Nowe artykuły:
Koniec demokracji przedstawicielskiej cz.A

Koniec demokracji przedstawicielskiej cz.A

Pierwszy z cyklu artykułów dotyczących palącej kwestii: jakim systemem zastąpić całkowicie niewydolny i przynoszący wiele szkód system demokracji przedstawicielskiej (DP). W tej części omawiam argumenty przeciw temu systemowi. W kolejnych artykułach cyklu przejdę do omawiania pozytywnych alternatyw, a w artykule finalnym zaproponuję system demokracja sieciowa.

W artykule tym chcę zrealizować następujące cele:

  • Rozważyć system polityczny na potrzeby społeczeństwa epoki Internetu; specyficznie – społeczeństwa netarchicznego.
  • W tym kontekście, omówić najważniejsze argumenty przeciw demokracji przedstawicielskiej (DP).
  • Przedstawić koncepcje polityczne, które realizują model aktywnego społeczeństwa sieciowego .
  • Docelowo chciałbym, aby mój artykuł stał się impulsem do sformułowania konkretnych postulatów odnowienia systemu politycznego – dla rodzącego się w Polsce ruchu ludzi progresywnie i prawdziwie wolnościowo myślących.
W szyscy czujemy, że demokracja przedstawicielska (DP) jest już systemem, który nie reprezentuje dynamiki społecznej naszego czasu. Koncepcja ta stworzona (w nowoczesnej wersji) w wieku 18, rozwinięta w wiekach 19. i 20. w epoce rewolucji przemysłowej, wychodziła „oficjalnie” naprzeciw problemem komunikacyjnym. Argumentowano, że szybko rozwijające się społeczeństwo nowoczesne nie jest w stanie spotykać się na jednym placu i wybrać (a właściwie: wylosować) swoich reprezentantów, co zakładała dawna, ateńska forma demokracji. Dlatego założono, że polegać trzeba na delegatach, którzy będą na stałe reprezentować daną społeczność lokalną w okresowo obradującym parlamencie. W istocie jednak twórcy demokracji przedstawicielskiej (a byli nimi tzw. „ojcowie założyciele” USA) – obawiali się bezpośrednich rządów ludu, dlatego zakładali, że wybieralni przedstawiciele będą skutecznie hamować zapędy emancypacyjne społeczeństwa, co pozwoli zachowywać przywileje klas panujących (to jest właśnie republikański model ustrojowy, przeciw prawdziwie demokratycznemu). Zasada ta zresztą obowiązuje do dzisiaj.

W naszych czasach jednak DP jest już systemem całkowicie archaicznym, bowiem znowu (sic!) możemy się spotykać wszyscy na agorze; a konkretnie na e-agorze, aby debatować o sprawach społeczności lokalnych: różnych szczebli i poziomów, a nawet o sprawach wszystkich Polaków. System DP trwa więc wbrew realnemu interesowi społeczeństwa (polskiego) jako całości, siłą społecznej inercji, umacnianej przez wąskie elity polityczne, biurokratyczne, gospodarcze i inne regresywne siły. Prawdopodobnie jedną z największych sił, które sprzyjają tej inercji jest skutecznie umacniane przez zwolenników DP przekonanie, że nie ma innej alternatywy; że – jak często mówią (za Churchillem): „demokracja (przedstawicielska – AS) jest złym ustrojem, ale nikt dotąd nie wymyślił lepszego”. Co za bzdura! W kolejnych częściach mojego cyklu pokaże, że jest bardzo wiele alternatyw dla DP, a póki co przyjrzyjmy się bliżej jej ograniczeniom.

Najważniejsze argumenty przeciw DP.

DP jest systemem zdumiewającym; jest systemem, który określa się jako demokratyczny, podczas gdy tak naprawdę bardzo wąska grupa wybranych przedstawicieli podejmuje decyzje dotyczące wszystkich pozostałych, cała zaś reszta społeczeństwa wykluczona jest z procesu politycznego, przejmując przy tym wszystkie konsekwencje decyzji wybrańców. W Polsce, w systemie ultrapartyjnym, ta grupa decydentów jest jeszcze węższa, niż w innych krajach, bowiem praktycznie szefowie partii decydują o miejscach na listach wyborczych, co sprawia, że byt wszystkich posłów zależy ściśle od decyzji bossów partyjnych. Praktycznie więc oni decydują o całym procesie politycznym (inicjują inicjatywy ustawodawcze, podejmują decyzje, itp.) W Polsce wszystkie partie parlamentarne reprezentują ok. 27% społeczeństwa, a partie takie jak PSL są od wielu lat w koalicji rządzącej, podczas gdy realnie reprezentują ok. 1% wyborców! To jest obraz patologiczności tego systemu.

Trzeba zatem wprost powiedzieć:

DP nie może być w ogóle uznana za system par excellence demokratyczny.

DP nie spełnia podstawowych wymogów, np.: 

  • gwarancji suwerenności narodu oznaczającej, że władza zwierzchnia w każdym przypadku należy REALNIE do społeczeństwa – jest jasne, że w PL to fikcja!
  • zasady faktycznej reprezentacji – tzn. sytuacji, w której złych przedstawicieli można REALNIE, SZYBKO WYMIENIĆ lub ewentualnie – wpłynąć na zmianę ich złego działania (REALNA kontrola społeczna) – to także fikcja!
  • sytuacji, w której przedstawiciele realizują programy wyborcze, w duchu dobra wspólnego (a nie swoje partyjne interesy) – fikcja!
  • te fikcje można mnożyć.. !

Nic dziwnego, że demokracja w PL jest w badaniu Democracy Index (indeks opracowywany przez Economist Intelligence Unit – jednostka badawcza związana z tygodnikiem The Economist opisujący stan demokracji w 167 krajach świata) dopiero na 48 miejscu na świecie. Nasz stan zaawansowania określany jest jako tzw. „demokracja wadliwa”.

Także z bardziej zasadniczych, strukturalnych powodów, trzeba stwierdzić, że DP jest modelem rządzenia, który nie tylko nie pasuje do sposobu organizacji i stylu życia społeczeństwa sieciowego (które właśnie się rodzi), ale nawet nie nadaje się jako system organizujący dzisiejsze post-industrialne (informacyjne) społeczeństwo.

Rozważmy najważniejsze argumenty przeciw DP:

  • WYMUSZANIE BIERNOŚCI OBYWATELSKIEJ – DP zachęca do braku aktywności politycznej, a co za tym idzie do braku odpowiedzialności za rozwój kraju / otoczenia – jako wyborcy możemy podejmować tylko decyzje dotyczące wyboru przedstawicieli (i to z odgórnie danej listy, poukładanej zgodnie z ustaleniami bossów partyjnych), raz na 4 lata. Poza tym właściwie w ogóle nie powinniśmy się interesować polityką, a już z pewnością patrzeniem władzy na ręce i funkcjami kontrolnymi. To sprawia, że ludzie powszechnie nie utożsamiają własnego losu z własną aktywnością (pomysłowością, dbaniem o swoje otoczenie).
  • BLOKADA INICJATYW POLITYCZNYCH OBYWATELI – jako obywatele praktycznie nie możemy samodzielnie podejmować inicjatyw politycznych (np. stanowić prawa) bez zgody klasy politycznej (która rzekomo ma nam służyć, i którą sowicie opłacamy! ). Nawet gdy zbierzemy odpowiednią ilość podpisów pod jakąś ze spraw tzw. inicjatywy ludowej, jest prawie pewne, że przedstawiciele nie zajmą się nią. I nie mamy żadnych form wymuszenia poszanowania woli obywateli na naszych wybrańcach. Jesteśmy de facto przez nich ubezwłasnowolnieni.
  • SYSTEM BEZ ZABEZPIECZEŃ I SAMOREGULACJI – możemy dokonywać wyboru przedstawicieli na podstawie wrzaskliwej kampanii wyborczej (spoty TV, billboardy, plakaty i hasła – media te zresztą także marnują nasze pieniądze!). Głosujemy na nieznanych kandydatów; kandydatów, których najczęściej jedynymi zasługami jest wysługiwanie się aparatom partyjnym ich partii. Jest jasne, że strzelamy na ślepo i to znaczonymi pociskami. Niestety, nie mamy żadnych mechanizmów weryfikacji naszych (koniecznych w tym układzie!) błędów. Nie możemy też przymusić wybrańców do realizowania obietnic wyborczych, które złożyli. Nie możemy nawet odwołać najbardziej nieudolnych, szkodzących społeczeństwu polityków (na szczeblu centralnym).
  • ALIENACJA KLASY POLITYCZNEJ – DP sprawia, że system polityczny nie ma mechanizmów prawdziwego odnawiania się, tzn. wyłaniania coraz to nowych, aktywnych społecznie, inteligentnych ludzi, którzy mogliby pracować na rzecz rozwoju społeczeństwa. Przeciwnie, rdzeń systemu stanowi stała „klasa polityczna”, czyli osoby od wielu lat działające w partiach, które uzyskały dofinansowanie z budżetu państwa. Ludzie ci są najczęściej zupełnie jałowi intelektualnie, pozbawieni zmysłu służby społecznej; są całkowicie oderwani od realnych potrzeb ludzi. Czują się przy tym lojalni przede wszystkim wobec swoich bossów partyjnych oraz interesów swoich partii politycznych, bo oni gwarantują ich byt (zwykle niczego więcej poza byciem aparatczykami politycznymi nie umieją).
  • NIEMOŻNOŚĆ POLITYCZNEGO ROZLICZANIA RZĄDZĄCYCH – w DP, de iure, rozliczać z obietnic wyborczych daną partię i jej przedstawicieli powinna partia opozycyjna, media oraz organizacje pozarządowe. Zasada ta jednak jest, de facto, fikcją. Partie opozycyjne są, w praktyce, elementami nieformalnych powiązań w ramach jednorodnej „klasy politycznej”. Zwykli obywatele nie mają praktycznie czasu ani możliwości, aby uczestniczyć w posiedzeniach komisji parlamentarnych, czy czytać opracowania z ich posiedzeń. Dodatkowo, niejasna struktura partii politycznych, brak wyraźnej, indywidualnej odpowiedzialności konkretnych ludzi za poszczególne decyzje, wieloszczeblowość podejmowanych decyzji – wpływa na zupełne rozmycie odpowiedzialności decyzyjnej. Także media, w epoce tabloidyzacji i dominacji rozrywki i sensacji nad rzetelną informacją, nie są zainteresowane przekazywaniem realnego obrazu z przebiegu procesów decyzyjnych (politycznych). Dotyczy to także wielu organizacji pozarządowych, których los zależy od dotacji rządowych. W efekcie, wybrani przedstawiciele są praktycznie bezkarni: brak merytorycznej oceny realizacji ich obietnic wyborczych, brak oceny wpływu ich decyzji na dobro społeczne, czy nawet obiektywnego rozliczenia wpływu ich decyzji na stan finansów państwa.
  • BRAK MECHANIZMU MOBILIZACJI CAŁEJ WIEDZY I DOŚWIADCZENIA SPOŁECZEŃSTWA – w DP posłowie powinni być w stałym kontakcie ze swoimi wyborcami i reprezentować ich interesy, rozwiązania i problemy. Praktyka pokazuje jednak, że biura poselskie w bardzo niewielkim stopniu służą kontaktom z aktywnymi wyborcami, którzy chcieliby przekazywać swoim przedstawicielom pomysły na rozwiązywanie problemów (nikt już raczej w tę role posłów nie wierzy!). Pozycja partii politycznych jest tak potężna, że posłowie nie muszą nawet udawać, że korzystają z potencjału wiedzy i doświadczeń swoich wyborców.
  • DORAŹNA PERSPEKTYWA POLITYCZNA – w DP nie ma sprzyjających warunków dla planowania i realizacji projektów długookresowych. Polityków interesują jedynie projekty krótkookresowe efektami których można się pochwalić wyborcom przed kolejnymi wyborami. To sprawia, że cała sfera publiczna rządzi się brakiem kompetencji, brakiem strategicznego myślenia; poważnym i rzetelnym rozwiązywaniem problemów (o wytyczaniu perspektyw rozwoju dla społeczeństwa nawet nie wspominam!).
  • MAKSYMALIZOWANIE KONFLIKTÓW – w DP rywalizacja i konkurencja pomiędzy ugrupowaniami politycznymi o popularność wśród wyborców uniemożliwia politykom podejmowanie kompromisowych decyzji. Skuteczne rządzenie oraz prawdziwe działanie w perspektywie dobra wspólnego praktycznie nie wchodzi w grę, bo polityka w tym systemie polega głównie na wyróżnianiu się poprzez konfliktowanie „z wrogami”.
  • BRAK REPREZENTATYWNOŚCI – jeśli 40% obywateli w PL bierze udział w wyborach i 51% z nich głosuje na jedną partię, wówczas partia ta formuje rząd i uchwala ustawy, reprezentując zaledwie ok. 20% społeczeństwa. A praktyka pokazuje, że polski Sejm w całości reprezentuje ok. 27% wyborców.
  • KORUPCJOGENNOŚĆ – niemożność skutecznego sprawowania kontroli przez społeczeństwo nad wybrańcami oraz zakulisowe interesy partii, bardzo często prowadzą przedstawicieli do ulegania wpływom lobbystów i wpływowych grup interesów na wszystkich szczeblach podejmowania decyzji. Procesu tego praktycznie nie da się kontrolować. Także sam mechanizm wyłaniania reprezentantów czy wysokich urzędników w demokracji „partyjnej” opiera się bardziej na regułach koteryjności lub jest skutkiem nieformalnych układów niż jest wynikiem rzeczywistego doboru osób najlepszych.

Jak widać system DP jest naprawdę kuriozalny! Jak spokojnie się zastanowić – nie mieści się w głowie, że tak zły system, przynoszący tyle szkód; stojący praktycznie w poprzek rozwojowi CAŁEGO SPOŁECZEŃSTWA – w ogóle funkcjonuje! Jak to możliwe, że tolerujemy system, w którym jako społeczeństwo pozbywamy się całości wpływu na bieg spraw w naszym państwie na rzecz kasty ludzi, co do których wiadomo, że nie jest nastawiona na reprezentowanie nas, i załatwianie naszych problemów, tylko na załatwianie swoich szemranych interesów. A do tego, po jednorazowej decyzji nie możemy nic praktycznie zrobić, poza bezsilnym przyglądaniem się jak ta kasta ludzi wykorzystuje nasze pieniądze dla powiększania swoich wpływów oraz aparatu władzy, który nas jeszcze bardziej gnębi. I nie uczymy się ani trochę na błędach – bo przekonaliśmy się już bardzo wiele razy, że DP przynosi więcej szkód, niż pożytku, a jednak tak rzadko protestujemy, ba! wspieramy ten system chodząc na wybory i legitymizując go oraz całą tę grę iluzji z partiami politycznymi, które na nim żerują.

Likwidacja tego zdegenerowanego systemu politycznego nie służącego dobru większości obywateli, ani nie odpowiadającego potrzebom i możliwościom (technologia, wiedza) współczesnego społeczeństwa – jest jednym z głównych warunków rozwoju społeczeństwa!

Zamiast niego musimy wprowadzić nowy system na miarę nowej epoki, która się rodzi na naszych oczach. Jej wektory rozwojowe to zwielokrotnienie dynamiki społecznej – rozwój wielu poziomych (sieciowych) kontaktów wewnątrz społeczeństwa, realizowanych za pomocą Internetu. Ten nowy system musi to uwzględniać; musi realizować zasadę, iż cały potencjał wiedzy i doświadczeń społecznych będzie mógł się przekładać na faktyczny rozwój społeczny („mądrość tłumu” Surowiecki). System polityczny musi zmienić wektor: z systemu, który WYŁĄCZA znaczną większość ludzi z udziału w decyzjach, które dotyczą ich rozwoju, do systemu: WŁĄCZANIA (inkluzji); który daje szansę każdemu na przeforsowanie swoich pomysłów, koncepcji, rozwiązań, które będą służyć rozwojowi wszystkich (wielu).

Zarazem jednak chodzi o rozwiązania, które – wzorem modelu jakim jest sam Internet – nie będą narzucać jednorodnych rozwiązań, które przegłosuje dana większość, wszystkim, ale – przeciwnie – naprawdę wprowadzi zasadę RÓŻNORODNOŚCI, tzn. współistnienia w ramach dynamiki społecznej wielu mniejszościowych rozwiązań. Współistnienie i pozytywna współpraca między wieloma mniejszościowymi grupami jest istotą społeczeństwa netarchicznego (sieciowego). Netarchia wprowadza całkowicie płaską strukturę społeczną; strukturę pozbawioną stałych, spetryfikowanych centrów (a co najwyżej doraźne centra funkcjonalne – heterarchie) oraz zastępuje statyzm społeczeństwa industrialnego (pozbawionego możliwości masowej, poziomej komunikacji) dynamizmem (dynamiczna równowaga), elastycznością i kreatywnością społeczeństwa sieciowego.

Pytanie generatywne: Jaki system polityczny najlepiej służy netarchii?

Obecnie trzeba wziąć pod uwagę następujące systemy polityczne, które stanowią całościowe propozycje – funkcjonujące już w wielu miejscach:

Pojawiła się także niedawno (w 2009 roku) zupełnie nowa propozycja (która opiera się na systemie podobnym do tego, który w tym samym roku zaproponowałem tutaj) :

  • Płynna demokracja / demokracja współpracy DW

Wszystkie te systemy omówię w kolejnych częściach mojego cyklu artykułów.

 

Comments

comments

About The Author

Innowator. Ukończył studia na Wydziale Filozoficznym KUL; stypendysta u prof. Leszka Kołakowskiego na University of Oxford. Ukończył także studia podyplomowe: Zarządzanie Finansami i Inwestycje Finansowe na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu oraz Public Relations w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu. Zajmuje się filozofią miasta, architektury (w ramach think-tanku BioCity Project) oraz trendami rozwojowymi w kulturze i cywilizacji, prowadzącymi do zmiany panujących paradygmatów. Także właściciel innowacyjnej agencji konsultingu terytorialnego: Metamorphosis Innova City. W jej ramach zaprojektował i wdrożył kilkanaście innowacyjnych marek i strategii terytorialnych dla wielu polskich miast, w oparciu o zasady zrównoważonego rozwoju i deliberacji społecznej. Współzarządzający Fundacją Nowej Kultury. Redaktor portalu progg.eu Napisz do mnie

Related posts

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *