Nowe artykuły:
Zacznijmy zmiany od nowego myślenia…

Zacznijmy zmiany od nowego myślenia…

Inicjalny namysł nad podstawą naszych problemów. Okazuje się, że aby odsłonić ich źródło musimy odsłonić nasz sposób myślenia. Trzeba rozważyć zasady myślenia ilościowego i brak myślenia jakościowego.

N ie ma już chyba wątpliwości: nasz system nie działa! I nie mam tu na myśli tylko głośnego ostatnio tematu związanego z giga-przekrętami rynków finansowych, wielkich banków i organizacji typu Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy. Ich patologia jest skutkiem, nie przyczyną..

A co jest przyczyną?

Przyczyna leży na poziomie rudymentarnym;  zależy od tego, od czego zależą wszystkie wymiary naszego życia, a nawet istnienie świata (co najmniej w kształcie, który znamy). Przyczyną tą jest ludzki sposób MYŚLENIA.

Można (trzeba) by napisać na ten temat opasłą księgę, aby wyświetlić wszystkie problemy; moim zamiarem jest jednak zaledwie rzucenie światła tylko na jeden z aspektów naszego sposobu myślenia: jeden, ale za to o najpoważniejszych konsekwencjach; decydujący o sporej części naszych problemów. Co mam na myśli.

Gigantyczna ilość problemów powstaje w naszym świecie, ponieważ regularnie myślenie jakościowe zastępujemy redukcyjnym myśleniem ilościowym.

Przyjrzyjmy się sprawie bliżej.

1. Na moim osiedlu jakiś czas temu wykonano przebudowy dróg. Architekt zaprojektował drogi, chodniki, nawet ścieżkę rowerową, elementy zieleni. Wszystko zgodnie z obowiązującą sztuką budowlaną. Zamiast radości z nowych dróg – na osiedlu szerzą się konflikty i awantury. Dlaczego? A dlatego, że nie uwzględniono faktu, że ludzie mają samochody, ostatnio więcej, niż jeden; muszą gdzieś trzymać te samochody, a ponieważ nie zaprojektowano parkingów, ani nawet zatok przy domach – ci ostatni „oblepiają” chodniki, drogi, trawniki swoimi samochodami, piesi zaś – jak dawniej – muszą się przeciskać między samochodami. Co powoduje stały stan frustracji. Widzimy więc, że teoretycznie rozwiązano problem: „brak drogi”, wybudowano nowe – postęp się dokonał, ale rozwiązanie jest połowiczne – dotyczy najbardziej bazowego poziomu:przejezdności; ale takie rozwiązania nie mogą nas dzisiaj satysfakcjonować. Aby naprawdę rozwiązać problem trzeba by wniknąć w jakościowe uwarunkowania, tzn. wziąć pod uwagę cechy realnych, faktycznych stanów rzeczy oraz jakie ludzie faktycznie mają potrzeby (i oczekiwania) z nimi związane. Można to wszystko sprowadzić do tzw. wartości użytkowej, czyli w konsekwencji do społecznego aspektu użyteczności zadania (produktu): „budowa drogi”. Innymi słowy, trzeba by budować drogę z pełną wiedzą o tym: na co pozwala teren, jaki jest układ potrzeb: jadących samochodami, mieszkańców, pieszych (starców, dzieci, chodzących do pobliskiej szkoły, itp.), jakie są wymogi środowiska itp. Tymczasem inżynier potraktował wszystkie te problemy ilościowo: w ogóle nie przeprowadzał żadnej analizy, która pozwoliłaby mu zrozumieć społeczną użyteczność projektu, tylko założył statystyczne uwarunkowania i zaprojektował dla nich standardowe rozwiązania. I to ilustruje nasz problem: dominujące systemy myślowe, w tym wypadku zasady budownictwa drogowego, opierają się na ilościowym podejściu do „zrozumienia” kontekstu, w którym się działa, czyli, w tym wypadku, buduje drogi: szacuje się skąd, dokąd ma być wybudowana droga, ile będzie skrzyżowań, jakie jest natężenie ruchu w danym obszarze, ile trzeba zbudować podjazdów, zakrętów itp. Ale budowlańcy w ogóle nie biorą pod uwagę społecznego kontekstu budowania dróg; lub inaczej: zakładają standardowe, ilościowe szacunki potrzeb. To właśnie sprawiło, że na moim osiedlu nie wzięto pod uwagę, że nie wystarczy wybudować jezdnie, ale że musi być miejsce na coraz więcej samochodów (a jest na to sporo miejsca), chodniki muszą być szersze, aby można było przejść obok nich bez przeciskania się; że w wielu miejscach powinny być barierki, bo tymi chodnikami chodzą dzieci do szkoły, że muszą być ścieżki rowerowe połączone w sensowny system, a do tego dostosowane do jazdy na rolkach, bo coraz więcej ludzi uprawia tą aktywność itp. Można powiedzieć, że budowanie drogi jest nie tylko zadaniem technicznym, ale jeszcze bardziej – społecznym: nowa droga wraz z całą infrastrukturą określa typ relacji między ludźmi. Jeżeli bierze pod uwagę realne uwarunkowania (fakty) i potrzeby (oceny tych faktów) i jest dobrze wykonana – znacznie wzmacnia podstawę budowania pozytywnych relacji międzyludzkich; a gdy źle – powoduje napięcia i konflikty (co ma miejsce na moim osiedlu).

Inny przykład.

2. Jak wiemy nasz kraj ma coraz większe problemy z deficytem energii. W związku z tym podjęto decyzję o budowie elektrowni atomowych. Co o tym zdecydowało? Czy wzięto pod uwagę jakościowe aspekty problemu: czy ludzie naprawdę chcą takiego rozwiązania? Czy wystarczy paliwa do tej elektrowni, np. za 30 lat (uran, pluton wyczerpują się)? Jaki jest wpływ na środowisko składowania wykorzystanych prętów paliwowych (czas ich rozkładu do 100 tys. lat!)? Innymi słowy, czy wzięto pod uwagę cały kontekst społeczny takiego zadania; czy dążono do zrozumienia wszystkich kluczowych uwarunkowań? Nie! Wzięto pod uwagę tylko najprostsze, standardowe rozumowanie: jak rozwiązać problem narastającego deficytu energii (brak ilości) – nową ilością energii (doładowanie systemu energetycznego), po możliwie najniższych kosztach. Zrozumienie prawdziwego systemu uwarunkowań (jakościowych) pominięto. A stało się tak dlatego, że modeli myślenia o naszym świecie dostarcza dzisiaj prawie wyłącznie ekonomia; a jej panujący paradygmat (ilościowy) mówi: nie bierzemy pod uwagę tego, czy coś jest zdrowe, piękne, dobre, czyste (tzw. wartości „nieekonomiczne”!) – bierzemy pod uwagę tylko jak rozwiązać problem po najmniejszej linii oporu, patrząc nade wszystko czy to się opłaca. Całe bogactwo świata; wszystkie nieskończone cechy, uwarunkowania (funkcjonalne i ponadfunkcjonalne), relacje między rzeczami / procesami sprowadzamy tylko do jednego: ceny. Elektrownia atomowa za 20 mld jest równa ropie za 20 mld, a to jest równe kurczakom za 20 mld! Innymi słowy, to, czy ludzie będą chorowali wokół tej elektrowni; czy będą mieli komfort psychologiczny; czy będziemy produkowali energię z surowców odnawialnych, czy nieodnawialnych; czy wypalone paliwo przez 100 tys. lat przyniesie szkody o niewyobrażalnych skutkach, czy nie – wszystko to jest bez znaczenia dla myślenia ilościowego! Panujący paradygmat myślenia ekonomicznego nie ma po prostu struktur myślowych, aby móc to uwzględnić! Jak durny komputer, który napotyka nieznaną zmienną: w takich okolicznościach włącza komunikat: „dane nieekonomiczne”!, „dane nieekonomiczne”! A dane „nieekonomiczne” w tym świecie znaczą: absurdalne, szkodliwe.

3. I krótko trzeci przykład, nawiązujący do poprzedniego. Nasz kraj ma wzrost dochodu narodowego brutto w granicach 4%. Ale spytajcie ekonomistę: czy to dobrze, czy źle? Zgłupieje! Wszak każdy wzrost w tym paradygmacie jest dobry, niezależnie od tego, co w rzeczywistości wzrosło i kto na tym skorzystał. To, że osiągnęliśmy to dzięki patologicznej pracy poprzez patologiczne wykorzystanie surowców, a zyski rozdzielono w patologicznym systemie redystrybucji – to są problemy „nieekonomiczne” – tego nie pisze się w rejestr.

Jakie z tego wnioski? Podstawą tego jak działa System, czyli całość uwarunkowań wewnątrz społeczeństwa, są paradygmaty myślowe, na podstawie których myśli większość ludzi. W naszym systemie dominuje „rozumienie” zjawisk społecznych, które wynikają z ilościowej analizy wszystkich nieomal aspektów istnienia ludzi i społeczeństwa. Oznacza to, że zarówno realne własności (struktury) rzeczy (faktów), jak też własności (cechy) ludzi sprowadza się do standardowego modelu tych rzeczy, jak też standardowych kategorii typów ludzi. Cała wiedzę o świecie uzyskuje się poprzez analizę ilościową (badania ilościowe, analizy statystyczne itp.). Zgodnie z nią pomija się typy, klasy, kategorie, własności kategorii, relacje czy inne formy istnienia rzeczy, które nie dadzą się zawrzeć w formie policzalnej, ale wymagają rozumienia (interpretacji). Dzięki temu powstaje całkowicie nieprawdziwy, skrajnie redukcjonistyczny obraz / model rzeczywistości, w której żyjemy. Model ten, w najlepszym razie, jest podstawą do działania zgodnie z wewnętrzną spójnością przyjętych (ilościowych) zasad i norm, a dalej, sprowadzania wszystkich jakości życia (dobro, piękno, moralność, itp.) do wartości wyłącznie ekonomicznych (przeliczalnych na pieniądze).  Redukcjonizm polega tu na tym, że rzeczy, które nie dają się wyrazić liczbowo w pieniądzu – albo się eliminuje albo uznaje za nie mające żadnej wartości. Często jednak model ten jest podstawą daleko posuniętego manipulowania rzeczywistością i ludźmi – wtedy jedynym kryterium działania staje się przekształcenie wszystkiego w wartość finansową i wyduszeniu z tego maksimum zysku, nie bacząc na jakiekolwiek inne uwarunkowania (np. dobro ludzi, wymogi środowiska naturalnego itp.).

Można powiedzieć także, że system myślenia ilościowego i represjonowania czynników jakościowych sprawia, że – koniec końców – nie liczy się konkretny człowiek i jego konkretny dobrostan (dobroces), ale działanie albo w ogóle bez brania pod uwagę dobra ludzi, albo branie pod uwagę człowieka jako reprezentanta, takiej czy innej, standardowej grupy. Jakkolwiek głupio to wygląda – w naszym (rzekomo ludzkim) świecie sami dla siebie przewidzieliśmy rolę „dodatkowego czynnika”. Widzimy coraz częściej, że ignorowanie jakościowych wymiarów istnienia rzeczy i ludzi prowadzi do zagubienia rozumienia naszego sensu jako istot ludzkich (ilościowe myślenie nie jest w stanie go wychwycić). Straciliśmy także podstawę do rozumienia prawdziwej wartości nas samych dla siebie (wartość człowieka dla człowieka). Dlatego coraz powszechniej widzimy, że „zatrzaśnięto” nas w nieludzkim świecie, w którym jesteśmy tylko obrabianymi przez procedury jednostkami statystycznym: u lekarza jesteśmy: jednostkami chorobowymi, w sklepach: numerkami w kolejce, w sądach: sprawami na wokandzie, w kościołach: „wiernymi” („communicantes”, „dominicantes”), w urzędach: petentami, sprawami do załatwienia itp. Nasze człowieczeństwo z krwi i kości w tym kontekście nic nie znaczy!

Na tym tle widać co trzeba zmienić w naszym systemie (cywilizacji). Generalne, zmiany trzeba rozpocząć od dążenia do wbudowania w główny nurt naszego systemu (prawo, instytucje, organizacje, media) nowego paradygmatu myślenia, który opiera się na nastawieniu na rozumienie realnego (= holistycznego, a nie tylko statystycznego, modelowego) stanu rzeczy (jakkolwiek jest to znacznie trudniejsze od myślenia ilościowego). A potem, w każdej sprawie w której podejmuje się działanie, trzeba brać pod uwagę ludzi, i ich istotowe, jakościowe uwarunkowania życiowe oraz dobro wspólne. 

 

Comments

comments

About The Author

Innowator. Ukończył studia na Wydziale Filozoficznym KUL; stypendysta u prof. Leszka Kołakowskiego na University of Oxford. Ukończył także studia podyplomowe: Zarządzanie Finansami i Inwestycje Finansowe na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu oraz Public Relations w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu. Zajmuje się filozofią miasta, architektury (w ramach think-tanku BioCity Project) oraz trendami rozwojowymi w kulturze i cywilizacji, prowadzącymi do zmiany panujących paradygmatów. Także właściciel innowacyjnej agencji konsultingu terytorialnego: Metamorphosis Innova City. W jej ramach zaprojektował i wdrożył kilkanaście innowacyjnych marek i strategii terytorialnych dla wielu polskich miast, w oparciu o zasady zrównoważonego rozwoju i deliberacji społecznej. Współzarządzający Fundacją Nowej Kultury. Redaktor portalu progg.eu Napisz do mnie

Related posts

6 Comments

  1. mike

    AD2. Sprawa nie jest taka prosta.

    Jedyną alternatywą dla elektrowni atomowych jest są te konwencjonalne, co tak naprawdę jest jak wpadnięcie z deszczu pod rynnę (akurat w tym wypadku będzie odwrotnie 😛 ).

    Elektrownie węglowe również pozostawiają radioaktywny koks i to w ogromnych ilościach, do tego wydzielają sporo toksycznych gazów. Tak naprawdę składowanie stosunkowo małych ilości zużytego paliwa jądrowego jest bardzo małym problemem w porównaniu do obciążenia powodowanego przez elektrownie węglowe. Poza tymi odpadami już właściwie nie ma innych problemów, zupełnie czyste i efektywne źródło energii.

    Katastrofa też jest bardzo mało prawdopodobna, wystarczy spojrzeć na Fukushimę. Stosunkowo stara, kilkudziesięcioletnia elektrownia w miarę przetrwała silne trzęsienie ziemi i tsunami.

    Reply
  2. http://progg.eu/wp-content/uploads/ap_avatars/a87ff679a2f3e71d9181a67b7542122c.jpg
    Joanna Golebiewska

    @Mike:

    W sprzeciwie dot. elektrowni jądrowych nie chodzi przecież o mało prawdopodobną możliwość katastrofy, ale o (1) kończące się zasoby uranu, (2) niezwykle kosztowne przechowywanie bardzo niebezpiecznych odpadów, oraz (3) zużycie ogromnych ilości wody…

    Może jednak są jakieś inne alternatywy niż powrót do starego brudnego węgila. 🙂 Pisałam o tym w tekście o energetycznym internecie.

    Poza tym uważa się, że surowce odnawialne mogą być podstawą wytwarzania 80% energii już w 2050 roku:
    http://srren.ipcc-wg3.de/report.

    A także, że energia słoneczna będzie tańsza od konwencjonalnej w przeciągu 5 lat. http://www.bloomberg.com/news/2011-05-26/solar-may-be-cheaper-than-fossil-power-in-five-years-ge-says.html

    Miejmy nadzieję!

    W XIX wieku też załamywano ręce, że wzrastająca liczba koni na miejskich drogach, spowoduje , że wkrótce nie będzie można żyć w miastach z powodu nadmiernej ilości końskich odchodów na drogach. ‘Co ma być alternatywą’ – mówiono – ‘lektyki?’ 🙂

    Reply
  3. Alexander Sikora

    @Mike,
    Co do spraw elektrowni – zgadzam się z tym, co pisze @Joanna.. Ale tak naprawdę przecież mój artykuł nie jest o elektrowniach.. to tylko jeden z przykładów.. 🙂

    Reply
  4. Aleksandra Poźniak-Wołodźko

    mike. Czy Ty potrzebujesz elektrowni? Może słyszałeś o domowych mikroelektrowniach na biomasę? Taka mała turbinka wielkości kostki mydła, wkłada się ją między kocioł, a komin, ona tak się kręci, że wytwarza prąd. No. To kup sobie taką i nie każ mi i moim dzieciom się zrzucać na tą dużą 😉
    PA

    Reply
  5. Zack Derren

    W sprzeciwie dot. elektrowni jądrowych nie chodzi przecież o mało prawdopodobną możliwość katastrofy, ale o (1) kończące się zasoby uranu, (2) niezwykle kosztowne przechowywanie bardzo niebezpiecznych odpadów, oraz (3) zużycie ogromnych ilości wody…

    Reply

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *