Nowe artykuły:
O netystach, netarchii i nowej demokracji

O netystach, netarchii i nowej demokracji

Rozmowa z Alexandrem Sikorą – inicjatorem Ruchu Netystów, optującego za wprowadzeniem w Polsce Netarchii – demokracji epoki Internetu.

Podobno  głosicie potrzebę rewolucyjnych zmian..

W pewnym sensie. Ale ta rewolucja nie dzieje się na ulicach, nie leje się krew, ani nie ma chaosu… Ta rewolucja dzieje się w sieciach komputerowych. Ale ona bardziej zmieni społeczeństwo, niż te dawne rewolucje! Tak jak kiedyś wynalazek pisma doprowadził do Oświecenia, a ono wyznaczyło cały model nowoczesnego życia, tak teraz Internet doprowadzi do powstania prawdziwego społeczeństwa sieciowego, które urzeczywistni ideę pełnej, prawdziwej demokracji i stanie się to znacznie szybciej, niż dawniej.

Dlaczego w ogóle potrzeba jest taka „rewolucja”?

Widzimy, że wykańcza się obecnie w Polsce dawny model polityczny – model oparty na głoszeniu demokratycznych haseł, a w istocie globalnym „praniu ludziom mózgów” czy „mydleniu oczu” jak kto woli… w tak naprawdę podejmowaniu autorytarnych decyzji przez wąskie grono polityków z paru oficjalnych partii, służących tym partiom i wąskiemu gronu ich politycznych klientów.

I dotyczy to tylko naszego kraju?

Z pewnością: nie! Ale u nas jest to szczególnie widoczne (ale zarazem bolesne), bo nasz kraj potrzebuje szczególnie szybkiego rozwoju – i to nie tylko rozwoju gospodarczego; może nawet bardziej rozwoju społecznego, tzn. znacznie większego udziału zwykłych ludzi w różnych inicjatywach społecznych, a w końcu w podejmowaniu decyzji za swoje otoczenie. Bez tego nie możemy się w ogóle rozwijać, bo wyższy poziom rozwoju zakłada duży poziom zaufania między ludźmi oraz powszechną kooperację społeczną – a to u nas prawie nie istnieje. Więc autorytaryzm u nas boli podwójnie.
A poza tym…

Tak..?

Na bardziej przyziemnym poziomie, widzimy, że rozwiewają się teraz w Polsce ostatnie nadzieje na sprawne i przyjazne obywatelom państwo. A to dlatego, że u nas klasa polityczna szczególnie dramatycznie nie przestrzega umowy społecznej, polegającej na tym, że społeczeństwo wybiera polityków, opłaca ich, a oni rozwiązują najważniejsze problemy tak, aby maksymalna cześć społeczeństwa była zadowolona. To u nas w ogóle nie działa. Widzimy, że PO – ostatnia partia, która sprawiała wrażenie „normalnej” – kompromituje się.

1. Przez całkowitą bierność – podporządkowanie obietnic politycznych – bieżącym interesom partyjnym,

2. Niejasne powiązania,

3.Brak zdolności znajdowania partnerów politycznych dla realizacji obietnic wyborczych.  Jak ktoś dobrze powiedział: „PO to anty-PiS” – większość ludzi głosuje na PO, bo nie chce PiS-u; o to jest podstawa ich strategii.

No właśnie. To dlaczego mamy zajmować się „brudną” polityką? Sam sugerujesz, że to podejrzana sfera życia… prawdziwy obciach.

To prawda. Gdybym miał na myśli to, co dzisiaj nazywamy polityką – sam brzydziłbym się o niej mówić. Komuna i nowe elity III RP sprowadziły tę sferę na samo dno – stała się ona synonimem kłamliwych obietnic, niejasnych powiązań różnych koterii, cynicznej prywaty przykrywanej wzniosłymi sloganami na ustach…

Ale gdy spokojnie się zastanowimy, to widać, że jest to w normalnych warunkach bardzo ważna sfera życia. Przy uczciwym i sprawnym jej funkcjonowaniu – jak mało która sfera aktywności społecznej przyczynia się do rozwoju kraju, do tego jak ludzie żyją, jakie mają możliwości… Wszak jest to sfera, w której powinniśmy tworzyć płaszczyzny (my mówimy: sieci) relacji międzyludzkich; generować cele rozwoju, programy, projekty, które łącząc ludzi – wyzwalają lawinowy wzrost synergii społecznej…

To co zrobić, aby polityka taka była?

Pora nadać jej nowy sens… Pora sprawić, aby nie kojarzyła się z niejasną aktywnością podejrzanych koterii politycznych, ale z powszechną aktywnością obywateli rozwiązujących swoje problemy, wypracowujących w codziennej praktyce mechanizmy podejmowania decyzji co do najważniejszych spraw w swoim otoczeniu – w duchu dobra wspólnego i przy zachowaniu maksymalnej różnorodności postaw. To ma być zupełnie nowa polityka.

Możesz powiedzieć coś więcej o tym.. Czym miałaby być taka „nowa polityka”?

Wiesz, w mojej wizji – polityka mogłaby być sferą codziennej kreatywności.. Przypomnij sobie jaka energia pulsuje np. na facebooku – ludzie przesyłają sobie uwagi, znalezione materiały, linki, opinie, pomysły, filmy, zdjęcia, zapraszają się na imprezy i na akcje – realne i wirtualne. Przecież to gotowy model polityczny.. Dlaczegóż decyzje nie miałyby się ucierać poprzez to, że ludzie wymieniają się opiniami, dyskutują, posyłają sobie ciekawe przykłady rozwiązań, filmy promujące dane stanowiska itp. ? I są w tym zabawni, twórczy, radośni.. A jak przychodzi czas, w końcu – głosują na wypracowane profesjonalne rozwiązania.. na ludzi i ich propozycje..
Polityka wcale nie musi kojarzyć się z nudnymi politykami gadającymi często bez sensu lub agresywnie; z długimi nasiadówkami, podczas których ludzie skaczą sobie do gardeł.. tylko, powiedzmy, z ciekawymi wymianami informacji na niezliczonych forach społecznych, a potem ze spotkaniami w realu, aby wdrożyć wypracowane decyzje.

A teraz dodaj do tego jeszcze, że większość tych decyzji będzie dotyczyć spraw z ich otoczenia, z ich okolicy; powiedzmy będzie dotyczyć przedszkola, szkoły, dróg, spalarni śmieci i tysiąca innych spraw, które każdego obchodzą. Chyba widzisz, że polityka może oznaczać coś diametralnie innego, niż dzisiaj – i być konkretna, twórcza i zabawna.

Ale kto ma czas na działanie w polityce?

Polityka dzisiaj – jak mówię – może odbywać się przede wszystkim w Internecie. A kto ma ją robić? Istnieje dzisiaj nowa klasa, nazywam ich netowcami, są to programiści, dziennikarze piszący w necie, e-prawnicy, e-konsultanci i wszyscy, którzy pracują przy kompie tworząc idee i niematerialne dobra – oni mogą pracować w sposób „impresjonistyczny” – 2 godziny nad zawodowym projektem, godzina na sprawy społeczne, i potem znowu nad projektem i tak w koło.

Czyli tradycyjnych partii już nie będzie?

No tak, w sumie partia jako 19w. wynalazek… partia jako wielka biurokratyczna „maszyneria” polityczna – jest już obecnie zbędna. Nowego typu organizacje polityczne, nazwijmy je e-partiami będą miały zupełnie inną strukturę, inne formy działania. Przede wszystkim będą to organizacje autentycznie wewnętrznie demokratyczne.. Do lamusa odchodzą partie typu wodzowskiego, w których wódz niepodzielnie o wszystkim decyduje; otacza go „świta” lub „dwór” – ludzie najbliżsi, wtajemniczeni w plany wodza, i lud partyjny, czyli „szabelki”, które traktuje się całkowicie instrumentalnie, instruując po prostu co maja mówić, i jak głosować.. Oczywistym przykładem jest tu PiS, choć i PO nie jest daleka od tego..

W e-partiach wszyscy członkowie będą  w stałej, bezpośredniej komunikacji. Wszystkie informacje będą dostępne dla wszystkich na wewnętrznym portalu, a decyzje będą podejmowane w wyniku wewnętrznej debaty i głosowań; docelowo także w pełnej łączności z grupami wyborców.

Wszystko to pięknie brzmi, ale kto wprowadzi ten system.. bo chyba nie macie złudzeń, że obecne partie same się na to wszystko, co mówisz zdecydują..?

Jasne, że się nie zdecydują! To są aparaty biurokratyczne, które reprezentują interesy nie wyborców, a tym bardziej nie społeczeństwa, ale polityczno-biznesowych koterii, które je finansują.. one nie zważają na dobro ludzi.. to truizm. Musimy więc wyłonić taką organizację polityczną nowego typu i od wewnątrz, jednak poprzez wejście do parlamentu i normalną grę polityczną zabiegać o wprowadzenie nowego systemu w życie.. Mamy już zalążek..

Jaki „zalążek”?

Powstał RUCH NETYSTÓW – właśnie taka e-partia. Na razie jesteśmy w fazie zalążkowej – zbieramy liderów dla tych nowych rozwiązań.. ludzi myślących w nowy sposób o społeczeństwie.. rozumiejących, że nowa dynamika społeczna polega na wyzwalaniu poziomych relacji społecznych, zamiast je blokować (co robią obecne partie).. pojmujących społeczeństwo jako gigantyczna sieć lokalnych sieci społecznych.. Szukamy ludzi, którzy są w stanie wdrażać nowy ideał polityka, nazwijmy go net-politykiem; net-polityk działa w oparciu o networking, czyli wiązanie ludzi w sieci, których synergia pozwala rozwiązywać ich problemy; jest on jakby facylitatorem – kimś, kto zna mechanizmy działania społeczeństwa i sprawuje kontrole nad procesem rozwiązywania problemu lub podejmowania wspólnej decyzji przez grupę, zawsze jednak pomaga ludziom działać samodzielnie.

Co to właściwie znaczy: „Netyści”? Po co  taki neologizm?

Czasami nowe zjawiska trzeba nazywać nowymi słowami. I tak jest w tym przypadku. Wraz z rozwojem horyzontalnej komunikacji za pomocą technik internetowych na niespotykaną wcześniej skalę; wraz z wykształceniem ludzi na równie niespotykaną skalę; wraz z rozwojem form organizacji i zarządzania, społecznych doświadczeń związanych z samo-rządnością społeczną – powstają warunki do zaistnienia nowej formy organizacji społeczeństwa. W przeciwieństwie do dominującej obecnie struktury społecznej, opartej na relacjach centralistycznych i hierarchicznych, ta nowa forma będzie nie-centralistyczna – będzie to forma rozproszona: setki lokalnych grup i społeczności; będzie to więc także struktura horyzontalna, czyli sieciowa. Musimy zatem tych, którzy chcą sprzyjać rozwojowi tych nowych sieciowych struktur jakoś nazwać – są nimi: „sieciowcy”, czyli Netyści.

Ale jak dokładnie rozumieć „sieciowość”?

Ma to sens podwójny. Po pierwsze jesteśmy za poziomymi strukturami społecznymi, czyli za dopuszczeniem do swobodnego organizowania się ludzi – gdzie tylko się da: w realu i w virtualu. I to jest pierwsze znaczenie „sieciowości”. Dotąd nie było na to szans, bo albo ludzie nie mieli na to czasu albo przestrzeń na to nie pozwalała. Teraz problem ten rozwiązuje Internet (i w ogóle ITC). I to jest drugi sens „sieciowości” – relacje społeczne wydatnie wspomagane siecią komputerową, telefonią komórkową, sms’ami, lokalnych (netowych) stacji radiowych i TV, newsletterów, czasopism funkcjonujących na jednym portalu, czy na jednej ulicy.

Obie te „sieciowości” dają w sumie szansę na nowy typ społeczeństwa – społeczeństwo sieciowe. Jego istotą jest tworzenie i wymiana informacji – jako rdzeń dążeń społecznych. Z tego tez względu, powszechna mobilność ludzi i grup ludzkich, powstawanie przeogromnej ilości relacji społecznych, często w poprzek dawnym granicom: społecznym, czy geograficznym. Jednostka w tym społeczeństwie ma swobodny dostęp do uczestniczenia w różnych organizacjach i grupach społecznych czy kręgach zainteresowań…

Ale gdzie tu jest „polityka?

Jeżeli w społeczeństwie takim dochodzi do nowej formy „bezpośredniości”, do bliskich relacji znajomości z dziesiątkami osób (są to relacje mieszane: znam trochę kogoś z bezpośrednich relacji – spotkania w lokalnym sklepie, ośrodku sportowym, grupie medytacyjnej, a trochę z wypowiedzi i dyskusji w lokalnej sieci, itp.) – to powstaje przestrzeń dla nowego typu relacji znajomości między ludźmi; to jest podstawą networkingu, czyli różnego typu relacji w sieciach znajomości, sąsiedztwa, pracy, hobby itp. Nie są to głębokie znajomości, jakie bywały kiedyś, ale za to mamy kontakt z nieporównanie większą liczną osób. W tych sieciach możemy łatwo się poruszać, zgodnie z ideą, że sieci naszych znajomych są naszymi sieciami.. Jest to ważna forma przełamywania zupełnej anonimowości, która panuje w społeczeństwie masowym (przedinternetowym). W tych sieciach możemy łatwo się dowiedzieć kto w czym jest dobry, a kto jest cynicznym oszustem; kto byłby dobry do załatwienia jednych spraw, a na czym zupełnie się nie zna..

Na tej bazie może powstać przestrzeń dla nowego typu polityki: polityki sieciowej. Oba człony tego pojęcia mają nową treść. Przede wszystkim: „polityka” – nie jest już tą arogancką formą mydlenia ludziom oczu oraz żerowania na ich wyborach – traktowanych jak „elektorat”, czyli głosujące masy. Tu polityka sprowadza się do manipulowania ludźmi tak, aby uzyskać ich głosy, ich przyzwolenie na działanie w ich imieniu – ale w obecnej postpolitycznej fazie – tylko na podstawie pustego wizerunku, rozbudzonych emocji, zupełnie bez merytorycznego wkładu w postaci programu wyborczego, czy planu działania. A po wyborze, polityka polega na cynicznym teatrze (farsie?) politycznym, polegającym raz na uwodzeniu pewnych grup, a innym razem na ich antagonizowaniu. W tym układzie (postpolityczna demokracja przedstawicielska) pozostaje bardzo mało czasu na realne rozwiązywanie ludzkich spraw; a już w ogóle nie wchodzi w rachubę wiązanie ludzi, aby sami rozwiązywali swojej problemy; tworzenie wciąż nowych porozumień, umożliwiających jak największej ilości stron danego problemu, odnoszenie korzyści.

Do kogo się odwołujecie; kto ma stworzyć mocny Ruch Netystów?

Najbardziej aktywna i świadoma część polskich internautów. Ludzie otwarci, aktywni, wykształceni, progresywni, nowocześni, powiedzmy, między 23 a 50 rokiem życia; dotąd biernie uczestniczący w polityce – przez pisanie blogów, aktywność na forach, portalach itp. Wściekający się na brak profesjonalizmu i zaściankowość obecnej polityki.

Czy można się przyłączać do Netystów?

Naturalnie. Przyznam jednak, że chodzi nam bardziej o ludzi – działaczy, niż o ludzi – opowiadaczy. Negatywnej oceny sytuacji jest już w necie bardzo dużo – wystarczy wejść na pierwsze lepsze forum społeczne. Powstaje poważniejszy problem – pozytywnej wizji.. a zaraz potem – realnej aktywności – w realu i w virtualu.. problem tworzenia realnych faktów.

Przy okazji powiem, że zadziwia mnie, iż jest sporo u nas inicjatyw „wolnościowych” z ducha, działających jednak zupełnie osobno i to w sposób „idealistyczny”. Mam na myśli tworzących swoje odrębne grupy, ruchu, czy stowarzyszenia.. Zdają się oni nie rozumieć – że obecna klasa polityczna i ich klienci – nie zmienią systemu ot tak sobie.. że trzeba tu skoordynowanych działań – na dużą skalę.. koniec końców skupionych w organizacji typu politycznego.. tzn. takiej, która będzie próbowała ich postulaty przełożyć na obowiązujące prawa.

Dzisiaj przychodzi czas na działanie – pomyśl!: jest nas dziesiątki tysięcy! Wystarczy, że się zorganizujemy i wykorzystamy narzędzia Internetowe do wpływania na rzeczywistość – musimy przejąć w tym kraju inicjatywę.. musimy zaproponować nowy model myślenia politycznego.. nowy model samo-rządzenia się społeczeństwa!

Rozumiem. Zastanawiam się jednak – jaka jest wasza „pozytywna wizja”? Wasz docelowy model polityczny?

Nowa, sieciowa demokracja, czyli NETARCHIA. Jest to system polityczny (proces i rezultat) sprzyjający wolności i rozwojowi jednostek i grup lokalnych w ramach poziomej dynamiki sieciowego społeczeństwa.

Netarchia jako ustrój społeczny – to taka organizacja społeczeństwa, która odchodzi od centralizmu i autorytaryzmu oraz z góry danych sztywnych reguł i hierarchii społecznych -zastępuje je sieciową grą zależności między wieloma aktorami społecznymi (rząd, społeczeństwo obywatelskie, prywatny sektor) za pomocą technologii informacyjno-komunikacyjnych (ICT). Społeczeństwo netarchiczne nastawione jest na synergię wiedzy i doświadczenia – wszystkich podmiotów społecznych (rzecz jasna, po ich odnowie i uaktywnieniu). W oparciu o tą syntezę wiedzy i doświadczenia społecznego podejmuje się decyzje, co do kierunków rozwoju dla dobra wspólnego całej sieciowej struktury.  Fundamentem decyzji jest zawsze konsensus i zapewnienie prawa do istnienia różnic – tam gdzie to tylko jest możliwe. 

Natomiast, netarchia jako sposób rządzenia – to wyłanianie decyzji dobrych dla możliwie wielu grup lokalnych, nie na zasadzie autorytarnej, ale na zasadzie deliberacji, konsensusu i aktywnego uczestnictwa. Ważne jest, aby w decyzjach uczestniczyli wszyscy Ci, którzy zadeklarują taką chęć spośród tych, których decyzja dotyczy. Docelowo, powinni oni nawet dysponować prawem weta. Innymi słowy, nastąpi zmiana samej filozofii podejmowania decyzji – w sieciowym rządzeniu: 

 

  • Decyzje będą brały pod uwagę formalne i nieformalne relacje pomiędzy sieciami i grupami obywateli – ta szeroka baza będzie włączać w proces decyzyjny znacznie większą wiedzę o realnych problemach, niż obecnie. Chodzi tu zatem o synergię między różnymi kompetencjami i źródłami wiedzy, tak aby widzieć problem z wielu punktów widzenia i to w kontekście wielu zależnych spraw.
  • Istotą będzie znalezienie równowagi między: aktorami rządowymi – ekspertami prywatnymi i instytucjonalnymi – prywatnym sektorem – sieciami lokalnymi – aktywistami indywidualnymi. Cały proces będzie przy tym całkowicie transparentny (1. dostęp w Internecie, 2. kontrola mediów różnych klas i szczebli). Co ważne, zawsze będzie się liczyć dynamika prorozwojowa całej sieci, a nie (wąsko rozumiane) dobro jednego węzła.
  • Panuje tu przy tym zasada: sprawy powinny być rozstrzygane na jak najniższym poziomie sieci (zasada pomocniczości), dopiero gdy lokalne sieci nie są w stanie rozstrzygnąć problemów, bo albo sprawy dotyczą wielu grup i ludzi albo sieci działają zbyt egoistycznie – rozwiązuje się je na wyższym poziomie.
  • Ulegnie poprawie jakość relacji między wszystkimi aktorami społecznymi – ponieważ wszyscy będą mieli realny, a nie tylko formalny wpływ na decyzje. Poprzez zastosowanie nowoczesnych technik komunikacji i wyznaczeniu elastycznych, ale ścisłych zasad deliberacji społecznej – znacznej poprawie ulegnie jakość rządzenia. To zaś będzie poprawiać zaufanie społeczne (kapitał społeczny), które jest napędem nowoczesnych społeczeństw.
  • Będzie się dążyło do unikania sytuacji, gdy jedni wygrywają, a drudzy przegrywają w ramach podejmowania decyzji. Będzie się dążyło do realizacji idei dobra wspólnego, co oznacza albo do znalezienia dobrych rozwiązań dla wszystkich stron (zasad win-win), albo do dopuszczenia realizacji mniejszościowych postulatów, w obrębie grup i osób, które się za nimi opowiadają.

 

I wierzycie, że taki system uda się u nas wprowadzić?

A Ty wierzysz, że obecny, absurdalny system może dłużej trwać..? Ale faktem jest, że wielu Polaków pojmuje się jako „prowincjuszy”, czyli tych, którzy mogą co najwyżej czerpać wzorce życiowe z „centrów”, czyli z obcych krajów.. Jednak jest już bardzo, bardzo wielu Polaków, którzy zderzyli się ze światem i widzą, że możemy być w wielu kwestiach bardziej progresywni, nie mamy bowiem jakichś długoletnich obciążeń systemowych.. u nas system wciąż dopiero się tworzy.. My proponujemy więc – zróbmy od razu MILOWY SKOK – wprowadźmy u nas system, który będzie wzorcem dla świata.. Pomyślmy o „Solidarności” – w najlepszych czasach nie oglądała się na innych, nie pytała czy wolno obalić komunizm i projektować nowe rozwiązania.. po prostu działała.. wyznaczała nowy standard wolności.. jak się okazało – dla całego świata (choć szkoda, że nie wdrożyła go..). Mamy więc punkt odniesienia. Prawdziwa wierność wobec tej tradycji to nie dzisiejszy związek zawodowy „Solidarność”, który jest kpiną z tej dawnej „S”, ale właśnie progresywizm.. mocne parcie do przodu we wprowadzaniu nowatorskich form demokracji..
Powinniśmy wprowadzić rozwiązania nowoczesnej, opartej na konsensusie  (deliberatywnej) i komunikacji internetowej demokracji (e-demokracja) nieomal wszędzie. Niech będzie ona czymś oczywistym we wszystkich stowarzyszeniach, partiach, organizacjach społecznych, w szkołach, na uczelniach.. Pracujemy nad realnymi rozwiązaniami w tym zakresie.

A jak netarchia ma się do e-demokracji?

To są pojęcia bardzo bliskie. O ile tylko e-demokracji nie rozumiemy jako zwykłe uzupełnienie tradycyjnej demokracji przedstawicielskiej narzędziami z zakresu technik komunikacyjnych, głównie Internetu. A rozumiemy ją jako umożliwienie ludziom szerokiej partycypacji w procesach społecznych właśnie za pomocą szerokiej komunikacji sieciowej. W tym przypadku – są to pojęcia bardzo bliskie.. Netarchia może jeszcze akcentuje znaczenie sieci społecznych, czyli całej dynamiki społeczeństwa w lokalnych uwarunkowaniach, podczas gdy e-demokracja skupia się na „sieciowości” za pomocą komunikacji internetowej…

PO ostatnio dużo mówi o wprowadzaniu „rozwiązań cyfrowych

Obecna klasa polityczna nie rozumie logiki przyszłości i prawdziwego znaczenia sieci – to wszak nie chodzi tylko o zamianę techniki analogowej na cyfrową.. Chodzi o reorganizację społeczeństwa na miarę możliwości komunikacyjnych Internetu. Chodzi właśnie o netarchię, a nie kosmetyczne zmiany.. Przy okazji warto podkreślić, że żyjemy w dziwnym społeczeństwie – ludzie powszechnie mają odwagę używać nowych gadżetów, co rok wymieniając komputer, komórkę i inny sprzęt, ale jeśli chodzi o pójście za prawdziwymi konsekwencjami, które niosą współczesne techniki komunikacyjne – wielu z nich jest niezwykle konserwatywna.. W sumie jednak wynika to z braku wiedzy o nowych możliwościach.. Rolą Netystów jest tu także edukacja ludzi co do nowych możliwości demokracji, która jak wszystko inne także może ulegać znacznemu rozwojowi, wzbogacaniu.

Czy chciałbyś coś dodać na koniec?

Owszem, chciałbym prosić wszystkich, którzy czują się „nowymi obywatelami świata” – ludźmi spoglądającymi przez okno Internetu na nieskończone możliwości swojego rozwoju, aby nie zaniedbywali także realu – stwórzmy w naszym kraju interesującą przestrzeń – połączenie realu i virtualu – kraj, innowacyjnego, gruntownie demokratycznego społeczeństwa sieciowego, w którym każdy może realizować swoją drogę rozwoju; i jeśli jest pozytywna – społeczeństwo wspiera ten jego rozwój. W przestrzeni publicznej funkcjonują ludzie, którzy są prospołeczni i profesjonalni, bo ogólna aktywność całego społeczeństwa, a także system polityczny (netarchia) – wyklucza ludzi nieuczciwych i nie działających dla dobra wspólnoty.

Dziękuję za rozmowę. 

Pierwodruk: interia.360.pl  z dnia 24.11.2009

Comments

comments

About The Author

http://progg.eu/wp-content/uploads/ap_avatars/558e8ce76a287f1da540f53fcca93b30.jpg

Materiały redakcji Progg.

Related posts

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *