Nowe artykuły:
Zyskowność łazienkowych mini-inwestycji (czyli kroku 2-go ciąg dalszy)

Zyskowność łazienkowych mini-inwestycji (czyli kroku 2-go ciąg dalszy)

W artykule autorka krytycznie spogląda tym razem na swoją łazienkę – jako na kolejne miejsce generujące ogromne ilości głównie plastikowych śmieci – opakowań po produktach czy zużytych produktów jednorazowych. Czy można je wyeliminować? Od czego zacząć? Czy mamy tu jakiś wybór, by zastąpić to co jedno- bądź kilkurazowe – tym co trwałe?

I nwestycja w shopping-kit potrzebny do zakupów spożywczych w dramatyczny sposób ogranicza ilość – przede wszystkim plastikowych – śmieci, które lądują w koszu. Oczywiście pod warunkiem, ze zakupy są zaplanowane (np. co piątek) i zestaw zakupowy w pełni świadomie zabierany ze sobą. No i oczywiście też, ze wiemy, gdzie można prawie wszystko, czego nam trzeba, kupić luzem. Wyrobienie w sobie nawyków planowania i pamiętania zabiera trochę czasu, ale naprawdę warto. Wyszukiwanie sklepów z produktami luzem jest nieco dłuższym procesem, zadaniem stopniowym, trochę nawet detektywistycznym. O tym później…

Tymczasem, po spacyfikowaniu głównych śmieciowych winowajców w kuchni, warto zajrzeć do łazienki… Ach, czego my tu nie mamy:

  • Opakowania po: szamponach, odżywkach do włosów bez spłukiwania i ze spłukiwaniem, pilingach do ciała, perfumach, sprejach i piankach do włosów, kremach do golenia, żelach do higieny intymnej, do kąpieli i pod prysznic, balsamach do ciała, kremach do stop, dezodorantach, pudrach…
  • Myjki, gąbki, masażery, szczotki, grzebienie, pędzelki…
  • „Kilkurazowe”  (jak je nazywam) golarki dla kobiet, tampony, podpaski, wkładki higieniczne, waciki, patyczki do uszu, szczoteczki do zębów, nitki do zębów, chusteczki higieniczne, papierowe pilniki do paznokci, papier toaletowy…
  • Opakowania po: płynie do mycia twarzy, delikatnym pilingu, toniku, kremie do twarzy, żelu pod oczy, płynie do demakijażu, kremach z filtrem, przeróżnych kosmetykach kolorowych, paście do zębów, płynie do jamy ustnej…
  • Opakowania po: proszku do prania, wybielaczu, odplamiaczu, butelki plastikowe po środkach do mycia wanny, kafelków, drewnianych podłóg, do mycia szyb, do mycia sedesu, po kostkach sedesowych… Ścierki, ściereczki, szmaty, szmatki.

Ta lista może się ciągnąć i ciągnąć … bez końca.

Moja łazienka stała się ofiarą reklamowej propagandy. Wmówiono mi, ze potrzebuję 4 różne rodzaje mydeł do 4 różnych części ciała, 5 różnych kremów i 3 rodzaje pilingów. Wszystko to oczywiście (!) w plastikowych opakowaniach. A przecież doskonalej jakości naturalne mydło w kostce można używać do twarzy, do ciała, a nawet – jako szampon.

Przy takiej ilości produktów i związanych z nimi odpadów, czy możliwe jest wyeliminowanie śmieci także z łazienki? Zapewne nie do końca, ale uwierzcie mi, małym kosztem, także i tu można podejść naprawdę blisko strefy zero :).

Od czego zacząć? Najlepiej od produktów jednorazowych, dla których istnieją trwałe odpowiedniki. I stopniowo w miarę zużywania się poszczególnych produktów jednorazowych, nabywać i stosować ich wersje zero-waste. Tak jak w przypadku zakupów spożywczych, tak i tutaj, można rozłożyć nasze mini-inwestycje w czasie. Jakie mamy przykładowe rozwiązania:

  • Bawełniane waciki jednorazowe do demakijażu można zastąpić wacikami materiałowymi z bawełny czy z bambusa ALBO specjalną myjką piankową do twarzy, która nie wymaga już użycia żadnych kosmetyków poza ciepłą wodą, i działa jak piling.
  • Papierowe chusteczki higieniczne wymieniłam na materiałowe. Nawet nie musiałam ich kupować, po prostu odkryłam cały zestaw w idealnym stanie w domu u rodziców. Używam ich około 20 tygodniowo i piorę wraz z cotygodniowym kolorowym praniem. Istnieje też ciekawe – choć trochę śmieszne rozwiązanie – Hankybook (chusteczkowa książeczka do nosa – sic!) – tak gdyby ktoś miał ochotę na coś trochę bardziej innowacyjnego :).
  • Jednorazowe wkładki higieniczne zastąpiłam pięknymi kolorowymi ręcznie robionymi wkładkami materiałowymi. Znowu warto zakupić ich około 10-15, by spokojnie starczały na tydzień.
  • Plastikowe golarki dla kobiet. Tutaj mamy kilka rozwiązań: najdroższe – to trwałe usunięcie włosów. Nie próbowałam tej opcji, ale podobno wymaga wielokrotnych zabiegów, by efekt był naprawdę skuteczny. Jest też metoda stosowana przez cały świat arabski – wosk z cukru. Jego przygotowanie i użycie wymaga wprawy i ćwiczeń. Koniec końców, zdecydowałam się na tradycyjną golarkę męską (jako że nie znalazłam tradycyjnej golarki dla kobiet; dawniej kobiety się po prostu nie goliły (!)) i kiedy moja ostatnia jednorazówka dokona żywota, zacznę (nie bez obaw) używać wersji trwalej. Tradycyjne golenie wraca do łask wśród mężczyzn, jednak takie golarki są wciąż drogie: dobra kosztuje od 200 PLN wzwyż. Wielu panów (zwłaszcza starszego pokolenia) przechowuje zarówno maszynkę jak i pędzel w swoich szafkach, może warto po prostu odkurzyć je i dać im drugie życie. Przy starannym suszeniu żyletek, jedna możne starczyć nawet na ½ roku, wiec zestaw 10-u wystarczy do 5 lat.
  • Patyczki do uszu. Gdyby spytać laryngologów powiedzieliby, żeby jak najszybciej pozbyć się patyczków i używać małych palców podczas kąpieli. Patyczki tylko wpychają woskowinę do środka ucha. No cóż, palce jednak nie do końca i nie zawsze się sprawdzają. Poszperałam więc, co proponują nam inne kultury i zakochałam się w japońskich mimikaki – czyli ‘usznych drapaczkach’ (do kupienia za kilka dolarów na eBayu).
  • Tampony i podpaski – można zastąpić kubeczkiem menstruacyjnym. Tak, tak, już słyszę wasze głosy –  i ja początkowo miałam pewne obiekcje. To duża zmiana. Pierwsze użycie wymaga cierpliwości, ale dziś nie zastąpiłabym kubeczka na nic innego. Jest to rozwiązanie o wiele bardziej higieniczne od tamponów i podpasek (krew nie wchodzi w kontakt z ciałem), kubeczki są całkowicie szczelne i można je używać przez wiele lat.
  • Papierowe pilniki do paznokci zastąpiłam pilnikiem szklanym, który – gdy się go nie potłucze – jest praktycznie niezniszczalny.
  • Proszek do prania – do codziennego prania warto kupić kule piorące. Starczają w zależności od rodzaju kuli nawet na 1000 prań. Nie należy używać z nimi proszków czy wybielaczy. Temperatura prania nie może przekraczać 60 C, w bębnie powinno tez zostać trochę miejsca na wodę, by kule miały do niej łatwy dostęp. Po zużyciu się ceramicznych kuleczek, można je wysypać do kwiatków. Nie trzeba kupować nowych kul, wystarczy dokupić ceramiczny wkład.
  • Ręczniki papierowe i rożnego rodzaju nietrwałe ścierki ‘kilkurazówki’ są naprawdę zbędne. Świetnie zastępują je ściereczki z mikrofibry – do kurzu, mycia blatów, wanny czy umywalki. Do mycia okien i luster doskonałym rozwiązaniem jest tzw. multisciereczka mirafiber. Znowu w obu przypadkach do sprzątania nie należy używać żadnych środków chemicznych, wystarczy sama woda.

Już prosty zabieg wymiany jednorazówek na produkty trwałe, zmniejszył liczbę rzeczy w mojej łazience, zajmowaną przez nie przestrzeń i budżet przeznaczony na comiesięczne zakupy. Łatwo to oszacować. Koszt inwestycji zwraca się zwykle już po kilku miesiącach.  Pozytywny wpływ na środowisko nawet jednej osoby rezygnującej choćby z jednego typu produktu jednorazowego jest potężny. Dla przykładu przyjrzyjmy się podpaskom (które obok pieluch jednorazowych są najbardziej szkodliwym śmieciem generowanym w łazience). Przeciętnie jedna kobieta zużywa w życiu od 8000 do 17000 tamponów i podpasek. ‚Miesięcznie w Polsce 10 milionów kobiet produkuje 150 milionów zużytych podpasek higienicznych, po roku zdołały by dziewięciokrotnie wyłożyć nimi cały równik kuli ziemskiej.’* Liczby porażają.

Mini-inwestycje w dobra trwałe w łazience to duży krok naprzód. Jednak – by wyeliminować wszystkie źródła śmieci z łazienki – potrzebne są kolejne…

(*Za miesiaczka.com)

Comments

comments

About The Author

http://progg.eu/wp-content/uploads/ap_avatars/da48d50ba473504c5ef63204481a87be.jpg

Joanna Gołębiewska - proggtywistka społeczna głęboko zainteresowana sprawami zrównoważonego rozwoju, demokratycznej edukacji oraz harmonijnego, ekologicznego życia rozwijającego ludzki potencjał. Redaktorka magazynu "Progg Mag" oraz portalu progg.eu. Ukończyła studia na warszawskiej Szkole Głównej Handlowej, część swojej edukacji odbywając również w Bratysławie i Bergen, obecnie mieszka, pracuje i działa we Wrocławiu. W wolnym czasie poświęca się nauce języków, książkom, podróżom szczególnie w góry, czasem nawet na rowerze. Napisz do mnie

Related posts

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *