania produktów niekonfekcjonowanych, luzem.

Zero-Waste – namawia do maksymalnego skrócenia drogi producent – kupujący. Do kupowania, produktów przede wszystkim lokalnych, np. na targach bezpośrednio od rolników. Ostatnio pojawiły się w niektórych krajach sklepy, w których można kupować żywność i produkty do higieny luzem. Przychodzi się tam z własnymi butelkami, słoikami, torebkami. Przykładem takich sklepów jest sieć Effecorta we Włoszech, czy Granel w Katalonii. Niektóre sklepy odbierają opakowania ze zużytych produktów. W Polsce niestety najczęściej dotyczy to tylko butelek po piwie, w wybranych sklepach i to często za okazaniem dowodu zakupu.

(3) Śmieci wynikające z zaniku kultury naprawy. Dominujący model biznesu wspierany przez reklamę (modnie jest mieć nowa komórkę co rok, co pół roku); celowe postarzanie produktów, tak, by psuły się w momencie zakończenia gwarancji (tzw. built-in obsolescence) oraz taka polityka cenowa, że w porównaniu do ceny nowego produktu, naprawa się po prostu nie opłaca – praktycznie zabiły przemysł usług naprawczych, zwłaszcza pogwarancyjnych. Gdyby udało się odwrócić ten trend, poprzez regulacje prawne (np. obciążając producentów kosztami składowania), wspierając poprzez system zachęt otwieranie punktów naprawy, promując wśród konsumentów modę na naprawianie, uniknęlibyśmy wielu dzisiejszych problemów ekologicznych.

(4) Śmieci związane z nawykami samych konsumentów. Tylko niewielu z nas planuje zakupy, nosi własne torby do sklepu, kupuje produkty sprzedawane luzem czy podejmuje jakikolwiek wysiłek znalezienia alternatywnych opcji. A przecież można by kupować nieco inaczej. Poza własną torbą zakupową, brać ze sobą także małe woreczki na warzywa i owoce  (chociażby takie używane do prania bielizny) czy pojemniki na produkty kupowane zza lady (ach, stara dobra menażka!) jak ser czy garmażerka. Istnieją też możliwości kupowania mydła i innych kosmetyków bez opakowań  (np. niektóre kosmetyki  robione ręcznie). Podczas zakupów bezpośrednio od rolników czy małych lokalnych producentów, często można po prostu oddać im słoiki i butelki po ich produktach.

Patrzę krytycznie na swoje śmieci: czy mogłabym inaczej sprzątać mieszkanie? Robić zakupy? Pić inną wodę? Inaczej czytać gazety? Przypuszczam, że tak. Taka zmiana nie przyjdzie mi łatwo, mam w końcu swoje przyzwyczajenia. Ale podobno każde nowe zachowanie powtórzone kilkukrotnie staje się nawykiem. Życie śmieci zaczyna się w mojej głowie, od moich świadomych wyborów lub ich braku. Tylko tam więc można też się z nimi uporać – poprzez zmianę mentalności…

 

 

 

Comments

comments

About The Author

http://progg.eu/wp-content/uploads/ap_avatars/da48d50ba473504c5ef63204481a87be.jpg

Joanna Gołębiewska – proggtywistka społeczna głęboko zainteresowana sprawami zrównoważonego rozwoju, demokratycznej edukacji oraz harmonijnego, ekologicznego życia rozwijającego ludzki potencjał. Redaktorka magazynu „Progg Mag” oraz portalu progg.eu. Ukończyła studia na warszawskiej Szkole Głównej Handlowej, część swojej edukacji odbywając również w Bratysławie i Bergen, obecnie mieszka,
pracuje i działa we Wrocławiu. W wolnym czasie poświęca się nauce języków, książkom, podróżom szczególnie w góry, czasem nawet na rowerze.
Napisz do mnie

Related posts

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error: Content is protected !!