Nowe artykuły:
Progos myśli o naszym systemie…

Progos myśli o naszym systemie…

Autor przedstawia pierwszy z cyklu artykułów, w których rozważa – lansowane przez nas w Proggu – progresywne podejście do obecnego (industrialnego) modelu życia, i dokonuje tego poprzez sprowadzenie, wypracowanych w innych bardziej teoretycznych artykułach, koncepcji do praktyki życia codziennego. Głównym postulatem jest: proponowanie nie odgórnych, abstrakcyjnych rozwiązań, ale ocenianie uwarunkowań życiowych każdego człowieka i zastępowanie tego, co jest nieprzyjazne – rozwiązaniami humanizującymi nasz system życia, czyli przyjaznymi.

Punkt widzenia Progosa

D o tej pory myślałem, że zmiany w naszym kraju mogą się dokonać „od góry”, tzn. przez budowę programów politycznych i dążenie do ich wprowadzenia drogą parlamentarną. Teraz myślę, że tak można co najwyżej doprowadzić kolejną partie do władzy, która i tak nie będzie w stanie wiele zmienić. A tymczasem w Polsce nie chodzi o zmiany partii, ale o zmiany modelu życia, bo gołym okiem widać, że prawie żadna dziedzina naszego modelu organizowania świata nie działa dobrze. Przeciwnie – obecny model (cywilizacja) raczej przyczynia się do obniżenia potencjału ludzi, popadanie ich w choroby i patologie. Zmiany społeczne, polityczne muszą zatem także mieć właściwą perspektywę – nie chodzi o zastąpienie prawicy lewicą, czy odwrotnie; chodzi o zastąpienie nieprzyjaznego dla ludzi i wrogiego w ogóle dla Życia na naszej planecie systemu (nazywam go: industrializmem) systemem całkiem przeciwnym, tj. wspierającym Życie i ludzki rozwój. Perspektywą zatem koniecznego w Polsce progresu powinny być zmiany modelu życia, a nie powierzchowne zmiany koncepcji politycznych (o doraźnych zmianach politycznych nawet nie wspominając).

2. Przy okazji warto zauważyć, że nie chodzi o jakieś futurologiczne mrzonki. Na całym świecie toczy się taka cywilizacyjna zmiana. Istnieje wiele fantastycznych rozwiązań i modeli organizacyjnych, ekonomicznych, kulturowych i innych, które można już dzisiaj wdrażać. Każdy z nich polepszyłby gruntownie nasz model życiowy. Wymienię tu tytułem przykładu: zrównoważony model organizacji społeczeństwa, ale traktowany nie jako hasło, nie mylony z „dbaniem o środowisko”, czy „ekologią”, ale rozumiany jako model dynamicznej równowagi wewnątrz społeczeństwa w aspekcie kulturowym, społecznym, gospodarczym. Setki instytutów badawczych opracowało ten model dogłębnie, istnieją koncepcje realizacyjne, ot, choćby w postaci ekonomii zrównoważonego rozwoju. Gdyby to wszystko wdrożyć – nasza jakość życia zmieniłaby się dogłębnie. Oto zresztą powinno nam chodzić! Zwykłe zmiany polityczne – to już dzisiaj za mało!

3. Po zastanowieniu oczywiste się staje, iż tego typu głębokie zmiany możemy realnie wdrożyć tylko „od dołu”. Muszą one wynikać ze stopniowego przyjmowania przez społeczności lokalne nowych rozwiązań. Od góry można zadekretować zmiany, ale one i tak rozpłyną się z powodu ludzkiej niewiedzy, urzędniczej indolencji i setek innych powodów. I w końcu stary system wchłonie odgórne zmiany. Tak jest właśnie w przypadku zrównoważonego rozwoju. Teoretycznie jest on zadekretowany w konstytucji, każde miasto ma wiele jego aspektów zapisane w strategii rozwoju i wielu innych dokumentach, a tymczasem nierównowaga społeczna, dewastująca środowisko gospodarka, rabunkowe wykorzystanie nieodnawialnych zasobów i inne patologie społeczeństwa industrialnego narastają. Nowe, reformistyczne koncepcje staną się więc ważnym punktem odniesienia dla ludzi dopiero wtedy, gdy zaczniemy je przekładać na powszechnie zrozumiały język i konkretne reguły działania. Moim zdaniem, dobrym tego przykładem, w przypadku zrównoważonego rozwoju, może być zadanie społeczności lokalnej pytań: co w naszym otoczeniu, w naszym codziennym życiu „nie działa”, czyli co jest źródłem naszych chorób, patologii, dyskomfortu; co zamiast służyć lokalnie ludziom służy odległym strukturom (np. urzędnikom, koncernom, centralom organizacji czy kościołów). I jak razem przepracujemy te problemy; jak nauczymy się widzieć świat sieciowo, jako powiązany system zależności – będziemy mogli przejść do wspólnego planowania tego, co będzie „działać”, czyli co poprawi nasze zdrowie, szczęście, radość życia, mądre relacje z całą Naturą i konkretnymi ekosystemami, których jesteśmy częścią. Bo właśnie to są właściwe kryteria naszego rozwoju, a nie – lansowane przez biurokracje i koncerny – mierniki takie jak PKB, czy inne mierniki rozwoju gospodarczego (ale to temat na osobne rozważania).

4. W ten sposób pojawia się nowa perspektywa działania: zamiast dążyć tylko do wprowadzenia reform „od góry”, czyli przez partię obecną w parlamencie, trzeba jeszcze bardziej skoncentrować się nad działaniem „od dołu”, czyli nad eksperymentowaniem w zakresie tworzenia mądrzejszego modelu życia w konkretnych realiach. Mam na myśli wioski, miasteczka, miasta, dzielnice itp. Wydaje się bowiem, że dotychczasowe modele (w tym zrównoważonego rozwoju) nie działają właśnie dlatego, że były tworzone, a potem wdrażane odgórnie (ekspercko), tzn. bez brania pod uwagę realnego kontekstu funkcjonowania ludzi, ich różnorodnych potrzeb i zróżnicowanych podejść do życia. Powinniśmy zatem pozbyć się tradycyjnego, opartego na mechanicznych uogólnieniach (abstrakcyjnego) myślenia i otworzyć się na odkrywanie modeli życia i działania społeczeństwa poprzez obserwację życia w konkretnych realiach. Innymi słowy, właściwym wymiarem naszego zainteresowania powinno  się stać nie tyle państwo, które jest strukturą schyłkową, ile raczej: wioski, gminy, miasta, czyli lokalne społeczności w ich różnorodnym uwarunkowaniu kulturowym, społecznym, ekonomicznych itp. I w tych ramach musimy szukać mądrzejszych modeli rozwoju ludzi, społecznej współpracy i budowania społeczeństwa opartego na zdrowiu i dobrostencji. I na tym właśnie polega elastyczne (nieideologiczne) podejście dzisiejszego progosa (progresywisty).

5. Prawica wobec tych problemów (w zależności od jej odmiany) ma skłonność do konserwowania tradycyjnych modeli działania lub do patrzenia nie na dobro ludzi, ale na zysk wielkich firm i rozwój państwa (czyli biurokracji państwowej). Lewica często projektuje plany reform, które jednak nie tyle biorą pod uwagę dobro konkretnych ludzi, żyjących w konkretnych miejscach, ile dobro statystycznego człowieka, który jest podmiotem statystycznego wyzysku. Innymi słowy, patrzy na społeczeństwo abstrakcyjnie, centralistycznie i ideologicznie. Na tym tle podejście progosa polega po prostu na patrzeniu na społeczeństwo oddolnie, sieciowo i elastycznie. Czyli, dla niego najważniejszym wymiarem społeczeństwa są lokalne grupy, i im wyżej w strukturze organizacyjnej – tym jest ona mniej ważna. Społeczeństwo powinno się organizować jak najbardziej „płasko”, „niehierarchicznie”, „niecentralistycznie”, czyli właśnie sieciowo. Bezpośrednie porozumienia między lokalnymi grupami (w tym za pomocą technik komputerowo – informacyjnych) są najważniejszym wymiarem działania społeczeństwa. Hierarchiczna i centralistyczna organizacja obecnego państwa powinna stopniowo zaniknąć. I w końcu, progos opowiada się za przezwyciężaniem lokalnych problemów dotyczących antyhumanistycznych i nieprzyjaznych dla środowiska uwarunkowań systemu życia – konkretnymi, elastycznymi rozwiązaniami, które sama społeczność lokalna wspólnie wypracuje, biorąc pod uwagę uwarunkowania każdej grupy, a może i nawet każdego zainteresowanego (interesariusza). I na tym z grubsza polega progresywny system organizacji społeczeństwa, który nazwałem netarchią.

Zasada nieprzyjazności

6. Jeżeli się zgodzimy na powyższe propozycje, powstaje problem jakie przyjąć kryteria oceny tego czy coś służy zdrowiu, szczęściu i – ogólnie – rozwojowi ludzi, czy nie. Moim zdaniem odpowiedzią na te pytania jest konceptualizacja dwóch fundamentalnych zasad rządzących naszym światem.. Zasada nieprzyjazności.  Jako że dotąd kierujemy się myśleniem redukcjonistycznym i mechanistycznym w organizowaniu naszego świata – dlatego też zamiast przyjąć w ocenie warunków naszego życia punkt widzenia człowieka – patrzymy na wszystko „oczami” ogólnych struktur, zasad, norm, procedur i innych „abstrakcyjnych” form, które budują świat naszego życia codziennego (nazywam go światem życia). Odbiciem tego jest dowartościowywanie znaczenia organizacji, instytucji, które są „nosicielami” owych abstraktów, a deprecjonowanie lokalnych „kultur”, niepisanych zwyczajów i w ogóle perspektywy osobowej funkcjonowania konkretnych ludzi. Dalej, przedłużeniem przewartościowywania znaczenia instytucji jest dopuszczanie do sytuacji, w której wszelkie formy jej istnienia są ważniejsze, niż jej faktyczne funkcje, które powinna spełniać. W praktyce sprowadza się to do realizacji przez wszelkie instytucje nade wszystko interesów ich personelu i podmiotów, które nimi władają (np. władz centralnych), a dopiero wtórnie ich klientów (interesariuszy). A także, organizowanie tych instytucji tak, aby ich sposób działania i materialne warunki służyły przede wszystkim potrzebom obsługi, a nie interesariuszom. Przykładowo: placówki służby zdrowia – powstają z myślą o potrzebach i korzyściach lekarzy; urzędy – urzędników; szkoły – nauczycieli; kościoły – duchowieństwa itp. A przy tym, gros pieniędzy idzie na podtrzymywanie właśnie takiego, nieprzyjaznego do ludzi, sposobu działania tych instytucji, a także na pozorowanie realizacji ich faktycznej misji (że np. szpitale służą ratowaniu ludzkiego życia, a nie oferowaniu lekarzom intratnych miejsc pracy i zarobkowania „po godzinach”, a władze wojewódzkie, robiąc szum medialny wokół nich – budują wokół „rozwoju służby zdrowia” często elementy swojego programu wyborczego, na podstawie których wygrywają wybory itp.).

7. To sprawia, że gdziekolwiek się nie zwrócimy – widzimy nieprzyjazne rozwiązania[1]. Pomyślmy: żyjemy w niewygodnych, pogarszających stan naszego zdrowia, czyli źle zaprojektowanych domach, bo kryterium ich powstania nie był dobro-byt (a właściwie dobroces) ich mieszkańców, tylko konkretny zysk dewelopera. Innymi słowy, nie zapytał on najpierw ich przyszłych mieszkańców: w jaki sposób by chcieli w tych domach realizować swój potencjał rozwojowy; jak chcieliby właściwie regenerować siły psychiczne, fizyczne, duchowe; jak pragną realizować potrzeby socjalne w ich różnych aspektach? Krótko: jaki prowadzą styl życia i co naprawdę im służy. Zamiast tego, deweloper potraktował każdego z przyszłych mieszkańców jako statystycznego człowieka, który ma standardowe potrzeby dla tzw. „targetu”, czyli wieku, zarobków i paru podobnych zmiennych. Na miarę tego podejścia zaplanował realizację „inwestycji” (nie: miejsca do życia!) tak, aby jak najwięcej zarobić. Oszczędzał więc na kosztach materiałów budowlanych, wynagrodzeniu architektów, projektantów i budowlańców, cenie gruntów i dziesiątkach innych kategorii z tego zakresu, co summa summarum sprawiło, iż standard domów jest niski. Przyszłym mieszkańcom pozostało co najwyżej wybrać rozkład mieszkania z kilku typów, i dobrać kolory ścian czy tapet.

8. Podobnie jest w całym naszym otoczeniu. Przyjrzyjmy się organizacji naszych miejsc pracy – są one w większości całkowicie niezdrowe, nie biorące pod uwagę psycho-fizyczno-społecznych wymiarów kondycji ludzkiej. Ich jedynym kryterium organizacji – jest obniżanie kosztów ich powstania, czyli zysk ich właściciela (gestora). Podobnie jest w placówkach służby zdrowia, w urzędach, w sklepach, kościołach itp. itd. – poza nielicznymi przypadkami wszędzie najważniejsza jest czysto materialna korzyść, wygoda, satysfakcja tych, którzy – de facto – powinni dostarczać wartości, dobro i korzyści ich interesariuszom. Dlatego też – z punktu widzenia większości ludzi – świat naszego życia nie przyczynia się do wyzwolenia naszych zdolności, chęci życia, radości, głębi w rozumieniu naszych i innych egzystencji, ale, krok po kroku, rujnuje nasze zdrowie, wiarę w siebie i nasze zdolności, a tym bardziej chęć kreatywnego przekraczania naszych ograniczeń w dążeniu do pełni rozwoju; ogólnie: niszczy nasz osobowy potencjał. I jak mówiłem na wstępie – zmiana tej sytuacji, w konkretnych realiach życiowych konkretnych ludzi powinno być celem każdego progosa.

Zasada przyjazności

9. Jeżeli chcemy zatem naprawdę zmienić nasz świat życia codziennego, zasadę tę musimy zastąpić zasadą przeciwną, czyli zasadą przyjazności – w jej świetle wszelkie struktury i instytucje naszego otoczenia powstają po to, aby realizować szeroko pojęte korzyści i potrzeby ich interesariuszy. Przy czym, to oni powinni mieć prawo (w przemyślanych metodologicznie warunkach, np. zgodnie z zasadami społecznej partycypacji i deliberacji) wypowiedzieć się co do ich potrzeb i wartości, których oczekują od danej instytucji, czy struktury systemy życia. Przykładowo, urzędy – w aspekcie materialnej formy, sposobu działania, procedury obsługi – muszą nie tylko sprawnie dostarczać usług administracyjnych w możliwie komfortowych warunkach, ale także nie obniżać dobrego samopoczucia ich klientów poprzez brak jasnej, dobrze zorganizowanej informacji, przewlekłość procedur, wyniosły ton, z jakim traktuje ich personel, czy obwieszanie urzędów znakami religijnymi jednej z religii. A w przyszłości – powinny być elementem szerszej samorealizacji każdego człowieka. Podobnie powinno być także w placówkach służby zdrowia, szkołach itp. Dla każdej z tych instytucji powinno się wyznaczyć spektrum ich przyjazności, tzn. zakres potrzeb, które – holistycznie patrząc – muszą realizować. Musi to być powiązane z holistycznie rozumianym modelem człowieka oraz sieciowym sposobem rozumienia relacji w świecie społecznym (a nawet biologicznym). Tak rozumiejąc ich rolę warto zastanowić się, przykładowo, czy ilość upokorzeń, których ludzie doznają w placówkach służby zdrowia nie jest bardziej chorobogenna, niż ew. pomoc, którą otrzymują od (często także mocno zestresowanych) lekarzy.

Podsumowanie

  • To, czego naprawdę potrzebujemy w naszym kraju, to nie tyle odgórnych reform społeczno-politycznych, robionych w modelu nieprzyjazności. Zamiast tego, coraz pilniej potrzebujemy aktywizacji ludzi wokół wspólnego uczenia się rozpoznawania naszych prawdziwych potrzeb w konkretnych, lokalnych miejscach naszego życia (niestety dominuje oprogramowanie myślowe mówiące, że zasada nieprzyjazności jest normą, czyli „życie to nie bajka”, „tak już być musi” itp. Dlatego nie wyobrażamy sobie, że świat wokół nas mógłby być przyjaźnie urządzony, służyć naszemu zdrowiu i rozwojowi).
  • Zamiast mglistego oczekiwania, że „kiedyś będzie lepiej”, czyli, że lepszy model życia sam z siebie się wyłoni – społeczności lokalne już teraz muszą nie tylko zmieniać aspekty techniczne (infrastruktura) funkcjonowania, ale także zacząć pracować nad radykalną poprawą holistycznie rozumianej jakości życia.
  • Kryterium wszelkich zmian jest realizacja zasady przyjazności w stosunku do: organizacji miasta / wioski, habitatu życiowego, miejsca pracy, urzędu, placówki służby zdrowia, kościoła itp. i niwelowanie zasady nieprzyjazności
  • Szczegółowe inteligentne, elastyczne, oszczędne rozwiązania (dobrocesy, dobrostencja) trzeba wypracować w konkretnych warunkach życiowych danej lokalnej społeczności, bowiem różne społeczności i różni ludzie potrzebują różnych rozwiązań. Nie ma żadnego jednego, dobrego dla wszystkich modelu

I tak wygląda perspektywa myślenia i działania dzisiejszego progresywisty, czyli progosa.

Cdn.


[1] Wszystkie przykłady analizuje z tzw. „lotu ptaka”, chodzi mi bowiem tylko o nakreślenie ogólnych zasad, a nie szczegółowa analizę poszczególnych instytucji i organizacji. Na to przyjdzie kolej w kolejnych artykułach.

Comments

comments

About The Author

Innowator. Ukończył studia na Wydziale Filozoficznym KUL; stypendysta u prof. Leszka Kołakowskiego na University of Oxford. Ukończył także studia podyplomowe: Zarządzanie Finansami i Inwestycje Finansowe na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu oraz Public Relations w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu. Zajmuje się filozofią miasta, architektury (w ramach think-tanku BioCity Project) oraz trendami rozwojowymi w kulturze i cywilizacji, prowadzącymi do zmiany panujących paradygmatów. Także właściciel innowacyjnej agencji konsultingu terytorialnego: Metamorphosis Innova City. W jej ramach zaprojektował i wdrożył kilkanaście innowacyjnych marek i strategii terytorialnych dla wielu polskich miast, w oparciu o zasady zrównoważonego rozwoju i deliberacji społecznej. Współzarządzający Fundacją Nowej Kultury. Redaktor portalu progg.eu Napisz do mnie

Related posts

6 Comments

  1. Krzysztof

    Szanowny Panie. Na jakiej podstawie wysuwa Pan wnioski o ‚prawicy’ czy ‚lewicy’ i jak Pan ją definiuje? Wg kryteriów politologicznych? Wg tych kryteriów PIS to partia Lewicowa. Wg kryteriów pochodzenia? No to lewica w Polsce jako Postkomuna z pewnością nie jest tworem przyjaznym tylko raczej opierającym swoją władzę na zapleczu które zbudował PZPR – partia zbrodni i przemocy. Totalitarny charakter PRL i morderstw chyba nie muszę udowadniać. Można porównać skalę tylko z nazizmem, więc nie wiem, co tu jest takiego ‚pro life’ w Lewicy? Poklaskiwanie poleceniom z Moskwy i branie ‚pożyczek’ na kampanie wyborczą w 1999 prosto od Skarbu PAństwa Federacji Rosyjskiej? Nie rozumiem, skąd definicja polskiej prawicy. Jakieś opracowania naukowe? No i coż to za ogólniki? Że CAŁA LEWICA ma coś do zaoferowania i CAŁA PRAWICA nie ma nic. No to ja chciałbym zauważyć, że np. Antifa ma nam do zaoferowania pałowanie przechodniów w Warszawie i napuszczanie na paradę prezydencką niemieckich ‚turystów’ wmawiając im, że grupa rekonstrukcyjna w mundurach księstwa Warszawskiego paradująca przed prezydentem to „Polscy Faszyści”. No jak CAŁA Lewica, no to cała. Antifa to chyba też lewica.

    Ja tylko chciałem zauważyć, że w naszej kulturze musimy dużo jeszcze od nowa odkryć ponieważ zostaliśmy wyrwani z korzeniami z naszej kultury i przesadzeni na siłę w inne ziemie, lub wprost z lepianek i chat strzechą krytych w blokowiska. A nasza kultura wogóle jest bardzo blisko natury. Nie zgadzam się, że kościół katolicki jest nieprzyjazny dla życia. Niezgadzam się, że jest autorytarny. Przecież chodzenie do kościoła nie jest obowiązkowe? ktoś kogoś zmusza? Jest dobrowolne. Zupełnie jak głosowanie w demokracji…Podobnie z ludową kulturą. To zblokowanie ludzi na siłę i upychanie w socjalistycznych blokach bez przestrzeni wspólnej jest autorytarne. Proszę zauważyć, że wszystkie lub większość akcji pt ‚zdrowe odżywianie’, ‚zdrowe materiały budowlane’ itd, to po prostu odkrywanie na nowo Ameryki. Nasza kultura ludowa na te wszystkie pytania odpowiedziała wieki temu. Ba! w sensie biologicznym nas zrodziła. Wystarczy popytać babć i dziadków jakich ziół używali, co jedli, jak żyli. I wszystkie bioniczne i super nowoczesne technologie okażą się tym, co nasi przodkowie znali i stosowali by ‚być bliżej Boga’. I Kościół w tym wszystkim miał działanie raczej wspomagające styl życia zgodny z naturą a nie przeciwny, bowiem synkretyzm religijnym połączył odwieczne praktyki pogańskie z chrześcijańskim uwiebieniem miłości do drugiego człowieka(czego poganie nie dokońca rozumieli). Czyli połączył dobre z pożytecznym. Tym się różni kultura europejska od np. azjatyckich. Wrażliwością na takie pojęcia jak miłość (dziedzictwo judeochrześcijańskie) i piękno (dziedzictwo klasycznych greków). To z tego połączenia wynika nasza kultura, także ludowa. Czas ją odkryć na nowo, by żyć tak jak cele wymiennika zakładają chyba? Bliżej natury? Popieram i pochwalam wszelkie inicjatywy mające przybliżyć czy wymienić się wiedzą z innymi jak być bliżej natury. Ale nadajemy często zanglizowane nazwy na rzeczy które dawno już w naszej kulturze były i zachwycamy się nimi, jakby były super alternatywne. A tymczasem one były w naszej tradycji w miejscach, które podobno są ‚autorytarne’ czy ‚zacofane’. Pojęcia zacofanie użyłem celowo ponieważ ewidentnie tak się lansuje obraz polskiej wsi. I polskiego kościoła, który oczywiście ostał się we wsiach tylko, bo w mieście postęp i nikt do kościoła nie chodzi (oczywiście to kolejna bzdura, kościoły w miastach tętnią kulturą i wydarzeniami społecznymi). Ogólne przesłanie: odrzućmy pogardę do siebie samych, tj. do naszej kultury narodowej/ludowej, odkryjmy ją na nowo, to wtedy może część z nas zrozumie, że czasami wyważamy drzwi które są otwarte. Straszną krzywdę nam wyrządzono autorytarnym i narzuconym z zewnątrz systemem, który oddalił nas na siłę od natury bo potrzebował przemysłu do swojej zbrodniczej ideologi i zbrojeń. Polska zawsze była krajem wiejskim, rolniczym. Nasz pseudo-urbanistyczny charakter właśnie okazuje się być pseudo – to nie leży w naszej naturze, my zawsze kochaliśmy otwarte przestrzenie i naturę, z rzadka miasta (Polacy-mieszkańcy otwartych pól). Miasta owszem. Ale tak w 10-20% społeczeństwa ale nie 60%! I przede wszystkim, od kiedy miasta miałyby być bardziej ‚nowoczesne’ i postępowe od wiosek? i na czym ta nowoczesność polega? na ateizacji? to chyba musimy zredefiniować wszystkie pojęcia naszej rozmowy inaczej nigdzie nie dojdziemy. Nasze korzenie są bardzo blisko natury, odcinając się od nich oddalamy się od natury, stwarzamy kolejną sztuczność, szukając na siłę ‚alternatyw’ bo coś nam w duszy nie gra. A nie gra, bo obecny kształt społeczeństwa a także styl życia jest stworzony sztucznie, za biurkiem aparatczyka KCPZR w Moskwie. To i teraz wychodzi z nas, że coś nam się nie podoba, coś nie służy naszemu życiu na codzień, coś nam przeszkadza, z rzadka zdajemy sobie sprawę dlaczego. Bo nas przesadzono na siłę jak najdalej od naszych korzeni i natury. Madzia: Mówiłem o PGRowskich kołchozach, syfku i marraźmie tam panującym, a nie o typowej polskiej wsi na którą władza ludowa nie odważyła się położyć ręki w celu kolektywizacji, bo się bała, że chłopi będą jeszcze lepiej wspierać Akowską partyzantkę (to wtedy zrezygnowano z kolektywizacji wsi i zrezygnowano tylko w Polsce, bo był zbrojny opór – w żadnym innym kraju bloku wschodniego nie zrezygnowano z kolektywizacji wsi!- tylko u nas Wielki Brat ustąpił, bo się bał…- ale zobacz, jak skutecznie tą wiedzę wyrugowano ze świadomości i podrećzników). Do tego…kilka lat temu…hmm, kilka lat temu dojrzewałem do obecnego poglądu, nie pamiętam dokładnie co mówiłem ciężko mi się odnieść. W każdym razie, walka na siłę z Kościołem i nazywaniem go autorytaryzmem śmieszy;) Autorytaryzmów upatrywałbym w centralnych dyrektywach UE i potomków Elit które wjechały do naszego kraju na obcych czołgach i rządzą nami do dziś (tzw „Staliniątka”). Stąd cały nasz wewnętrzny niepokój i protest. Ale oczywiście, że dużo ludzi się z tym nie zgodzi – i nawet nie chciałbym, żeby się wszyscy zgadzali: „Bo gdy wszyscy myślą tak samo, wtedy na pewno coś jest nie tak – napis na ścianie obozu w Dachau”.

    Reply
    1. Alexander Sikora

      Krzysztofie, niezwykle trudno kompetentnie Ci odpowiedzieć, bo dyskutujesz z tezami, których nie ma w moim tekście. Przykładowo, ja nie bronię ani lewicy ani prawicy, bo uważam, że ten podział jest już regresywny. W tekście wprost mówię, że progresywizm to nowe stanowisko między lewicą i prawicą.
      Ja nic nie mówić o nieprzyjazności Kościoła Katolickiego w tym tekście, chociaż faktycznie uważam, że jest mocno nieprzyjazny dla ludzi. Twoja interpretacja tradycji judeochrześcijańskiej jest czysto „książkowa”, tzn. abstrakcyjna, Mówisz o tym, co głosi sam KK, ale największy problem KK przez wieki to właśnie to, że CO INNEGO GŁOSI, A CO INNEGO ROBI – i ten rozdźwięk jest przeogromny, gigantyczny.. Napisze o tym osobny tekst.
      Co do powrotu do natury, niestety tutaj także się nie rozumiemy. Ja nie przeczę, że polska wieś miała długo zdrową żywość i zdrowszy tryb życia, ale NIE OTO CHODZI. Stwierdzenie, że tryb życia polskiej wsi był „bioniczny”, czy nawet prawdziwie zrównoważony – to grube niezrozumienie tego, co napisałem. Mi nie chodzi o to, aby ludzie np. mieszkali w domach krytych słomą (co jest niewątpliwie zdrowsze, niż domy z betonu), bo nie stać ich na żadne lepsze technologie. Mi chodzi o to, abyśmy zaczęli tworzyć bardziej PRZYJAZNY ŚWIAT, bo właśnie mamy te ultranowoczesne technologie. A przy okazji, warto zauważyć, że wiele tradycyjnych „technologii” jest bardzo nieprzyjaznych dla środowiska, np. hodowla bydła (krowy i świnie produkują ogromne ilości dwutlenku węgla) czy produkcja gnojówki (zawiera dużo metanu, który jest jeszcze gorszy od dwutlenku). A do tego, chyba widzisz różnice między prymitywnym domem ze wski sprzed stu lat, a np. biomimitekturą, o której dużo na Proggu pisaliśmy (i przykłady możesz znaleźć w innych artykułach).
      Twoje wycieczki zaś o naszym obecnym stylu życia stworzonym przez PZPR i komunistów – to także elementarne nieporozumienie. Nasz styl życia stworzyli po-oświeceniowi moderniści i industrialiści w 19 wieku, gdy mało kto jeszcze słyszał o komunizmie). A komuniści tylko wprowadzili jego zwulgaryzowaną, wyjątkowo nieprzyjazną wersję. Ale – jak pisałem – ja nie bronię tradycyjnej lewicy!
      Ogólnie, moim zdaniem wartościowa dyskusja zakłada 1. dyskutowanie z prawdziwymi tezami autora, a nie swoimi myślami na ten temat, 2. warto precyzyjnie czytać SENS wypowiedzi autora, zamiast oceniać je przez pryzmat swojego światopoglądu (ideologii); trzeba dystansu do siebie i wczucia w myśli autora…

      Reply
  2. Zbigniew Łukasiak

    Na zaproszenie autora zamieszczam tu moją krytyczną uwagę:

    Pobieżnie przeczytałem ten artykuł – jeśli miałbym się jakoś ustosukować zgadzam się w wielu praktycznych wnioskach – natomiast razi mnie przedstawianie tego wszystkiego jako takiego albo albo, ta ‚schyłkowość państwa’ itp – dla mnie to fałszywa dychotomia. Zgadzam się, że różne oddolne struktury zostały trochę zaniedbane – ludzkość skoncentrowała się na uniwersalnych abstrakcyjnych systemach jak gospodarka rynkowa czy komunizm – podczas gdy nie wszystko daje się upchąć w te wielkie paradygmaty i wymaga rozwiązań lokalnych, często jednostkowych, dostosowanych. Sporo o takich lokalnych rozwiązaniach pisze Olstrom. Poza tym jeśli chodzi o krytykę ‚nieprzyjazności’ i generalnie tego, że instytucje głównie służą samym sobie – to wszystko nie jest niczym nowym (nasuwa się na myśl chociażby słynne Prawo Parkinsona), oczywiście każdy się zgodzi, że to jest źle – ludzie się tylko nie zgadzają jak to trzeba naprawić.

    Reply
    1. Alexander Sikora

      Dzięki za ciekawą (i co szczególnie rzadkie: kompetentną) ocenę. Ale właśnie upierałbym sie nad radykalizmem moich tez. To nie jest tak, że „trochę” (jak piszesz) zaniedbaliśmy wymiar czysto ludzki, indywidualny naszego systemu życia.. Moim zdaniem – i tu sie różnię od przytaczanych autorów – właśnie stworzyliśmy całkowicie NIE-LUDZKI świat; świat biurokracji, konsumpcji, zysku, czyli abstrakcyjnych zasad, które służą garstce ludzi, a cała reszta musi na siłę się wtłoczyć z przygotowane dla nich zasady; zasady, które niweczą ich szanse na samorealizację…

      Np. info z dzisiaj – raport dla ONZ (http://www.uniaeuropejska.org/raport-nowaka-tortury-nadal-powszechne) tortury są nadal codziennością. W polskim przypadku raport przytacza przykłady tortur w służbie zdrowia. Np. powszechne odmawianie leków przeciwbólowych cięzko chorym na raka (a wiąże się to z niewyobrażalnym bólem); odmawianie prawa do aborcji (nawet tej legalnej). Itp. Itd. A wynika to z tego, że cała SŁUŻBA ZDROWIA SKONSTRUOWANA JEST NA POTRZEBY LEKARZY I RZĄDU (niskie opłaty), A NIE CZŁOWIEKA – PACJENTA.

      Reply
  3. Marek Wlkp

    Zawsze mnie zastanawiało dlaczego część lewicowców określa się mianem „postępowców”, skoro wiele z tych osób głosi stare hasła jeszcze sprzed Wiosny Ludów (w żadnym wypadku nie kieruję tego zarzutu do autora). Czy nie czyni to tych osób „powrotowcami” (restauratorami, retrogresywistami)?

    Dlaczego w mainstreamie „liberalizm” jest przeciwieństwem „konserwatyzmu”? To tak jakby wolność była czymś przeciwstawnym do tradycji, a tak moim zdaniem nie jest. W tej sferze powinna nastąpić gruntowna redefinicja pojęć. Poniżej przedstawiam moje propozycje, z chęcią zapoznałbym się z waszą/Państwa uwagami na ten temat lub własną klasyfikacją.

    retrogresywizm (powrotowość) – głoszenie poglądów z poprzednich okresów politycznych, zmiany wstecz
    konserwatyzm (zachowawczość) – utrzymywanie status quo, brak zmian
    progresywizm (postępowość) – tworzenie nowych, innowacyjnych rozwiązań, zmiany do przodu

    liberalizm (wolnościowość)
    – w ujęciu społecznym – duża swoboda w sferze kulturowej
    – w ujęciu gospodarczym – brak interwencji państwa
    restrykcjonizm (surowość)
    – w ujęciu społecznym – mała swoboda w sferze kulturowej
    – w ujęciu gospodarczym – interwencjonizm, zaangażowanie państwa w procesy gospodarcze

    Reply
    1. Alexander Sikora

      Panie Marku, w pełni podzielam Pana myśl o tym, że mamy wielkie zamieszanie w sferze koncepcji i ich nazw (dlatego sam często proponuje nowe terminy).
      Właśnie pracujemy nad magazynem Progg w wersji elektronicznej. Będzie w nim opublikowany mój spory tekst, który także dotyczy tych spraw. Proponuję w nim także swój podział światopoglądów. Ten, który zawiera przekonania, które dotyczą dawnych epok, a głoszone sa dzisiaj w niadekwatnych do nich warunkach proponuje nazywać regresywizmem).
      W Pana podziale szczególnie podoba mi się liberalizm – restrykcjonizm.

      Reply

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *