Nowe artykuły:
O co konserwosi toczą wojnę z moderosami?

O co konserwosi toczą wojnę z moderosami?

Artykuł stanowi próbę analizy obecnych wydarzeń związanych z atakiem PISu na realia polityczne III RP. Jednak autor nie rozważa ich na płaszczyźnie politycznej, ale światopogladowej (mentagram). Wyłania się z tego obraz początku wielkiej wojny kulturowej między konserwosami (plemieniem PIS), a moderosami. Na tym tle wyjaśnia głębszy sens dążeń PISu. Wojna kulturowa, na którą jesteśmy skazani, staje się najważniejszym procesem, jaki się obecnie w Polsce toczy. Ona rozstrzygnie o naszej przyszłości. 

1.

Widzimy w ostatnim czasie radykalne przyspieszenie wydarzeń politycznych w naszym kraju. Rzecz jasna, z powodu wygranej PISu w wyborach. Wielu analityków próbuje zrozumieć głębszy sens tego, co się dzieje. Dlaczego PIS rozpoczął proces polityczny, którego zakresu ani stylu w III RP jeszcze nie widzieliśmy? Mimo, że od dawna znamy potencjał ludzi, którzy kierują tą partią – mało kto się spodziewał, że będą grać tak ostro…

Analitycy prześcigają się w tłumaczeniu sensu tych wydarzeń. Padają diagnozy związane z wymianą elit III RP, z finalnym zakończeniem fazy funkcjonowania państwa według reguł sformułowanych przy okrągłym stole; inni mówią o wyczerpaniu modelu demokracji liberalnej i potrzebie zastąpienia go modelem silnego państwa narodowego (szczególnie w perspektywie możliwego rozpadu UE).

Generalnie mówiąc, przeważają zdecydowanie analizy szukające istoty dziejących się wydarzeń na płaszczyźnie politycznej. I z takim podejściem chcę polemizować. Moim zdaniem, nie można w ten sposób uchwycić głębszego sensu PISowskiego podważania obecnego modelu politycznego. Nie przeczę, że niektóre z tych wyjaśnień mają sens, niemniej – co pokazuję w tym artykule – ich istota sięga głębiej, poza płaszczyznę stricte polityczną.

Moja teza jest następująca: aby zrozumieć sens omawianych wydarzeń, musimy przenieść płaszczyznę rozważań na poziom światopoglądowy (kulturowy).

Zastanówmy się nad „logiką” działania PISu. Czy te wszystkie nocne zmiany ustaw, wojna z Trybunałem Konstytucyjnym, rozluźnienie i tak swobodnych reguł doboru kadr (w administracji, mediach, spółkach skarbu państwa), a także te wszystkie pokrętne, najczęściej niespójne, tłumaczenia zmian, które ewidentnie psują państwo i stanowią jawne niszczenie dobra wspólnego, itp. – czy to wszystko mieści się w zakresie zwykłych reguł działalności politycznej? Czy to może służyć PISowi jako partii, która ewentualnie – jak wszystkie partie – chciałaby poszerzyć swój elektorat dzięki przykładom dobrych zmian, i w ogóle dobremu rządzeniu? Jest oczywiste, że tak nie jest. PIS ma swój stały elektorat (ok 30%), który zaakceptuje prawdopodobnie wszystkie ich szaleństwa, ale dzięki temu nie można trwale w Polsce rządzić. A zatem, fakt, że przywódcy tej partii tak demonstracyjnie łamią reguły działalności politycznej w demokratycznym państwie prawa, że mianują na różne stanowiska ludzi, którzy powszechnie są znienawidzeni lub znani ze swojej niekompetencji, że łamią różne nieformalne konsensusy, które dotąd obowiązywały – świadczy dobitnie, że chodzi tu o interes znacznie poważniejszy (w ich mniemaniu), niż zwycięstwo w kolejnych wyborach.

O co? Moim zdaniem, wszystkie te działania PISu są tylko przejawem ich dążenia do zgromadzenia sił i środków dla obrony \ przywrócenia (zależy od punktu widzenia) w głównym nurcie polskiego życia zestawu wartości, norm działania, obrazu świata, który oni wyznają[1]. Chodzi więc o coś, co tradycyjnie nazywało się światopoglądem, a co dzisiaj lepiej nazywać mentagramem (mentagram), czyli oprogramowaniem świadomości społecznej, powiązanej z dążeniami i postawami społecznymi.

Z tego punktu widzenia patrząc można powiedzieć, że PIS dąży do restytucji w centrum polskiego społeczeństwa (ultra)konserwatywnego modelu, opartego na – 

● myśleniu konserwatywnym – wiodące narracje, strategie interpretacyjne
● tradycjonalistycznej (narodowo-katolickiej) obyczajowości (habitus)
● autorytarnej, hierarchicznej, homogenicznej organizacji społeczeństwa 
– możemy nazwać go skrótowo: mentagram „Polaka- Katolika”. 

Zawłaszczając państwo, media, likwidując instytucje podziału władzy – chcą oni mocno osadzić go w instytucjach państwa, mediach, wśród (nowej) elity rządzącej, i w ten sposób zagwarantować mu trwałość reprodukowania się. Tym samym, pis-owcy chcą zniszczyć, zdobywający coraz większe wpływy, mentagram oparty na wizji liberalnego państwa, osobistej wolności jednostki, różnorodności społecznej itp., czyli tzw. mentagram nowoczesny (zwany też: pooświeceniowym, modernistycznym).

Radykalizm, z jakim postanowili oni ratować obsuwający się w cień świat „Polaka-Katolika” spowodował, że każdy z nas został wezwany do zadeklarowania swojej tożsamości kulturowej. Aby określić się wobec ostro zarysowanych konturów mentalnej przestrzeni do życia (kto jest „prawdziwym” Polakiem, a kto przysłowiowym „gorszym sortem”; kto ma prawo kształtować życie społeczne, a kto musi być zepchnięty na margines). Każdy świadomy człowiek musi zatem spytać: kim jestem, w co wierzę, co (w społeczeństwie) ma sens? Czy np. społeczeństwo to wspólnota wolnych podmiotów, które samodzielnie kształtują swoje życie, czy raczej to jednorodny naród, który powinien zasadniczo żyć według jednego, dyktowanego przez zewnętrzne „autorytety” (kościół) modelu; czy więc można dla ewentualnego przyszłego porządku i dobrobytu poświęcać prawa człowieka, podporządkowując bezwzględnie mniejszości zwycięskiej większości? Czy godzę się na to, aby ta zwycięska większość mogła zlikwidować reguły podziału władz, jeżeli (w ich mniemaniu) zagraża to realizacji ich wizji ładu społecznego i panujących wzorców kulturowych? Czy powinni oni brać całą pulę i od nowa urządzać system społeczny, czy raczej powinni działać zgodnie szerszymi regułami, wyznaczanymi przez konstytucje i prawa międzynarodowe? Oto krąg problemów, który jest – moim zdaniem- istotą sporu, który wybuchł na naszych oczach[2].

Reasumując, nie idzie zatem PISowi o zdobycie wpływu na państwo, aby zrealizować takie lub inne projekty polityczne – oni chcą użyć maszynerii państwa dla zabezpieczenia odwiecznej w Polsce konserwatywnej świadomości społecznej powiązanej z tradycjonalistyczną obyczajowością, która od wieków jest w ostrym sporze z zachodnioeuropejska tradycją modernistyczną (oświeceniową)[3]

2.

Mamy zatem na placu boju: (ultra)konserwanty PIS, będący w centrum szerszej grupy, którą nazywam konserwosami oraz przeciwną im grupę modernizatorów (polmodernizm), których nazywam moderosami. Ich pogłębioną charakterystykę przedstawiłem w artykule: Konserwosi versus moderosiTeraz zatem przypominam tylko najważniejsze ich cechy, a poniżej nieco konkretyzuje ich podejścia w stosunku do obecnych realiów.

W sporze udział biorą:

  • konserwosi – zwolennicy tradycyjnych rozwiązań we wszystkich sferach myślenia i życia. Organizują oni swoje życie wokół sacrum, utożsamianego z bogiem katolickim, a także moralności i obyczajowości (habitus), dyktowanym przez kościół Katolicki. Mają hierarchiczną wizję społeczeństwa, kierowanego przez „autorytety” (silni przywódcy i władze kościelne); odrzucają autonomię i wolność jednostki, opowiadają się za jednorodnym etnicznie i kulturowo narodem, działającym w ostatecznym rozrachunku, na „chwałę bożą”[4].

  • moderosi – to właśnie zwolennicy modernizacyjnych, postoświeceniowych tradycji, rewolucji przemysłowej i powstania społeczeństwa nowoczesnego. Wierzą w materialny postęp, kierowany racjonalnym, naukowym myśleniem, prawa człowieka, wolną konkurencję. Dzisiaj, najczęściej oznacza to wiarę w liberalną demokrację, konsumpcjonizm, postęp naukowo – techniczny, masowe społeczeństwo industrialne[5].

Ciekawe podejście do zrozumienia konserwosów zaproponował ostatnio prof. Mikołejko w wywiadzie. Proponuje on, aby istotę ich mentagramu wyprowadzić z sięgającego pradziejów rytualnego „symboliczno-mitycznego sposobu istnienia, bardzo zasklepionego na nieruchomości i trwaniu „przy swoim””. W tym ujęciu, rdzeniem ich rozumienia świata nie są dyskursy (nawet chaotycznie adaptowane, jak u moderosów), ale religijno – narodowe opowiastki, snute na kanwie naszej historii. Mówię o „opowiastkach”, bo nie są to wywiedzione z analizy realnie rozegranych wydarzeń narracje historyczne, ale – zinterpretowane w duchu martyrologicznym i religijnym (mesjanizm) – ckliwe historie patriotyczne. Ich rdzeniem jest zawsze figura wiecznego nieszczęścia naszego („zawsze sprawiedliwego”) narodu; wiecznych zdrad, knowań naszych sąsiadów, którzy zawsze okazują się zdrajcami. A wszystko to służy odkupieniu, nie tylko nas zresztą, ale całej Europy, a może i świata, który dzięki temu (naszemu cierpieniu) nawróci się, koniec końców, na „prawdziwe wartości” i „cywilizację życia”.

A zatem, jak mówi prof. Mikołejko, oni wciąż tkwią:

„w korzennym i archaicznym świecie odwiecznie powtarzalnych gestów, zachowań, symboli, obrzędów, zewnętrznej religijności, opowieści mitycznych”.

Dla nich więc (co z kolei trudno pojąć moderosom) Polska to bardziej mit (emocjonalny fantazmat), niż realne państwo. To mit konstruowany ostatnio na bazie takich wydarzeń jak:

 „powstania narodowe, zwłaszcza powstanie warszawskie, Katyń, wojna z bolszewikiem, katastrofa smoleńska. […….] Jedna wielka opowieść o męczeństwie i triumfie narodowego ducha”.

Konserwosi w gruncie rzeczy czują, że nie dorównujemy innym narodom, w tym, co się dzisiaj liczy: osiągnięciach naukowych, artystycznych, intelektualnych, technologiach, sprawnej gospodarce, zasobności materialnej i finansowej itp. dlatego tym bardziej obstają przy „naszej specyfice”. Zamiast mobilizowania społeczeństwa do wysiłku, który pozwoliłby dokonać skoku w kierunku tego, „jak mają inni”, czyli (wyznawanej przez moderosów figury „gonienia Zachodu”). Zamiast tego, oni wolą dobrowolną marginalizację, zamknięcie we własnym kręgu spraw. Przeczuwają bowiem, że otwarta konfrontacja z silniejszymi kulturowo i cywilizacyjnie krajami musi „zniszczyć naszą tożsamość”[6].

Z drugiej zaś strony, oprócz dążenia do zejścia z linii konfrontacji z Zachodem, zamknięcia we własnym kręgu, to poczucie małości, na zasadzie prostej kompensacji, przejawia się u nich wyolbrzymianiem tej polskiej „specyfiki” (czy wręcz: „wyjątkowości”), czyli naszej historii i habitusu. Ba! Stałą figura konserwosów jest tworzenie na ich podstawie mitologiczno – martyrologicznych opowiastek i akcentowanie rzekomej siły ducha. Jako przykład zobaczmy co oni robią z katastrofą smoleńską – przyoblekają ją w szaty męczeństwa, wystawiają na ołtarze, mitologizują na niespotykaną w innych kulturach skalę[7].

Reasumując, konserwosi przejawiają psychospołeczną postawę braku wiary w nasze siły, co powoduje strach i kurczową potrzebę okopania się we własnym grajdołku. Z drugiej strony, faktycznie nie znają i nie rozumieją współczesnego, pooświeceniowego świata. W rezultacie budzi się u nich agresja wobec tych, którzy nie podzielają ich resentymentów i traum. Obecnie, widząc, że naprawdę Polska się zmienia, modernizacja kulturowa wisi w powietrzu – przypuścili atak na rdzeń państwa, aby instytucjonalnie zabezpieczyć panowanie ich mentagramu, a wtórnie także: ich opartą na obsesjach tożsamość. 

3.

W przeciwieństwie do nich, moderosi rozumieją, że strachy te, zastępowanie wybujałą duma narodową naszych niedostatków, głoszenie nowej wersji bycia „przedmurzem chrześcijaństwa”, dążenie do budowy „scenariuszy jagiellońskich” narodowego państwa katolickiego itp. Itd. – wszystko to anachronizmy, które zaawansowany materialnie, a także kulturowo, świat dawno już odrzucił. Mało tego, w dłuższej perspektywie, realizacja projektów opartych na tych konceptach – mocno nas osłabi (w ramach kryteriów owego zaawansowanego świata). Wynika z tego, co zaczynają głosić co odważniejsi moderosi, że uporczywe trzymanie się tych anachronizmów, wespół z umacnianiem na pozycji centralnego gracza społecznego tak wrogiej wszelkiej modernizacji instytucji, jak kościół Katolicki, jest jedną z głównych przeszkód na drodze naszego dalszego rozwoju. Pora zatem w końcu w Polsce przeprowadzić (spóźnioną o ponad 200 lat!) rewolucje oświeceniową.

Innymi słowy, moderosi coraz bardziej odważnie zmierzają w kierunku zaadoptowania w naszym kraju, panującej powszechnie w rozwiniętych krajach europejskich, liberalnej, racjonalnej tradycji. Na horyzoncie ich myślenia kołacze się wizja Polski jako kraju w pełni nowoczesnego, będącego częścią europejskiej wspólnoty najbardziej rozwiniętych krajów. Moderosi zatem – wbrew konserwosom – chcą w końcu zakończyć kilkusetletnią (od czasu Sarmatów) tradycję zastępowania racjonalnego myślenia o naszym państwie – myśleniem magicznym i emocjonalnym[8]. Zamiast żyć w fantomowej „Najjaśniejszej Rzeczpospolitej”, chcieliby raczej żyć w „normalnym państwie”, gwarantującym dobre warunki życiowe, wolności obywatelskie, wymianę zasobów i idei z całym światem. Chcieliby być dumni z niego nie dlatego, że miał najbardziej pokręconą, pełną cierpień historię (mesjanizm), ale dlatego, że ma własne osiągnięcia naukowe, wynalazki, rozwiązania techniczne, dokonania artystyczne i intelektualne.

4.

Powstaje oczywiste pytanie: czy jest możliwa jakaś forma konsensusu między uczestnikami wojny kulturowej, którą sprowokował PIS?

Trzeba od razu zauważyć, że nic praktycznie temu nie sprzyja:

  • Brak kultury debat i zawierania kompromisów w naszym kraju. U nas od wieków dominuje zasada: „wszystko albo nic” oraz: „zwycięzca bierze wszystko”.
  • Radykalizacja działań PISu sprawia, że moderosi muszą dojść do wniosku, że obecne problemy wynikają z nie dość radykalnego dotąd modernizowania kraju. Konieczne zatem staje się zradykalizowanie tego projektu.
  • PIS powoli wkracza w fazę radykalnie pozaprawną, co sprawia, że będzie im trudno podjąć decyzję o cofnięciu się. Wiedzą bowiem, że gdy stracą władzę – poniosą poważne konsekwencje (wliczając w to konsekwencje prawne).

Oznacza to, że nie ma praktycznie żadnej możliwości kompromisu pomiędzy obu grupami. Stały się one w praktyce dwoma całkowicie różnymi plemionami, które budują swoje odrębne światy kulturowe. Mają swoje oddzielne języki, symbole, narracje o roli państwa i społeczeństwa, pojmowanie roli jednostki. Mają także swoje media, swoich bohaterów, a nawet wzorce myślenia i interpretowania wydarzeń (narracje).

Jasne jest dla mnie, że spór między nimi będzie coraz bardziej zażarty, bowiem obie strony rozumieją, że podważenie modelu kulturowego, jaki dotąd obowiązywał, stawia pod znakiem zapytania kwestie najbardziej fundamentalne: sposób, w jaki żyjemy, opowieści, którymi się karmimy, to, za kogo się uważamy. Za takie sprawy ludzie idą na wojny i mordują się od wieków.

Nie mam wątpliwości, że czeka nas, przybierająca na sile, przemoc kulturowa, dążenie do eliminacji przeciwnego mentagramu. W praktyce oznaczać to będzie (ze strony konserwosów z PISu) narzucanie mediom oraz machinie państwa ich przekazów, organizacji, znienawidzonych ludzi itp. Kierować tym będzie logika (co najmniej symbolicznej) eliminacji wroga, czyli zepchnięcie go na margines życia społecznego, mediów, czyli tzw. głównego nurtu życia.

Dynamika tego konfliktu, którego raczej nie da się zgasić to – moim zdaniem – najważniejszy problem, przed którym obecnie, jako Polacy, stoimy. Trwałe usadowienie w centrum społeczeństwa określonego mentagramu wraz ze scenariuszami jego reprodukcji i rozwoju – wyznaczy faktyczną przyszłość naszego kraju na długie lata.

 

W kolejnych artykułach spróbuję rozważyć możliwe scenariusze przebiegu konfliktu.

Zapraszam do dyskusji dotyczącej wszystkich poruszonych tu kwestii.

[1] Naturalnie, reprezentują także co najmniej owe 30% swoich żelaznych wyborców, których możemy zaliczyć do ultrakonserwatystów światopoglądowych.

[2] W tym miejscu trzeba by przywołać toczący się od 200 lat w zaawansowanym świecie spór między konserwatystami, a pooświeceniowymi modernizatorami. Ale omówienie programów obu stron przekracza możliwości tego skromnego artykułu. Rekonstruuje ten spór w przygotowywanej przeze mnie książce.

[3] Nie upieram się, że wszyscy pis-owcy działają w ramach tej ekonomii; pewnie nawet nie wszyscy sa tego świadomi. Mam tu na myśli animatorów i decydentów tej grupy (bo PIS to, coś więcej, niż partia, to rodzaj zakonu, czy sekty).

[4] Nie powinno się ich mylić z zachodnioeuropejskimi konserwatystami.

[5] Także nie powinni być myleni z zachodnioeuropejskimi zwolennikami „nowoczesności”, adaptują bowiem wyrywkowo tylko pewne cechy projektu „nowoczesności”. Ale to temat na osobne rozważania.

[6]  Pamiętamy te lamenty, jeszcze przed przystąpieniem Polski do UE.

[7] Więcej na temat mojej interpretacji katastrofy smoleńskiej w artykule Zaprzeczenie śmierci…

[8] Doskonałe studium tego myślenia znaleźć można w świetnej książce prof. Jana Sowy, Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą, Uniwersitas 2011

Comments

comments

About The Author

Innowator.

Ukończył studia na Wydziale Filozoficznym KUL; stypendysta u prof. Leszka Kołakowskiego na University of Oxford. Ukończył także studia podyplomowe: Zarządzanie Finansami i Inwestycje Finansowe na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu oraz Public Relations w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu.
Zajmuje się filozofią miasta, architektury (w ramach think-tanku BioCity Project) oraz trendami rozwojowymi w kulturze i cywilizacji, prowadzącymi do zmiany panujących paradygmatów.
Także właściciel innowacyjnej agencji konsultingu terytorialnego: Metamorphosis Innova City. W jej ramach zaprojektował i wdrożył kilkanaście innowacyjnych marek i strategii terytorialnych dla wielu polskich miast, w oparciu o zasady zrównoważonego rozwoju i deliberacji społecznej. Współzarządzający Fundacją Nowej Kultury.

Redaktor portalu progg.eu

Napisz do mnie

Related posts

4 Comments

  1. Joanna Golebiewska

    Alex,
    Mysle, ze sami politycy (a zwlaszcza jeden z nich) sa po prostu cynikami, oportunistami…
    Jednak przyszly ”emerytowany zbawca narodu” (BTW, sposob w jaki sam sie nazwal – tylko potwierdza, Alexandrze, Twoja teze) ma niezwykly detektor wyczuwania, przechwytywania i sterowania strachami konserwatywnej (bardzo licznej!) czesci polskiego spoleczenstwa. Wielkosc tej grupy oraz poziom ich stachow bylt przez lata niedoceniane. To sam rdzen wyborcow PIS-u jest prawdziwie konserwatywny, nie politycy. Granie na uczuciach tych ludzi, daje PIS-owi wladze i poparcie na dlugie lata…

    Lud konserwatywny jest przekonany (zupelnie szczerze), ze Polska bedzie prawdziwie polska tylko w okreslonych warunkach. Ten przekaz jest wyssany z mlekiem matki od czasow zaborow. (Moja prababcia mowila, ze granice sie zmienialy, waluty sie zmienialy, a na wsi – wciaz to samo.) Wciaz to samo – a wiec znajomo, bezpiecznie. Ten sam jezyk, te same zwyczaje, ten sam odcien twarzy, ta sama religia. Skoro w zestawie na prawdziwego Polaka jest katolicyzm, wladza samca alfa, meskie rozrywki, ciagla walka z okupantem, bezwarunkow podporzadkowanie sie polskiej tradycji. To zgodnie z ta logika – wszystko to co podwaza te atrybuty, zagraza polskosci, bezpieczenstwu…

    Wierze, ze aby zmienic mentagram trzeba by zrozumiec istote strachow. Skad sie biora? Dlaczego sa tak silne? Rozlozyc je na czynnikie pierwsze. Przeanalizowac i krok po korku przeprowadzic program im zaleczania. Taka zbiorowa psychoanaliza i edukacja narodu. Trudno to pewnie zrobic, gdy wladza sie nimi zywi.

    Trzeba by tez odszukac stare strachy (nawet w innych krajach), ktore udalo sie wyeliminowac i zrozumiec zgodnie z jakim mechanizmem odeszly. I ten mechanizm rozpowszechniac…

    Reply
  2. Piotr

    Owszem, wkurzają mnie niektóre poglądy PiS-u, począwszy od utożsamiania polskiej kultury i dziedzictwa narodowego TYLKO z chrześcijaństwem, braku jakiejkolwiek nawet chęci oderwania się od martyrologii ściśle związanej z kultem Maryi Dziewicy i Świętego Jana Pawła… Jaka wściekłość i jad dopadają mnie na różnych forach serwisów prawicowych gdy tylko wspomnę, że jestem ateistą. Z drugiej strony… jeszcze chyba bardziej wkurzyły mnie te rzeczy, które również wkurzają PiS, a związane z poprzednią elitą, która nagle straciła władzę. 75% mediów w Polsce jest w rękach niemieckich lub szwajcarskich – czy wierzy Pan w ich bezstronność? Skąd ludzie mają wiedzieć o tych rzeczach, które są propagowane choćby tutaj na progg.eu, skoro „nowa ekonomia” nie jest po myśli rządzącej światem elity banksterskiej? Oni przecież nigdy nie pójdą w tę stronę, o której pisze Korten. I nie będzie w mediach „niemieckich” nigdy o tym dyskusji póki się to nie zmieni. Sam osobiście doświadczyłem nie zamieszczania lub usuwania moich postów na Interii, Gazecie czy w Onecie kierujących czy nawet tylko wspominających idee głoszone tu na progg.eu czy podobnych portalach i były to dziesiątki wpisów, które się nie pojawiły, nie pojedyncze przypadki !!!
    Ja osobiście nie jestem zwolennikiem tak radykalnego krytykowania kogokolwiek. Owszem, ani PiSowcy ani ci drudzy nawet nie chcą słuchać drugiej strony, spotykać się, rozmawiać. Ale dziwi się Pan? Jedni chcą zachować przywileje i pieniądze wyrwane często na pograniczu prawa, drudzy chcą im się zrewanżować i odpłacić, przynajmniej dopóki są przy władzy.
    Ja proponuję wsłuchiwanie się w głos każdego obozu, dokładne analizowanie i… z moich analiz o dziwo to właśnie moderosi, a nie konserwosi tkwią w starym, zardzewiałym systemie, porządku świata! To właśnie ci konserwosi, ultrakatoliccy często, mają mnóstwo pomysłów na ulepszenie tego świata i – w co Pan może nie uwierzy – często tożsamych z tym co pisze się tutaj na progg.eu! Jeden przykład – książka Jacka Rossakiewicza http://www.rossakiewicz.pl/demokracja/pliki/demokracja_finansowa_wydanie_drugie_e-book.pdf pierwszy rozdział to jakiś bełkot o katolickich wartościach i dziedzictwie Jezusa, ale drugi, jak sam autor przyznaje, zainspirowany książką Davida Kortena, pokazuje kierunek zmian w ekonomii dokładnie tożsamy z tym, co propagowane jest na tym portalu. A całość sprytnie spięta klamrą, że to wszystko zgodnie z nauką Jezusa. Tak, tak panie Rossakiewicz, pewnie że zgodnie, bo przecież wartości z Biblii są wartościami uniwersalnymi dla człowieka! Ale do konserwosów to nie dociera, od chrześcijaństwa się nie oderwą. Tak jak i islamiści od swojego islamu…
    Nie spotka Pan ani jednej osoby z dotychczasowego obozu, który będzie podzielał idee tu głoszone. Tacy ludzie jak Petru, Belka i inni im podobni wręcz wyśmieją tzw. „nową ekonomię” Kortena.
    Świat po prostu nie jest czarno-biały i ja protestuję przeciwko tak jednoznacznej krytyce obozu rządzącego jak w powyższym artykule, choć na nich nie głosowałem i ich nie bronię. Polecam rozmawiać z ludźmi nie spogladając na plakietkę partyjną, którą mają przypiętą do klapy 🙂
    Na koniec wywiad z PiS-owcem, który pod pozorem repolonizacji banków i przywrócenia Polakom skarbu narodowego, wygłosił bardzo ciekawe idee, często zgodnie z nową ekonomią Kortena:
    http://omon.pl/wiadomosci/708-janusz-szewczak-polskie-wladze-sa-szantazowane-przez-lobby-lichwiarsko-bankowe-wywiad

    P.S. Robię stronę z moim pomysłem PRT:
    http://smart-cities.pl/
    zakładka Freengo PRT 🙂

    Reply
    1. Alexander Sikora

      Panie Piotrze, dzięki za ciekawy komentarz. Już to pisałem w kilku miejscach, że my – progosi – jesteśmy w paradoksalnej sytuacji. W jednych sprawach bliżej nam z moderosami, a w innych z konserwosami. W powyższym artykule nie chciałem przeprowadzać krytyki „po linii partyjnej”. Chodziło mi raczej o głębsze naświetlenie różnic kulturowych między głównymi obecnie grupami w Polsce. Tak, jak i Pan, widzę wady i zalety obu. Ale tak naprawdę zmierzamy na proggu do skupienia ludzi chcących jakiejś innej drogi, drogi, którą nazywamy progresywną (jej opis w wielu artykułach).

      A co do Pana strony – wygląda fantastycznie. Wczytam się i wolnej chwili napisze coś więcej! 🙂

      Reply
  3. Alexander

    Uzupełnienie:
    Zastanawiając się o co – tak najgłębiej – toczy się ta wojna PIS, nie mogą zgodzić się z diagnozami, że to „tylko” szaleństwo prezia, który mści się na III RP. Może to jakieś jego subiektywne, głębokie dążenie, ale na pewno nie najważniejsze. Upewniam, się, że słuszna była moja diagnoza już sprzed paru miesięcy:
    „Reasumując, nie idzie zatem PISowi o zdobycie wpływu na państwo, aby zrealizować takie lub inne projekty polityczne – oni chcą użyć maszynerii państwa dla zabezpieczenia odwiecznej w Polsce konserwatywnej świadomości społecznej powiązanej z tradycjonalistyczną obyczajowością, która od wieków jest w ostrym sporze z zachodnioeuropejska tradycją modernistyczną (oświeceniową)”. Tak, nawet, gdy oni sami nie do końca sobie to uświadamiają – są elementem (jak sam Kaczor nazwał to:) „konserwatywnej kontrrewolucji”. Reprezentują ludzi, których od wieków uwiera postępująca modernizacja, demokratyzacja i sekularyzacja. Oni wciąż żyją w przed-nowoczesnym świecie, w którym rządzi (rzekomo odwieczne) prawo boskie, reprezentowane przez króla \ cara, a realną władze sprawuje kler – który wprost dyktuje wszystko, co człowiek w życiu ma robić. Oni po prostu nie chcą żadnej odpowiedzialności za swoje życia; nie chcą żadnych suwerennych decyzji. Najlepiej, aby świat nie ulegał jakiejkolwiek zmianie, a jak już, to król (prezes), księżą podyktują im jaki jest sens wydarzeń i co trzeba robić.
    Widzimy więc ich „bój ostatni” o przywrócenie – metodami opresji, dyktatu instytucjonalnego, przymusu prawnego – głęboko zakorzenionego w nich teokratyczno – hierarchicznego świata. PIS jest tylko narzędziem tej kontrrewolucji.
    Paradoks sytuacji jest taki, że wszystko to sprowokować musi progresywną reakcję. Nawet umiarkowani konserwatyści dojrzewają do przekonania, że jeżeli – po obaleniu PISu – nie uporządkujemy spraw z kościołem (od wieków szczującym przeciw wolności i postępowi); jeżeli nie wprowadzimy reguł demokracji prawdziwej, której nie będzie mógł zagrozić doraźny pucz – nie będziemy w ogóle mogli pójść do przodu. A to oznacza, że ostatecznie trzeba zlikwidować w głównym nurcie wszelkie przejawy nieokrzesanego, przed-nowoczesnego dziedzictwa.

    Reply

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error: Content is protected !!