Nowe artykuły:
Progos wobec nowych zjawisk politycznych.

Progos wobec nowych zjawisk politycznych.

Artykuł przedstawia luźne rozważania (z punktu widzenia progosa) dotyczące sytuacji po wyborach prezydenckich, w perspektywie rodzących się nowych ruchów politycznych: skupionych wokół Pawła Kukiza oraz związanych z partią „Razem”. Czy dają one szansę na realizację postulatów progresywnego rozwoju? 

W ielu progosów pyta mnie: jak oceniam obecną sytuację powyborczą? Czy wybuch obecnego fermentu politycznego – prowadzi do realizacji celów progresywnych? Spróbujmy się nad tym zastanowić pokrótce.

Każdy Progos chce zmian, to jasne. Ale przecież nie za wszelką cenę, i nie na cokolwiek. Chcemy zmian w duchu progresywnym (pisałem o tym w manifeście Progosów). Chodzi o zmiany jakościowe, prowadzące realnie ku lepiej urządzonemu krajowi, zapewniającemu wszystkim obywatelom trwałą poprawę warunków rozwoju (przejście od kraju obecnie peryferyjnego – do kraju rozwiniętego, należącemu do centrum cywilizacji). Czy ostatnie wybory prezydenckie, i ujawnione przy tej okazji ruchy polityczne – dają szansę zbliżenia do tego?

Czy taką szansę daje nowy prezydent?

No cóż, widzimy (póki co) bardziej łagodną twarz PiSu, mimo wszystko jest to jednak twarz mocno konserwatywna. Widzimy człowieka bezbarwnego, który nie pokazał szerszych horyzontów politycznych. Moim zdaniem, ten facet może co najwyżej wynieść do władzy nowe pokolenie konserwosów, może mieszać w bieżących sprawach politycznych – ale to przecież dla realizacji naszych celów niewiele znaczy. W pewnym sensie ci nowi, łagodniejsi PiS-owcy są gorsi od tych „twardych” (Kaczyński, Macierewicz) – są bowiem bardziej przekonujący, a do tego sprawniejsi medialnie i marketingowo.

Boję się zatem, że będziemy mieli nową falę konserwatyzmu, ba! regresywizmu: wysyp jałowych, tyleż egzaltowanych, co pustych ceremonii religijno – (pseudo)patriotycznych, dalsze zawłaszczanie przestrzeni publicznej przez folklor katolicki w postaci tak dobrze znanych zaklęć, gestów, symboli itp. To niestety będzie utwierdzać magiczne, zabobonne myślenie, wciąż oddalając nas od wprowadzenia do centrum społeczeństwa zdolności krytycznego myślenia i oparcia tożsamości narodowej na otwartej, progresywnej wersji patriotyzmu. A przecież tylko wtedy będziemy w stanie dobrze zrozumieć sytuacje, w jakiej obecnie się jako społeczeństwo znajdujemy, a także wyzwolić siły dla koniecznych zmian. W tym aspekcie, prezydentura Dudy może mieć zatem fatalne konsekwencje.

Czy Kukiz i jego ruch daje nam jakąś nadzieję?

Jak oceniać to zjawisko po tych kilku strzępkach myśli społecznych i politycznych, które Kukiz i jego ludzie prezentują? Mam wrażenie, że jest to ruch populistyczny, w oprawie narodowej. Ludzie (stojący za Kukizem) są (wbrew pozorom) bardzo sprawni marketingowo, ale nie mają jakiejkolwiek całościowej wizji sensownych zmian. Kukiz prezentuje dziwną mieszankę rockowego zadymiarstwa oraz obywatelskiego oburzenia (w duchu „ruchu oburzonych”). Owszem, to dziwne rockowo – polityczne zjawisko polityczne niektórym może się wydawać świeże i autentyczne, co daje poklask Kukizowi, niemniej, jasno widać, że nie stoi za tym żadna sensowna myśl modernizacyjna.

W tym sensie, „kukizowcy” w pewnych warunkach (jak obecne), mogą wywołać ogromną zadymę polityczną, ale jej sens trzeba pojmować w ramach standardowych zmian politycznych oraz, być może, pewnego efektu psychologicznego. Wielu z nas pewnie poczuje się lepiej, gdy zobaczy, że znikają opatrzone, zmęczone twarze wielu platformersów – ale nie naruszy to podstaw systemu, który oni stworzyli.

Reasumując, Kukiz i jego ruch to rodzaj happeningu politycznego (rockowa wersja konserwatyzmu), który oddziałuje na emocje, ale w warstwie racjonalnej nie ma (jak na razie) narzędzi dla dokonania przełomu. A już tym bardziej, przełomu prowadzącego do realizacji progresywnych celów, czy w ogóle tworzenia lepszego systemu społeczno – gospodarczo – politycznego, czego tak bardzo potrzebujemy. Aby bowiem taki nowy system zbudować, nie wystarczy głosić, że jest się „pozasystemowym”, trzeba realnie pokazać na czym konkretnie ma polegać wyjście poza system; trzeba także wskazać niewykorzystywane dotąd zasoby, które będą pracować na rzecz nowego systemu.

Czy nowa lewica daje większe nadzieje?

Po drugiej stronie sceny, tzn. lewicowej, wyłania się partia Razem.[1] W nich lokuję nieco większe nadzieje, niemniej, po początkowych zachwytach nachodzą mnie także wątpliwości, szczególnie gdy słyszę ich pierwsze wypowiedzi i publikacje[2] programowe (chociaż doceniam fakt, iż oni w ogóle mają już na samym początku zestaw spójnych myśli programowych!). I cóż wyczytałem w ich propozycjach? Ze sporym zaskoczeniem odkryłem, że oni proponują tak daleko posuniętą wizję państwa socjalnego, że prześcignęli nawet realia obecne w Danii i Szwecji. A do tego nieomal cała sfera życia ludzi ma być zależna od państwa, tj. państwo jak u dawnych socjalistów ma organizować życie od kołyski aż po grób. Niestety, nie wygląda to wszystko współcześnie, w duchu partii lewicowych z kręgu „nowej lewicy”, a tym bardziej zielonej lewicy (czego bym oczekiwał).

A do tego młodzi socjaliści z „Razem” nie zadali sobie nawet trudu, aby wskazać jakiekolwiek koła zamachowe rozwoju, które pozwoliłyby sfinansować tak daleko posunięty program socjalny (na czoło wybija się tu postulat 75% podatku dla prezesów największych firm, ale to chyba jednak zbyt mało). W ich przypadku brak mi także świadomości, że postulatów takich, jak ich, nie da się zrealizować bez koncepcji stworzenia nowej dynamiki rozwoju społecznego (w tym np. progresywnej kultury stymulującej kreatywne formy myślenia, modelu bardziej horyzontalnych relacji społecznych, zachęcających ludzi do osobistej aktywności i grupowej współpracy, czy też innowacyjnej polityki gospodarczej, opartej na wiedzy, która zapewni fundamenty finansowe itp.). Tylko przekształcenie obecnego zamknięto – biurokratycznego systemu – w system wyzwalający prawdziwą aktywność i kreatywność Polaków (na bazie uruchomienia jakichś ukrytych dotąd zasobów i kapitałów) byłby w stanie stworzyć fundamenty dla realizacji tak ambitnych celów socjalnych. Bez takiej wizji, która powinna być tu clou programu, ich postulaty jawią się tylko jako zbiór pobożnych (roszczeniowych) życzeń sfrustrowanej cząstki społeczeństwa.

Inna rzecz, że nie chciałbym żyć w Polsce, która wyłania się z ich postulatów. Z konieczności, byłby to kraj jeszcze bardziej wszechwładnych związków zawodowych (w tym tych archaicznych: OPZZ, Solidarności, rolników, ZNP); a także kraj aroganckich urzędników państwowych, którzy rozdzielaliby pieniądze budżetowe w znacznie większym zakresie, niż obecnie. Armia urzędników decydowałaby o poziomie funkcjonowania: służby zdrowia, zasiłków wszelkiej maści, emerytur, przydzielaniu mieszkań rządowych, itp. Byłby to zatem kraj jeszcze większego etatyzmu, korupcji i braku wewnętrznej dynamiki. Byłoby to społeczeństwo jeszcze większej bierności, z dominującym typem obywatela uzależnionego od państwa, zdanego na jego abstrakcyjne decyzje. Wspominają oni co prawda o potrzebie wzmocnienia demokracji oddolnej, ale w tak mocnym etatystycznie państwie nie może to się udać. Rozumiem, że polski prekariusz ma prawo być zestresowany płynnością swojego życia, niemniej nie usprawiedliwia to tworzenia wizji rozwojowych, w których lekarstwo jest – w wielu aspektach (choć nie we wszystkich) znacznie gorsze od choroby.

Naturalnie, to, co proponuje „Razem” – z punktu widzenia progosa – jest już całkowicie przestarzałe. Nie chodzi wszak dzisiaj o wprowadzenie biernego modelu etatystyczno – biurokratycznego państwa, ale o stworzenie modelu, w którym równowaga społeczna (w tym sprawiedliwość, równość szans itp.) zapewniona będzie nie przez dyktat państwa, ale horyzontalną logikę funkcjonowania społeczeństwa (jako wielkiej sieci społecznej)[3].

Podejście progosów.

Cały czas próbuję przemycić tu kluczowa myśl, którą zawarłem w projekcie Partii Progosów i progresywywnej wizji zmian – że nie chodzi tylko o obalenie złego establishmentu i dowartościowanie praw tzw. „zwykłych Polaków”, czy też „prekariatu”, „ludzi na śmieciówkach”. Taka zmiana niewiele zmieni. Stoimy przed poważniejszym zadaniem. Chodzi o zerwanie z archaicznym modelem myślenia o społeczeństwie i państwie, który dominuje w głównym nurcie wśród wszystkich sił społecznych i politycznych i oparcie rozwoju Polski na trendach rozwojowych, obecnych w najbardziej rozwiniętych krajach świata. W innym artykule opisałem to zadanie jako przejście od rdzennego, polskiego konserwatyzmu do progresywizmu. Pokrótce, oznacza to, że nie mamy szans na dalekosiężny rozwój, jeżeli nie odrzucimy konserwatywnego sposobu myślenia i, ściśle z nim skojarzonego, niezrównoważonego modelu rozwojowego, który wciąż jest u nas wiodącym podejściem (mimo tego, że już dawno zmieniły się realia, w których miał on sens). Dalej, jeżeli nie znajdziemy sposobu, aby wprowadzać do głównego nurtu czynników i zasobów uruchamiających procesy stałego tworzenia nowych, lepszych rozwiązań w każdej sferze życia, a marginalizujących siły i instytucje, które blokują kreatywne siły ludzi i społeczeństwa jako całości (archaiczne instytucje, kościoły, modele organizacji itp.)[4].

Oznacza to, że musimy od nowa wymyślić Polskę (post)nowoczesną; Polskę dobrze zorganizowaną, strukturalnie sprawiedliwą, przyjazną dla życia ludzi, zwierząt, współpracującą ze środowiskiem, ale też opartą na wiedzy, zielonych technologiach, nowych, zaawansowanych usługach, społecznie zaimplementowanej cyfryzacji (jak w Estonii) itp. itd. Tylko taka Polska może realnie mieć zasoby, aby wdrażać socjalny model społeczny.

Tymczasem „Kukizowcy” i „Razem” są bardzo od tego dalecy. Obie strony uznały, że aby polepszyć nasze życie wystarczy wyrwać ster rządów z rąk obecnego (postkomunistycznego i postsolidarnościowego) establishmentu, a także wyrwać nasz kraj spod wpływów międzynarodowych korporacji, banków i zglobalizowanego biznesu. I trzeba oddać go w ręce „skrzywdzonych” Polaków. Przy czym „kukizowcy” widzą ich przede wszystkim wśród pracowników najemnych (np. górników, nauczycieli itp.), a „Razem” w grupie prekariatu. W istocie więc (jak to widzę) obie formacje reprezentują dwie strony podobnego populizmu. Mówią o sobie, że są „pozasystemowi”, ale to nieprawda. Oni są po prostu roszczeniowi.

Nie neguję, że są pewne racje dla takiego podejścia (bo Polska jest krajem wyjątkowo nierównych szans i dzielenia bogactwa). Problem jednak w tym, że to dzisiaj za mało. Postulaty zwykłej rewindykacji praw określonych grup społecznych w ramach przestarzałej strukturalnie i technologicznie gospodarki, to postulaty tyleż słuszne, co regresywne. A to dlatego, że w międzyczasie zaawansowany świat (do którego aspirujemy) tak nam uciekł, że cały ten model stał się nieaktualny – nie daje on już szansy na rozwiązanie naszych problemów, a tym bardziej na urządzenie lepszego państwa. Aby naprawdę osiągnąć tu sukces – musimy stworzyć innowacyjne podstawy gospodarcze, finansowe, organizacyjne. Te zaś w coraz większym stopniu zależą od progresywnych wzorców kulturowych i otwartego, dynamicznego modelu społecznego.

O co tu chodzi? Skrótowo można powiedzieć, że nie mamy szans na prawdziwy progres, o ile nie przyjmiemy do wiadomości, że kończy się era niezrównoważonej, marnotrawnej, opartej na węglowodorach cywilizacji. Kończy się czas pozornie niewyczerpywalnych bogactw naturalnych, z czym wiąże się niezrównoważony, mega-konsumpcyjny, nieodpowiedzialny model życia. Znika też z horyzontu szansa na realizację dawnego modelu państwa dobrobytu (które zdają się postulować omawiane wyżej ruchy). Musimy przyjąć do wiadomości, że nie udało nam się załapać na tą fazę rozwoju (lata ’60 – ’80). Zamiast usilnie zatem małpować rozwiązania zachodnie, do których nie uda nam się i tak dorównać – powinniśmy otworzyć się na nowe możliwości. Powinniśmy szukać nowego modelu zrównoważonego, inteligentnego i solidarnego (= sieciowego) społeczeństwa 21 wieku, stając się ważnym ośrodkiem nowych trendów cywilizacyjnych (nazywanych często Wielką Transformacją).[6][7].

I w takiej perspektywie Wielkiej Transformacji musimy się odnaleźć, aby naprawdę odnieść sukces i zapewnić podstawy dla tworzenia naszego modelu rozwojowego. Pilnie musimy wykreować nasz model specjalizacji gospodarczej, pomysł na wewnętrzną organizacje państwa, która będzie promować aktywnych, wykształconych obywateli, zachowując zarazem równowagę wewnątrzspołeczną (zrównoważony rozwój społeczny). Musimy mieć koncepcje odnawiania elit politycznych, wprowadzania szerokiego przekroju najlepszych ludzi do służby państwowej; transportu wiedzy, pomysłów, umiejętności z dołu piramidy społecznej – do góry, do głównego nurtu. Musimy myślenie innowacyjne, myślenie zmianą, ciągłym dostosowywaniem do pędzących zmian – wprowadzić do głównego nurtu społecznego.

 Prawdziwa antysystemowość oznacza zatem nie tyle wymianę elit, ile dogłębną zmianę paradygmatu społeczno-polityczno-gospodarczego. Próbuję w rodzących się ruchach politycznych dostrzec bodaj przebłysk tej głębszej świadomości czekających nas wyzwań; biorę poprawkę na początkowe zamieszanie, ferment.. Niestety, mimo wszystko nie widzę bodaj zalążków tej głębszej (paradygmatycznej) zmiany, która jest konieczna w naszym kraju. Prosta roszczeniowość, która przebija przez postulaty obu przedstawianych ruchów niestety nie daje szansy na to, że wyrwiemy się z archaizmu obecnego modelu społeczno – politycznego; że zaczniemy się przesuwać ze sfery państw pół-rozwiniętych, będących zapleczem produkcyjnym dla państw rozwiniętych – właśnie ku państwom wysoko rozwiniętym, zapewniającym naprawdę godne warunki życia i rozwoju każdemu obywatelowi.

[1] W nazwie dźwięczy dawne echo marksowskiego: „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się!”; teraz chodzi zaś o łączenie się prekariuszy…
[2] Tu dygresja: czy kiedyś powstanie partia, której pierwszym działaniem nie będzie start w wyborach, tylko zrobienie czegoś dla ludzi, co naprawdę się głosi. A jak to wyjdzie – dopiero start w wyborach..?
[3] Zob. artykuł: Netarchia, czyli społeczeństwo, które implikuje internet.
[4] Zobacz także Progresywna Polska według progosów.
[5] Zob. książkę J.Ryfkin: Trzecia rewolucja przemysłowa.
[6] Pisałem o tym szerzej w artykule: Zrównoważony rozwój – spojrzenie porządkujące.
[7] Zob. na ten temat – K.Leggewie, H.Welzer – Koniec świata, jak znaliśmy.

Comments

comments

About The Author

Innowator. Ukończył studia na Wydziale Filozoficznym KUL; stypendysta u prof. Leszka Kołakowskiego na University of Oxford. Ukończył także studia podyplomowe: Zarządzanie Finansami i Inwestycje Finansowe na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu oraz Public Relations w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu. Zajmuje się filozofią miasta, architektury (w ramach think-tanku BioCity Project) oraz trendami rozwojowymi w kulturze i cywilizacji, prowadzącymi do zmiany panujących paradygmatów. Także właściciel innowacyjnej agencji konsultingu terytorialnego: Metamorphosis Innova City. W jej ramach zaprojektował i wdrożył kilkanaście innowacyjnych marek i strategii terytorialnych dla wielu polskich miast, w oparciu o zasady zrównoważonego rozwoju i deliberacji społecznej. Współzarządzający Fundacją Nowej Kultury. Redaktor portalu progg.eu Napisz do mnie

Related posts

1 Comment

  1. Aleksandra

    Alex, mi się wydaje, że Nowoczesna jest nam najbliższa, ale nie jestem pewna jacy ludzie wejdą do sejmu. To jest najgorsze, że jeden człowiek, może zepsuć całe wrażenie. Partia jest wg mnie zbyt młoda, aby ludzie się dobrze poznali i aby byli pewni siebie. Nie ma wielu kandydatów do wyboru, listy nie mają maksymalnej liczby, to znaczy, że tak na prawdę nie było z czego wybierać. Też nie każdego potencjalnego kandydata zwyczajnie stać na zrobienie kampanii. Co ja piszę!? przecież kampanię prowadzisz Ty Alex, od już tak dawna! Skoro tak, to dlaczego warunkiem przyjęcia kandydata na listy są pieniądze, a nie poglądy i działalność publiczna? Trudno, trzeba wybierać z tego co jest. Może następnym razem to będziemy My? 😉 A może My już jesteśmy częścią ich poglądów? Alex powiedz coś, w końcu jesteś z Wrocławia 🙂

    Reply

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *